Lotnisko w Poznaniu.
Lotnisko w Poznaniu. (Fot. Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0)
Nie podam adresu, nie podam numeru telefonu, nie przyjmuję mandatu – oświadczył na lotnisku w Poznaniu jeden z pasażerów. Innymi słowy odmówił poddania się kwarantannie.

Rząd, pod pretekstem walki z koronawirusem, wszystkie niezaszczepione osoby przylatujące do kraju kieruje na 10-dniową kwarantannę.

Kwarantanna może zakończyć się po siedmiu dniach, jeśli przedstawimy negatywny wynik testu na koronawirusa.

1 lipca 2021 roku podczas odprawy na lotnisku w Poznaniu służby chciały skierować jednego z pasażerów na kwarantannę. Mężczyzna wylegitymował się, ale jednocześnie oświadczył, że na żadną kwarantannę się nie godzi.

Michalkiewicz. The Movie

Służby były najwyraźniej zdumione tak odważną postawą. Nie wiedzieli, jak się zachować. Dzwonili po porady w różne miejsca.

Informowali pasażera, że zgodnie z rozporządzeniem jest zobowiązany podać miejsce odbywania kwarantanny.

Mężczyzna spokojnym głosem powiedział, że nie poda takiego miejsca. Został więc poinformowany, że jako miejsce odbywania kwarantanny zostanie wpisane jego ostatnie miejsce zamieszkania. Odpowiedział, że przyjmuje do wiadomości, lecz na pewno nie będzie tam przebywał.

W następnej kolejności służby lotniskowe nakazały mężczyźnie podać swój numer telefonu, pod który będzie kontaktował się sanepid. Pasażer również oświadczył, że nie poda.

Obsługa nie wiedziała, jak reagować. Wykonywali kolejne telefony, do interwencji dołączyła jeszcze jedna osoba i po raz kolejny wystosowali następującą formułkę:

Muszę pana poinformować, że zgodnie z rozporządzeniem jest pan zobowiązany przedstawić nam ten adres oraz numer telefonu. Jeżeli pan tego nie zrobi, może zostać na pana nałożona w dniu dzisiejszym kara w formie mandatu karnego – powiedziała pani ze służb.

Jeszcze w trakcie wypowiadania formułki mężczyzna oświadczył, że mandatu nie przyjmuje i po raz kolejny podkreślił, że kwarantannie na pewno się nie podda.

Po ponad siedmiu minutach trwania odprawy służby nagle sobie o czymś przypomniały – nakazały mężczyźnie założyć maseczkę.

Nie założę – odpowiedział spokojnie.

Następnie poprosił pracowników lotniska o podanie swoich imion i nazwisk, zapytał także czy jest zatrzymany. Celnicy odpowiedzieli, że nie i może odejść. Dodali, że jako miejsce kwarantanny zostaje wpisane ostatnie miejsce zamieszkania w Polsce.

Żadnej kwarantanny, żadnych testów i tyle w temacie. Dziękuję – powiedział na koniec mężczyzna i odszedł wolno. Zarówno ze strony obsługi lotniska, jak i pasażera, interwencja przebiegała w kulturalnej atmosferze, ważono słowa i szanowano drugiego człowieka.