Izrael, Polska, zrujnowana Warszawa Źródło: Pixabay, Canva, prt sc
Izrael, Polska, zrujnowana Warszawa Źródło: Pixabay, Canva, prt sc "Miasto Ruin, collage (praca własna)
Znów zaiskrzyło w relacjach polsko-izraelskich: tym razem w polskie ustawodawstwo wtrąciło się izraelskie MSZ ustami swego szefa, Jaira Lapida, byłego celebryty, wywodzącego się z zastałego, utrwalonego izraelskiego establishmentu politycznego (ojciec też był politykiem).

Reakcja polskiego rządu była słaba (ale już lepsza niż podczas ostatniego zaiskrzenia przy okazji nowelizacji ustawy o IPN): wezwano do naszego MSZ izraelską chargé d’affaires (pełniącą obowiązki niemianowanego dotąd ambasadora Izraela w Polsce) i tłumaczono jej, że nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego (KPA) nie godzi w interesy żydowskie…

Ona z kolei podtrzymała stanowisko izraelskiego rządu… (Przypomnijmy, że według przyjętej przez Sejm nowelizacji KPA, po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie wszczęcie postępowanie w celu jej zakwestionowania; szef MSZ Izraela uznał, że „polski parlament uchwalił (…) ustawę uniemożliwiającą zwrot mienia żydowskiego lub rekompensaty za nie ocalałym z Holokaustu i ich potomkom” – dop. Red.)

Polakożerstwo metodą na popularność?

Część komentatorów rządowych w Polsce (niebezpiecznie balansujących na granicy topornej propagandy) zaczęła tłumaczyć słowa Lapida „walką polityczną w Izraelu i zabieganiem o popularność”. Tak samo tłumaczono wypowiedzi żydowskie poprzednio, gdy chodziło o IPN, i gdy wypowiadał się premier Izraela, Netanjahu, lider innego ugrupowania politycznego niż Lapid… Cóż, walka polityczna w Izraelu toczyła się, toczy i będzie się toczyć, nie w tym problem. Problem w tym, że politycy żydowscy najrozmaitszych ugrupowań „zabiegając o popularność” odwołują się do polakożerstwa i rasizmu Żydów w Izraelu, zatem jest to bardzo silne źródło, z którego wytryska w Izraelu popularność polityczna polityków. Żydowski rasizm i jego jedna z emanacji – polakożerstwo – to stały grunt polityczny owych polityków – różnych orientacji – poszukujących popularności w narodzie żydowskim.

Michalkiewicz. The Movie

Wydaje się, że w naszym MSZ izraelska chargé d’affaires powinna usłyszeć nie tylko „wyjaśnienia” związane z nowelizacją KPA, ale i poważne ostrzeżenie, że dalsze wtrącanie się władz Izraela w polskie ustawodawstwo może spowodować obniżenie rangi stosunków dyplomatycznych między Polską a Izraelem – z dotychczasowego poziomu ambasad do poziomu tylko konsularnego.

Złapać byka za rogi

Wymiana handlowa między Polska a Izraelem jest śladowa, a wymiana turystyczna sprowadza się w zasadzie do dwóch kierunków: Polacy odwiedzają w Izraelu Grób Pański (Izrael jest za drogi dla polskich turystów, poza tym swoboda poruszania się tam jest ograniczona) – a Żydzi pchają do Polski głównie swą młodzież, by pod nadzorem ochroniarzy z Mosadu nasiąkała w Auschwitz propagandą świeckiej religii holokaustu. Tę świecką religię forsuje żydowska lewica, ale doceniają jej polityczną rolę także reprezentanci żydowskiej prawicy… Rasizm żydowski jednoczy tu i żydowską lewicę, i prawicę: jest to żydowski rasizm „ponad podziałami”. Do obsługi tej wymiany turystycznej nie trzeba aż ambasad – konsulaty wystarczą.

Także polski ambasador w Izraelu, Marek Magierowski, wezwany został do tamtejszego MSZ, gdzie poinformowano go – à rebours – w zasadzie o tym samym, o czym żydowską dyplomatkę poinformowano w Warszawie: że rząd Izraela nie zmienia swego stosunku do nowelizacji KPA w Polsce…

Zdaje się, że rząd polski znów przegapił wielką okazję, by złapać byka za rogi. Bo oświadczenie ministra Lapida dawało doskonałą okazję, by w odpowiedzi na jego niepokój o „odszkodowania i rekompensaty dla Żydów” – rzekomo zagrożone nowelizacją KPA – wskazać na rasistowski z gruntu charakter tych „odszkodowań i rekompensat”, wyrażający się w żądaniach „dziedziczenia bezspadkowego”! To właśnie powinien usłyszeć nie tylko izraelski chargé d’affaires w Warszawie – ale, przy okazji (a przecież poszłoby to w świat!) – cała Europa i właśnie świat. Byłaby to lepsza obrona polskich interesów i dobrego imienia Polski w świecie niż produkowanie filmów o ratowaniu Żydów przez Polaków, których to przecież filmów nie wpuszcza się ani w Izraelu, ani w Ameryce, ani w Niemczech, ani we Francji do masowej dystrybucji…

A że nowelizacją KPA zainteresował się też amerykański chargé d’affaires, zastępujący także nieobecnego na razie w Polsce ambasadora USA, Bix Aliu – i on powinien otrzymać taką samą odpowiedź. I w ten sposób amerykańska opinia publiczna dowiedziałaby się więcej o stosunku żydowskich rasistów do Polski niż dowiedzieć się może z naszych filmików z ograniczoną widownią, mających dawać odpór żydowskiej propagandzie w Ameryce…

Powiadają: dobra psu i mucha. Dobrze, że polski rząd w ogóle zareagował oficjalnie, w drodze procedury dyplomatycznej, a nie w drodze „luźnych wypowiedzi” i zaskoczenia, jak miało to miejsce podczas sprawy nowelizacji ustawy o IPN.

Warto zauważyć, że obok obniżenia rangi stosunków dyplomatycznych z poziomu ambasad do poziomu konsulatów – polski rząd może ograniczyć lub zlikwidować dotacje i granty dla żydowskich placówek w Polsce… Może zlecić Najwyższej Izbie Kontroli przebadanie prawidłowości „zwrotów mienia żydowskim gminom wyznaniowym” (na co poszło to „zwrócone mienie”?…) trwających od 1997 roku (ów „zwrot” nieruchomości dokonuje się w trybie tajnym, administracyjnym!). Może wreszcie zerwać stosunki dyplomatyczne z Izraelem jako państwem Polsce wrogim – gdyż oskarżanie państwa i narodu polskiego o współudział w holokauście jest jawnym przejawem wrogości. Nie będzie styku – nie będzie iskrzyć…

Może ktoś mi zarzucić, że postulowanie zerwania stosunków dyplomatycznych z Izraelem albo obniżenie ich rangi do poziomu konsularnego to postulat ekstremalny, nazbyt radykalny, za daleko idący… Odpowiem krótko: czy oskarżanie Polski i narodu polskiego przez władze Izraela o współudział w niemieckim ludobójstwie Żydów jest mniej ekstremalne, mniej radykalne, mniej „za daleko idące”? Co jest większym przejawem wrogości: te oskarżenia – czy zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem albo obniżenie ich rangi do poziomu tylko konsularnego?

Tymczasem czytelnicy odsyłają Oldze Tokarczuk jej książki… (Zdaniem odsyłających, pisarka, w wywiadzie udzielonym „Corriere della Sera”, m.in. zrównała Polskę i Białoruś – dop. Red.) Czy ona odsyła im wydane pieniądze? Chyba nie, a przecież dostała sporo szmalu.  Nawiasem mówiąc: sami sobie winni. Ale w Księdze Guinessa warto odnotować ten fenomen: Tokarczuk jest pierwszą „noblistką” w całej historii tej nagrody, którą spotyka taka przykrość!

Nawiasem mówiąc: czy nie lepiej byłoby odsyłać te książki wprost do Komitetu Noblowskiego? Jego decyzje co do „literackich Noblów” już od dłuższego czasu dalekie są od literackiego smaku, za to mocno śmierdzą poprawnością polityczną, neomarksizmem. Nobel – czy kibel?

Marian Miszalski