Dr Piotr Witczak/Fot. screen YouTube/wRealu24
Dr Piotr Witczak/Fot. screen YouTube/wRealu24
Podczas konferencji Ordo Medicus ws. szczepienia dzieci na Covid-19 głos zabrał m.in. biolog medyczny dr Piotr Witczak. Naukowiec ujawnił wiele „niewygodnych” faktów na temat szprycy.

– Pierwsza sprawa, najważniejsza właściwie w tym wszystkim, Covid-19 w szczególności dla dzieci nie stanowi żadnego zagrożenia – podkreślił.

– Zapadalność na Covid-19 w tej grupie wiekowej to jest między 5 a 10 proc. 5 proc. dane z USA, 10 proc. – dane z Izraela. Mamy więc potężną grupę dzieci, która w określonym czasie w ogóle nie zachoruje na Covid-19 i wśród tej grupy, już stosunkowo nielicznej, jeśli jest ta diagnoza, to w 80-90 proc. przebieg jest bezobjawowy lub łagodny. Dzieci stanowią niespełna 2 proc., nawet w niektórych statystykach znacznie mniej, wszystkich zdiagnozowanych przypadków – zaznaczył, powołując się na badania.

Dr Witczak zaznaczył jednocześnie, że jeśli chodzi o przypadki hospitalizacji z powodu Covid-19 wśród dzieci, to jest to górna granica wynosi mniej niż 2 proc. wszystkich dzieci z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa. Dolna zaś to zaledwie 0,2 proc.

Michalkiewicz. The Movie

Jak dodał, z badań wynika, że nawet w przypadku hospitalizowanych dzieci przebieg Covid-19 jest łagodny w co najmniej połowie przypadków. – Co więcej, niespełna połowa przypadków również jest diagnozowana przypadkowo, czyli dziecko zgłasza się do szpitala z powodu jakiejś choroby współistniejącej i otrzymuje diagnozę. I tak są statystyki kreowane. To jest potwierdzona informacja, te badania można przeczytać w oficjalnym czasopiśmie Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej – mówił.

Ciężki przebieg i wskaźnik śmiertelności

Naukowiec opisał także, jak statystycznie wygląda ciężki przebieg Covid-19 wśród dzieci. – Zgodnie z danymi, które pochodzą z Izraela, szansa, że dziecko zachoruje na Covid i będzie miało ciężki przebieg, to jest 1 na 25 tys. – wskazał.

Jak wyjaśniał, oznacza to, że trzeba zaszczepić 25 tys. dzieci trzeba zaszczepić, „żeby uniknąć jednego ciężkiego przebiegu Covid-19 u dzieci, który przeważnie nie jest śmiertelny”. Podkreślał, że „praktycznie wszystkie” przypadki w tej grupie kończą się wyzdrowieniem – a wskaźniki śmiertelności są bliskie zeru – „jest to wiele miejsc po przecinku”.

Naukowiec zwrócił też uwagę, że jest to jednoznaczne z tym, że aż 25 tys. dzieci będzie trzeba „narazić na potencjalne skutki uboczne, nawet na niedogodności związane z programem szczepień – czyli trzeba pojechać, to jest stres itd.”. – Oczywiście to nie jest najgorsze, ale trzeba to też wziąć pod uwagę – zaznaczył.

– W związku z tym pytanie, po co to wszystko? – zastanawiał się naukowiec.

– Niemal połowa tych dzieci, które mają ciężki przebieg, mają poważne choroby współistniejące – astmę, inne choroby przewlekłe – zaznaczył.

Odporność

Naukowiec odniósł się też do kwestii odporności – naturalnej i wytworzonej sztucznie.

– Coraz więcej publikacji wskazuje, że ta naturalna odporność jest lepsza niż odporność generowana przez szczepionkę. Jest to fundament immunologii. Tak zawsze twierdzono. Tu oczywiście próbuje się teraz troszkę odkręcić, ale już w tym momencie dane z Izraela, dane publikowane najczęściej w preprint, czyli nieopublikowane jeszcze, bez recenzji, wskazują, że ta odporność po szczepionce jednak szybciej ustępuje, a odporność po przejściu naturalnym jest dłuższa i to ryzyko reinfekcji jest znikome wręcz – bardzo niskie – mówił.

– Co więcej, pojawiają się informacje o tym, że szczepienie ozdrowieńców po pierwsze generuje większe ryzyko powikłań – to jest fakt, że jak szczepimy ozdrowieńców, to ryzyko ogólnoustrojowych reakcji jest wyższe. Ponadto są publikacje, które wprost wskazują – nie ma sensu szczepić ozdrowieńców. Ta odporność może trwać co najmniej (…) kilkanaście miesięcy, a nawet kilka lat. Poza tym jest to odporność, najprawdopodobniej – i to jest logiczne – silniejsza niż ta generowana przez szczepionkę – zaznaczył.

Transmisja wirusa

Naukowiec obalił także „koronny” argument, podawany w proszprycowych przekazach propagandowych.

Przypomniał, że kiedy w mediach, kiedy już przyjęto do wiadomości, że ryzyko Covid-19 u dzieci jest bardzo niskie, wysuwano argument za koniecznością szczepień dotyczący transmisji wirusa.

Jak mówił, przekonywano w następujący sposób: „Rzeczywiście ryzyko Covid-19 u dzieci jest bardzo niskie, no ale przecież musimy chronić grupy ryzyka, musimy chronić osoby starsze, dziadków, babcie. Zaszczepmy dzieci, żeby zablokować tę transmisję”.

– No i mamy teraz jak grom z jasnego nieba informację: rzeczywiście, ładunek wirusa u osób zaszczepionych i niezaszczepionych jest podobny, w nozdrzach. I wniosek jest taki – oficjalna informacja podawana przez Centrum ds. Kontroli Chorób w USA jest taka, że szczepionka tak naprawdę tej transmisji właściwie nie blokuje. Na pewno nie blokuje w stopniu wystraczającym. I ta transmisja jest najprawdopodobniej taka sama, identyczna jak u osób niezaszczepionych. Więc argument z transmisją jest obalony. To już nie działa. To pytanie, po co? Dlaczego chcemy tak bardzo dzieci szczepić w tym momencie – wskazał dr Piotr Witczak.

– Nawet gdyby ta transmisja była blokowana, to badania z placówek edukacyjnych na całym świecie pokazują, że transmisja wśród dzieci jest praktycznie minimalna, relatywnie niska względem dorosłych. Jeśli ktoś już zarażał w szkołach, to to byli dorośli na dzieci – podkreślił.