Narastający autorytaryzm i powrót segregacji. Dlaczego ludzie się nie szczepią?

Protesty antycovidowe, antyszczepionkowe, przeciwko segregacji sanitarnej.
Protesty antycovidowe, przeciwko przymusowi szczepień, przeciwko segregacji sanitarnej. 24 lipca odbywały się w wielu miastach na świecie. (Fot. PAP/EPA)
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
W ostatnich dniach władze kilku europejskich krajów zdecydowały się na wywarcie dużej presji na swoich obywateli, aby przyspieszyć akcję szczepień przeciwko koronawirusowi. W opinii części osób, nowe zasady idą o krok za daleko i pokazują, że zmierzamy w kierunku segregacji ludzi. Zmiany wprowadziła m.in. Francja, Grecja, Wielka Brytania.

Prezydent Francji Emmanuel Macron podjął decyzję o tym, że każdy pracownik służby zdrowia będzie musiał przyjąć szczepionkę na koronawirusa. Bardzo mocno zaostrzono także zasady dotyczące zwykłych obywateli. Od teraz Francuzi będą mogli korzystać z kin czy teatrów wyłącznie w przypadku, kiedy się zaszczepili, są ozdrowieńcami lub przedstawią negatywny test PCR.

Począwszy od 1 sierpnia, te same zasady będą dotyczyć wyjść do kawiarni, placówek służby zdrowia, a także korzystania z samolotów i pociągów. Co więcej – od października we Francji za testy PCR trzeba będzie płacić. A to oznacza w praktyce, że jeśli nie chcesz się zaszczepić, to będziesz musiał wydać kasę na test, który może Cię kosztować więcej niż samo wyjście do restauracji. Widzimy wyraźnie, że jest to krok w kierunku segregacji Francuzów. Nie szczepisz się? Zostajesz wykluczony z życia społecznego. Zostaje Ci pokornie siedzieć w domu oraz ewentualnie chodzić do pracy, by pracować na zasiłki dla imigrantów. Jeśli masz pracę, to zadbamy o to, byś popracował nieco dłużej (Macron po raz kolejny zapowiedział, że wiek emerytalny zostanie podniesiony).

Niemal identyczne zmiany wprowadziła u siebie Grecja. Tam również natychmiast doszło do protestów, spore manifestacje miały miejsce chociażby w Atenach i Salonikach. Z kolei w poniedziałek brytyjski minister ds. szczepień zapowiedział, że począwszy od września, aby wejść do klubów nocnych i innych miejsc „gdzie gromadzą się tłumy” konieczne będzie przedstawienie certyfikatu zaszczepienia. Logika brytyjskich władz jest następująca: do września każdy dorosły będzie miał okazję się zaszczepić, a zatem negatywne testy nie będą już uznawane.

To też jest ciekawe, bo przypominamy sobie, że jeszcze niedawno słyszeliśmy, iż Wielka Brytania rezygnuje z obostrzeń, bo kto miał się zaszczepić, ten już to zrobił, a reszta ma wolną wolę. Okazuje się, że jednak nie jest tak pięknie i tutaj też mamy pierwsze oznaki segregacji. A tak przy okazji musicie wiedzieć, że brytyjski minister zdrowia zakaził się koronawirusem i wylądował na kwarantannie. To samo spotkało kilku innych ministrów, którzy ostatnio się z nim spotkali. Naturalnie wszyscy są zaszczepieni.

Dlaczego ludzie się nie szczepią 

Całkiem spora część osób mieszkających w Europie uważa, że powyższe decyzje rządzących nie mają nic wspólnego z segregowaniem ludzi. Ich logika jest następująca: „przecież nikt nikogo nie wyklucza, jeśli ktoś odrzuca szczepienia, to z własnej woli wyklucza się ze społeczeństwa”. Taka logika zakłada, że normalny człowiek nie może mieć żadnych wątpliwości co do przyjęcia szczepionki na koronawirusa. Z naszej perspektywy wygląda to zaś następująco: zdajemy sobie sprawę z tego, że w przypadku części osób szansa, jaką daje szczepionka, znacząco przewyższa ewentualne ryzyka. Dotyczy to zwłaszcza starszych osób, wśród których odsetek zaszczepionych jest najwyższy. My to szanujemy, bo przecież wolny wybór to podstawa funkcjonowania społeczeństwa. Jednocześnie musimy podkreślić, że jest mnóstwo osób, które do szczepionki na koronawirusa podchodzą z nieufnością i – uwaga! – mają ku temu powody. Nie są to osoby, które odgórnie dyskwalifikują wszystkie szczepionki. Są to osoby, które w tym konkretnym przypadku mają bardzo duże wątpliwości. Pozwólcie, że wyjaśnimy, na czym one polegają.

Przede wszystkim szczepionki na koronawirusa są wciąż na etapie badań, ich ostatnia faza kończy się na przełomie lat 2022 i 2023 (różne daty dla różnych szczepionek). Preparaty są dopuszczone warunkowo, całkowicie uzasadnione jest twierdzenie, że wciąż jest to eksperyment medyczny. Jeśli ktoś w nim uczestniczy, to jest to jego sprawa, ale faktem pozostaje, że o długofalowych skutkach szczepień nie wiemy prawie nic. Rzeczywistość to potwierdza – co jakiś czas pojawiają się informacje o niepożądanych skutkach. Najświeższym (w momencie pisania tekstu) przykładem jest informacja o tym, że po szczepionce Johnson&Johnson zdarzają się rzadkie przypadki zespołu Guillaina-Barrego.

Część osób nie zaszczepi się, bo podejrzewają, że agresywniejsze mutacje koronawirusów nie pojawiły się w naturalny sposób, lecz pochodzą wprost z laboratorium. Ostatnie tygodnie sprawiły, że takich podejrzeń jest coraz więcej – ostatecznie Anthony Fauci, czyli jeden z najbardziej szanowanych naukowców w USA, już rok temu kłamał w sprawie źródła pochodzenia wirusa. Robił to, mimo że wirusolodzy informowali go, iż wirus nie wygląda naturalnie.

Część osób uznaje, że zaszczepi się jedynie, jeśli wszystko będzie się działo na tradycyjnych zasadach. Czyli: kupuję, producent ma zysk, ale jeśli coś mi się stanie, to producent płaci odszkodowanie. W praktyce Polacy na ewentualne odszkodowania będą zrzucać się sami. W USA, w razie niepożądanych skutków, wygranie indywidualnej sprawy przeciwko koncernowi będzie graniczyło z cudem. A zatem mamy do czynienia z sytuacją, w której producent może tylko zyskać. I to wielu osobom się nie podoba. Dobrze pamiętają, jak w 2008 roku na ulgowych warunkach potraktowano największe banki – to im wystarczy. Nie chcą kolejnych uprzywilejowanych branż.

Część osób nie zaszczepi się dlatego, że większość producentów ma na koncie długą listę kar. Przykładowo: Pfizer w 2009 roku został ukarany 2,3 mld $ kary za wprowadzanie ludzi w błąd w kwestii leku Bextra (zwiększał ryzyko zakrzepic i zawałów). Z kolei w 2013 roku znowu kara, tym razem 491 mln $, za kłamstwa przy promocji leku Rapamune.

Część osób nie zaszczepi się, bo przeszli COVID. W związku z tym mają w organizmie przeciwciała. W tej kwestii sporo jest sprzecznych informacji, ale jednak większość analiz sugeruje, że osoby, które przeszły chorobę w 2020 roku, są dziś chronione lepiej niż osoby, które przyjęły dwie dawki szczepionki. Takie wnioski można wysnuć chociażby na podstawie danych z Izraela czy Szwecji.

Część osób nie zaszczepi się, gdyż uważają, że tak naprawdę zmasowana akcja szczepień nie sprawi, że ich wolność przestanie być ograniczana. Czy mają podstawy, by tak sądzić? Oczywiście. Pierwotna narracja była następująca: „niech 70-80% społeczeństwa w pełni się zaszczepi (dwie dawki), a wrócimy do normalności”. Na początku roku Izrael szybko zapewnił sobie status jednego z liderów szczepień. Obecnie oficjalnie w pełni zaszczepionych jest 5,3 mln obywateli (łącznie dorosłych jest niecałe 6 mln). I co? Po pierwsze: Izrael właśnie po raz kolejny przesunął w czasie termin, kiedy do tego kraju będą mogli przylatywać zaszczepieni turyści. Po drugie: jako pierwszy kraj na świecie wprowadził trzecią dawkę szczepionki, tzw. przypominającą. Co zatem zostało z pierwotnej narracji? Niewiele.

Część osób nie zaszczepi się, ponieważ uważa, że w zakresie leczenia koronawirusa tworzony jest monopol lub oligopol. Dziwi ich, że promowane są jedynie szczepionki, podczas gdy z różnych rejonów świata docierają informacje o lekach, które przynoszą dobre efekty. Gdyby ktoś dwa miesiące temu zerknął na nagłówki, to mógłby odnieść wrażenie, że za chwile w Indiach trupy będzie trzeba zbierać z ulic jakimiś specjalnymi pojazdami. Statystyki zakażeń i zgonów faktycznie wystrzeliły… by po kilku tygodniach spaść. Chwilę przed wystrzałem zakażeń zaczęto w Indiach stosować lek zwany iwermektyną. Z kolei w Zjednoczonych Emiratach Arabskich bardzo pomocny w walce z COVID okazał się sotrovimab. W Polsce sporo mówiło się o amantadynie, ale badania rozpoczęto dość późno  i wydano na nie ok. 5 mln zł, podczas gdy na szczepionki polski rząd wydał 3 mld zł, czyli 600 razy więcej. A jednak zdecydowana większość ekspertów, naukowców czy polityków, którzy tak troszczą się o nasze zdrowie, nie wykazuje specjalnego zainteresowania innymi metodami leczenia. Szkoda, bo gdyby tak zrobili, to rozwialiby wątpliwości u wielu osób.

Część osób reaguje niechętnie, gdyż w kwestii szczepień rozpętano gigantyczną akcję propagandową. Wydano spore środki na kampanię reklamową, w związku z czym wiele osób zastanawia się, dlaczego z podobnym animuszem nie walczymy z chorobami, które zbierają dużo gorsze żniwo. Dlaczego nie ma takich nakładów na promowanie zdrowej diety? Przykładowo: otyłość i choroby z nią związane każdego roku skutkują ogromną liczbą zgonów. Czemu w tym kontekście nie ma potężnych kampanii, przecież liczy się nasze zdrowie, prawda? Tak całkiem serio to uważamy, że nie powinno być żadnych kampanii reklamowych z pieniędzy podatników. Te pieniądze powinny zostać w naszych portfelach, aby każdy mógł zadbać o swoje zdrowie, np. kupując żywność lepszej jakości.

Część osób nie chce się szczepić, bo widzą, że politycy, którzy tak troszczą się o nasze zdrowie, podejmują jednocześnie bardzo szkodliwe decyzje, których nie da się usprawiedliwić. Przypomnijmy kilka z nich: w zeszłym roku mieliśmy do czynienia z zamykaniem lasów i nakazem przebywania we własnych domach czy mieszkaniach. Następnie wprowadzono obowiązek noszenia maseczek na zewnątrz – i mimo że pojawiły się badania pokazujące, iż jest to idiotyzm, to minister zdrowia czekał kilka kolejnych tygodni, aby znieść ten nakaz. Co więcej – ukazały się badania dowodzące, że zakażenia, do których dochodzi na dworze, stanowią jakiś ułamek procenta wszystkich tego typu przypadków, a mimo to rząd dalej zakazywał organizacji zajęć sportowych dla dzieci. Skoro jesteśmy przy dzieciach, to może warto dodać, że Amerykańska Rada Pediatrów uznała, iż wszystkie dzieci od drugiego roku życia w górę powinny nosić maski podczas zajęć w przedszkolach i szkołach. W tym przypadku nawet nie wiemy, jak to skomentować, więc napiszemy tylko, że w wieku trzech lat dziecko dopiero uczy się funkcjonować wśród rówieśników, obserwuje ich reakcje i nastroje. Jak niby ma to robić, kiedy wszyscy wokół noszą maseczki?!

Inna sprawa, że bardzo wiele zakazów, nakazów, obostrzeń wprowadzonych przez polityków jest wprowadzane niezgodnie z prawem. W Polsce mieliśmy już wiele przypadków, w których sąd anulował mandaty za brak maseczek. W Hiszpanii Trybunał Konstytucyjny orzekł właśnie, że wprowadzona w marcu 2020 roku przymusowa izolacja społeczna z powodu pandemii była nielegalna. Takich informacji będzie jeszcze więcej – szkoda tylko, że pojawiają się one dość późno, bo wiele wystraszonych osób dostosowuje się do bezprawnych nakazów, zamiast normalnie żyć.



Część osób nawet by się zaszczepiła, bo w ich uznaniu ma to sens, ale widzą, że im większy odsetek społeczeństwa przyjmie szczepionkę, tym łatwiej jest politykom wprowadzić segregowanie ludzi. Tymczasem wolność całego społeczeństwa jest dla tych osób ważniejsza niż ich własne bezpieczeństwo. Żeby uzupełnić ten wątek, dodamy, że na protestach we Francji przeciw segregacji były też zaszczepione osoby…

Część osób nie chce się zaszczepić, gdyż uważają, że wokół koronawirusa jest zbyt dużo manipulacji. Przykładem mogą być działania WHO, która najpierw zmieniła definicję pandemii, a później dwa razy zmieniała definicję odporności stadnej (pierwotnie mogła być ona zapewniona dzięki przejściu choroby przez większość populacji lub dzięki szczepieniom, potem w definicji mowa była tylko o szczepieniach, teraz wspominają obie opcje, ale faworyzują szczepienia).

Część osób nie zaszczepi się, gdyż nie podoba im się, że stworzono pozory, jakby na świecie była już tylko jedna choroba. Nie podoba im się, że minister zdrowia z powodu koronawirusa forsował przekładanie zabiegów. Tymczasem wokół wciąż pełno osób ma problemy z sercem, doznaje udarów itd. Obrazu dopełnia ostatni wywiad z kierowniczką Centrum Onkologii Dziecięcej w Warszawie, która stwierdziła, że obecnie trafiają do nich dzieci w wyjątkowo złym stanie. Jej zdaniem, główny powód to wprowadzenie teleporad, które uniemożliwiają szybkie rozpoznanie choroby.

Podsumowując, wydaje się, że osoby, które odmówiły szczepienia, mogły mieć ku temu konkretne powody. A to z kolei oznacza, że szczepienie nie jest oczywistością i nie można do niego zmuszać, jak robi się to we Francji czy Grecji.

Narastający autorytaryzm

Wzruszenie może człowieka ogarnąć, kiedy widzi, jak bardzo europejscy politycy troszczą się o zdrowie i życie obywateli. Pomyślcie tylko, jak wielka zmiana musiała się dokonać w tych ludziach, skoro jeszcze kilka lat temu te same osoby biernie przyglądały się, jak do Europy napływały tysiące terrorystów i nie byli oni w żaden sposób kontrolowani. Potem miały miejsce zamachy, w bardzo wielu krajach zachodnich wzrosły statystyki gwałtów, a ogólny poziom bezpieczeństwa spadł. Całkiem serio: jak można wierzyć w dobre intencje tych polityków?

Obecne wydarzenia nie dają najmniejszych podstaw, by sądzić, że to skrajne ograniczanie swobód obywatelskich ma się zakończyć. Wszelkie rozporządzenia czy obostrzenia powodują jeszcze większy chaos. Tworzy się złudzenie, że wyszczepienie 80-90% dorosłej populacji ma rozwiązać problem. Temat Izraela opisaliśmy już wyżej, ale to nie jedyny taki przypadek. Kolejnym jest Wielka Brytania, gdzie liczba przypadków szybko rośnie. Ktoś powie w tym miejscu, że zgony są dużo rzadsze i będzie to prawda – czemu w takim razie utrzymuje się zasadę, zgodnie z którą zakażony koronawirusem idzie na kwarantannę, tak jak brytyjscy ministrowie? Przecież to kolejny element paraliżujący życie społeczne i gospodarcze. Kolejny przykład to Japonia – w dużej mierze zaszczepione społeczeństwo, a igrzyska i tak odbywają się bez publiczności (może z wyjątkiem polityków, ale to wyższa kasta). Można więc powoli dojść do wniosku, że zwykli ludzie są zwodzeni – obiecuje się im powrót do normalności, ale nic takiego nie następuje.

A może rację ma coraz większa grupa lekarzy, którzy zachęcają, by koronawirusa traktować jak chorobę, z którą i tak będziemy się musieli zmagać? Ostatecznie kraje i stany, które nie wariują z powodu COVID, radzą sobie całkiem nieźle. Szwecja, Meksyk, Teksas – wszędzie tam ludziom zostawia się więcej wolności, gospodarka nie jest tak obciążona, dzieci funkcjonują normalnie i widują swoich rówieśników, mniej dorosłych jest narażonych na choroby psychiczne (to wątek powiązany z normalnie działającą gospodarką).

Naprawdę rozumiemy, że ktoś obawia się wirusa, ale dane mimo wszystko mówią same za siebie. W przypadku młodych osób śmiertelność to mniej niż 0,1%. W przypadku zdecydowanej większości populacji (wszystkie osoby do 50 roku życia) śmiertelność nie przekracza 0,3%. Do 1% dochodzimy w przypadku osób w wieku 60-65 lat.

Jest to wirus groźny głównie dla osób najstarszych, to one są najbardziej narażone. Jeśli chodzi o los reszty społeczeństwa, można zacząć się zastanawiać, czy działania polityków nie robią więcej złego niż dobrego. My ze swojej strony, jeszcze bardziej niż rok temu, jesteśmy przekonani, że cały ten cyrk fundowany przez polityków, ekspertów i media ma tak naprawdę dać możliwość zapanowania nad przemieszczaniem się ludzi, zapobiegania buntom czy protestom, a wszystko dlatego, że w kolejnych latach gigantyczna liczba osób zostanie uzależniona od pomocy państwa. Zauważcie, że kiedy niemal wszyscy skupiali się na kwestiach zdrowotnych, bardzo mocno ograniczono wolność zwykłych obywateli, a do tego część z nich straciła pracę. Przyjrzyjcie się konkretnie, kto ją stracił.

Kto stracił pracę w pandemii.

Jak widać, w USA problem dotknął przede wszystkim najbiedniejsze, najsłabiej zarabiające osoby. Po chwilowym odbiciu zatrudnienie w tej grupie ponownie zaczęło spadać. Poprawiła się za to sytuacja w najlepiej opłacanych zawodach, a majątek 500 najbogatszych osób na świecie wzrósł w zeszłym roku o niemal 2 bln dolarów. Klasie średniej, która zazwyczaj posiada pewne oszczędności, zafundowano z kolei dodatkowy podatek w postaci wyższej inflacji. Tak czy inaczej ten 23-procentowy spadek zatrudnienia wśród najsłabiej zarabiających osób w USA skutkuje tym, że kolejne miliony osób stają się uzależnione od państwa. W Europie to zjawisko jest widoczne w dużo mniejszym stopniu, ale na Starym Kontynencie wiele krajów już wcześniej poszło w stronę socjalu, w związku z czym odsetek obywateli uzależnionych od państwa jest dość spory.

Dokąd nas to wszystko zaprowadzi? W obecnej sytuacji sporo jest głosów sugerujących, że tylko silne, autorytarne państwa mogą sobie poradzić z pandemią. Chiny są podawane jako główny przykład, ale jednocześnie wiele krajów uznawanych za demokratyczne zaczyna ograniczać swobody obywateli, łamiąc przy tym własne konstytucje. Mamy złą informację: duża władza skupiona w rękach polityków nigdy nie zostanie wykorzystana tylko do tego, by sprawnie zwalczyć epidemię. Będzie wykorzystywana dużo szerzej…

Independent Trader


11 KOMENTARZE

  1. Tylko od masowego oporu obywateli zależy, czy zrobią z nami to co sobie zaplanowali. 80-90% to konformiści i tchórze (widać po zamaskowaniu w sklepach – od maleńkiego po galerie handlowe) Reszta, choćby te 10% daje nadzieję, pod warunkiem, że stawi czynny opór. To wystarczy.

    • Nie szczepią się durne dzikie prymitywy (w Polsce najmniej się szczepi tępa zabobonna wiocha) oraz egoistyczni młodzi, anarcholewactwo i paranoicy.

      • Jeśli ty jesteś przedstawicielem tych zaszczepiencow to ja chyba jednak wolę być nie zaszczepionym, z takimi oszołomami nie chce być w jednym rzędzie

      • Nie szczepia sie durne prymitywy…,, – masz racje, debile w bialych kitlach z tytulami doktorskimi sa za leniwi,by latac po dzungli i szkac dzikusow do zastrzepienia, wiedza,ze tutaj moga za friko dostac roczne fochody, zabic ludzi bez ponoszenia odpowiedzialnosci.

  2. Niesamowite wideo z szczepionki mRNA pod mikroskopem – trzeba zobaczyć całość jak powstaje płynny kryształ.
    https://www.bitchute.com/video/9Mrgu2OxpyNp/?list=subscriptions
    Potwierdza się to przed czym w 1995 roku ostrzegał Dr Pierre Gilbert – o przymusowych szczepieniach, które przy zastosowaniu magnetycznych technologii, płynnych kryształów i niskich częstotliwości fal będą uniemożliwiać ludziom używać ich umysłu. (przetestowane w Ruandzie)

    • Dzięki za linka, bardzo dobry materiał. Czyli wygląda na to, że eliksir J&J uszkadza czerwnone krwinki i pod mikroskopem wygląda to jak rak krwi czyli innymi słowy białaczka. Wygląda na to, że ludzie sami się wykończyli wstrzykując sobie trutkę z opóźnionym działaniem, na nagrobkach mogą sobie napisać: „Był proszczepionkowcem ale okazało się, że się pomylił”.

      • Gdyby uszkodzenie czerwonych krwinek było prawdą a nie ściemą dla zrobienia naiwnych i durnowatych antyszczepów w wała, to by efekt był nie białaczką (to inna choroba gamonie) lecz anemią. Niestety (dla was niedorozwoje antyszczepskie) anemia po szczepionce nie występuje. Kolejny raz wkręcili antyszczepstwo jak przedszkolaków, dobrze że nie mam w rodzinie antyszczepa, więc się za tych porypów wstydzić nie muszę

Comments are closed.