Prezydent USA Józio Biden. Foto: PAP/EPA
Prezydent USA Joe Biden. Foto: PAP/EPA
REKLAMA
Media światowe są zgodne – nadszedł najpoważniejszy kryzys prezydentury Joe Bidena. Fatalny koniec amerykańskiej misji w Afganistanie, zakończony śmiercią 12 żołnierzy USA, degraduje pozycję Ameryki i jej 46 prezydenta.

„Amerykański prezydent w obliczu najpoważniejszego kryzysu usiłuje się bronić, ale wydaje się być sparaliżowany sytuacją, której nie zdołał przewidzieć” – pisze dziennik „Le Figaro”. I dodaje, że to „katastrofalny scenariusz dla Joe Bidena”.

Krytyka prezydenta ma miejsce nawet w szeregach jego partii. Joe Biden stanął w obliczu kryzysu, który wydaje się go przerastać. Nie brzmi wiarygodnie. Ian Bremmer, prezes grupy ekspertów Eurasia Group mówi: „To porażka wywiadu, porażka planowania, porażka komunikacji i porażka koordynacji działań z sojusznikami”.

REKLAMA

„Podobnie jak w przypadku majowego konfliktu między Izraelem a palestyńskim Hamasem, jego rząd wydaje się mieć trudności z przystosowaniem się do nieoczekiwanych sytuacji na arenie międzynarodowej” – dodaje.

78-letni Demokrata po okresie milczenia, zintensyfikował wystąpienia. Nie odpowiada jednak na pytania mediów. Jego wystąpienie we wtorek 24 sierpnia było opóźnione o… około pięć godzin. W tym czasie świat czekał na informacje, czy USA dotrzymają terminy 31 sierpnia jako daty wycofania się z Afganistanu. „Nie jest liderem w czasach kryzysu” – ubolewa Ian Bremmer.

„Ta tragedia nigdy nie powinna się wydarzyć” – skomentował ostatnie wydarzenia w czwartek 26 sierpnia jego republikański poprzednik Donald Trump. Trump już wcześniej wezwał Bidena do rezygnacji. „Joe Biden ma krew na rękach” – dość mocno krytykowała prezydenta republikańska polityk Elise Stefanik. Wskazywała na jego „słabość” i „niekompetencję”. „Nie nadaje się na przywódcę” – podsumowała.

Nic dziwnego, że spada popularność Bidena. Jego administracja starała się budować wizerunek prezydentury w oparciu o wielkie plany gospodarcze i zwiększanie socjalu. Afganistan tego typu narrację przekreślił.

W USA wszedł w życie plan rozdawnictwa po 1400 dolarów na każdego Amerykanina zarabiającego mniej niż 75.000 dolarów rocznie. Kwota pomocy wynosząca około 400 miliardów dolarów, to tylko niewielka część planu wpompowania w społeczeństwo 1,9 biliona dolarów, który przyjął Kongres. Normalnie byłby to temat nr 1, który miał pozwolić Demokratom umocnić władzę.

Przedsięwzięcie przyćmiły jednak wydarzenia w Kabulu. Nic dziwnego, że pojawiają się opinie, że wyjściem dla Demokratów będzie szykowanie „zastępstwa” dla Bidena. W progach startowych jest Kamala Harris, jeszcze bardziej na lewo od Bidena, ale z nutką pewnej „świeżości”, trzymana trochę z dala od aktualnych wydarzeń.

REKLAMA