
Polscy producenci tablic rejestracyjnych proponują wprowadzenie nowego wzoru „blach”. Tak naprawdę chodzi jednak o wyciągnięcie pieniędzy od właścicieli samochodów, zanim kurek ze złotówkami zostanie zakręcony.
Wytwórcy tablic rejestracyjnych z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Tablic Rejestracyjnych chcieliby, aby prawo weszło w życie w 2022 roku.
Projekt przesłali do biura poselskiego Sławomira Skwarka, a parlamentarzysta w formie interpelacji przesłał sprawę do Ministerstwa Infrastruktury.
Zmieniona miałaby być m.in. czcionka – na taką, którą łatwiej wyłapią fotoradary i którą trudniej będzie przerobić.
Dodatkowo liter miałyby zostać pogrubione, bo „pogrubienie kreski obecnych czcionek pozwoliłoby zwiększyć powierzchnię dla przyczepności folii termotransferowej, którą pokrywane są przetłoczenia, a tym samym zwiększyć trwałość i czytelność tablic rejestracyjnych”.
Mowa jest także o zmianie koloru tła na pomarańczowy w tablicach sprzętu rolniczego.
„Pojazdy te poruszają się znacznie wolniej w stosunku do innych pojazdów, tym samym nieoznakowane w indywidualny sposób mogą stwarzać zagrożenie na drogach” – stwierdza organizacja.
Cóż, najwyraźniej według producentów – trudno jest odróżnić ciągnik od zwykłego samochodu i potrzeba do tego specjalnego koloru tablic.
O co tu tak naprawdę chodzi? O pieniądze
W rzeczywistości nie chodzi o żadne fotoradary, ciągniki, czy trwałość tablic. To oczywiste, bo argumenty podawane przez organizację są tak naciągane, że nawet dziecko by to zauważyło.
Chodzi o to, że 31 stycznia 2022 r. w życie wchodzą kolejne przepisy pakietu deregulacyjnego dla kierowców. Pozwolą one na zatrzymanie tablic rejestracyjnych kupowanego samochodu.
Jest to projekt wygodny i wnoszący mniej więcej wolnościowe rozwiązanie do przestarzałego systemu. Dla producentów tablic oznacza jednak spory spadek wpływów (równoznaczny z pozostawieniem gotówki w portfelach właścicieli aut).
Nic więc dziwnego, że kombinują oni jak mogą, by zdążyć jeszcze się „nachapać”.
Źródło: autokult.pl