Na tropie fatalnej pomyłki. Wsadzili Bogu ducha winnego człowieka

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Po naszej publikacji o łódzkim elektryku oskarżonym o międzynarodowy handel narkotykami Centralne Biuro Śledcze Policji wszczęło procedurę sprawdzającą. Okazało się, że zamiast sprawcy zatrzymano innego człowieka o tym samym nazwisku.

Sprawę Piotra Chałupki opisaliśmy w numerze 3-4 „Najwyższego CZASU!” z 2021 roku. Przypomnijmy: Chałupka – elektronik zatrudniony na Politechnice Łódzkiej – spędził kilkanaście miesięcy w areszcie z zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się handlem narkotykami między Polską a Niemcami.

Akt oskarżenia oparto na zeznaniach jednego skruszonego przestępcy, który poszedł na współpracę z prokuraturą i w zamian za zeznania obciążające inne osoby uzyskał nadzwyczajne złagodzenie kary. Jest to dowód wątpliwy – w trakcie procesu sądowego wyszło na jaw, że świadek zmyślał, konfabulował i w wielu miejscach jawnie wręcz kłamał.

Sąd pierwszej instancji nieprawomocnie skazał Chałupkę na siedem lat więzienia, ale z pisemnego uzasadnienia wynika, że nie miał pewności co do jego winy. Dlatego też sędziowie, po ogłoszeniu wyroku, nie wydali postanowienia o zatrzymaniu Chałupki i osadzeniu go w areszcie, choć w praktyce dzieje się tak zawsze, gdy orzeczona kara pozbawienia wolności przekracza cztery lata.

Koszmarna pomyłka

Cała sprawa jest o tyle zaskakująca, że nie było żadnego powodu, aby wiązać Piotra Chałupkę z jakąkolwiek zorganizowaną grupą przestępczą. Mężczyzna od lat pracuje jako elektronik na łódzkiej politechnice oraz w łódzkim oddziale znanego międzynarodowego koncernu produkującego sprzęt AGD i RTV. Dzięki wieloletniej pracy Chałupka postawił i wyposażył dom w podłódzkich Pabianicach.

Nigdy też nie miał nic wspólnego z żadnymi grupami przestępczymi. Dla policjantów, którzy go zatrzymali i przesłuchiwali, był postacią całkowicie obcą. Jego nazwisko nigdy wcześniej nie figurowało w żadnej kartotece kryminalnej. Nigdy Chałupka nie był skazywany za żadne przestępstwo, nigdy też wcześniej nie stanął przed sądem. Zatrzymanie przez CBŚP było jego pierwszym zderzeniem z wymiarem sprawiedliwości.

Gdzie zatem tkwi sedno sprawy? Świadkowi koronnemu chodziło nie o Piotra Chałupkę, który jest bohaterem tej historii – tylko o osobę o tym samym nazwisku, mieszkającą w innej miejscowości pod Łodzią. Tamten Piotr Chałupka istotnie był powiązany z narkobiznesem.

Wielkie sprawdzanie

Konkluzja naszego artykułu była taka, że doszło do fatalnej pomyłki. Zamiast człowieka z narkobiznesu, o którym mówił „skruszony” przestępca, policjanci i prokuratorzy zatrzymali Bogu ducha winnego człowieka, który przez przypadek nosił to samo nazwisko. Jest to więc skandaliczna pomyłka wymiaru sprawiedliwości, której nic nie może usprawiedliwić.

Po naszej publikacji warszawski zarząd Centralnego Biura Śledczego Policji wszczął Sprawę Operacyjnego Sprawdzenia (SOS) o kryptonimie „Sobowtór”. W trybie operacyjnym (tzn. bez oficjalnego protokółowania) CBŚP sprawdzał naszą tezę. Przez kilka tygodni prowadzenia sprawy okazało się, że istotnie doszło do pomyłki. Piotr Chałupka faktycznie znany jest CBŚP, ale nie ten, który stanął przed sądem. Nie pozostawia co do tego wątpliwości numer PESEL oskarżonego, jego wygląd, a przede wszystkim historia karalności.

Inaczej mówiąc: zatrzymano niewłaściwą osobę, której wina polegała tylko na tym, że nosi takie samo nazwisko jak człowiek z półświatka wskazany przez skruszonego gangstera.

Do takich ustaleń oficerów CBŚP doprowadziły również relacje kolegów z Zarządu Ochrony Świadka Koronnego. Policjanci (przez pewien czas ochraniali „skruszonego”) mówili, że „skruszony” – Damian Sz. – opowiadał im różne, często sprzeczne z sobą wersje. Jeden z policjantów zeznał również, iż „skruszony” skarżył się, że jest instruowany przez policjantów i prokuratora, jak ma zeznawać. Tę wersję mogą potwierdzać akta sprawy w wątku dotyczącym Chałupki. „Skruszony” rozpoznał jako współsprawcę inną osobę, której zdjęcia znajdowały się w aktach. Dopiero później, gdy zauważył już Chałupkę, wskazał jego.

Ustalenia sprawy SOS „Sobowtór” nie zostały jednak przekazane sądowi. W międzyczasie sprawą pana Piotra zajął się Sąd Apelacyjny w Łodzi. Standardową procedurą jest rozpoznanie zarzutów apelacyjnych na jednej rozprawie i wydanie wyroku. Jednak sprawa przed Sądem Apelacyjnym ciągnie się w nieskończoność. Sąd nabiera coraz większych wątpliwości i wzywa kolejnych świadków. Szykuje się kolejny głośny skandal w wymiarze sprawiedliwości…

Leszek Szymowski


8 KOMENTARZE

  1. A teraz sobie wyobraźcie , że jakiś gangster nazywa się Jan Kowalski-debile wsadziły by pół Polski! Nawet jak póżniej wdrożą procedurę Szukania W Dupie Móżgu(SWDM) niczego to nie zmieni!

    • Im wystarczy jeden. Obojętnie jaki.
      To zamyka sprawę. Jest sukces i punkty do kariery oraz awansu.
      Jak mawiał Stalin, jest człowiek, to i paragraf na niego się znajdzie.

    • 👹👹👹Żadni tam debile. To cwancykfikatorzy, którzy wzięli w łapy, żeby właściwego nie zapuszkować.👹👹👹

  2. Niewinni, zbrodniarze myśli i mowy nienawiści albo ofiary debilnego i skorumpowanego sądownictwa oraz policji siedzą na całym świecie w więzieniach. Niekiedy latami i dożywotnio.

    W tym samym czasie pomylone mongoły, którzy nas najechali, biegają na wolności z nożami po
    supermarketach, zarzynając klientów. Obserwowani całymi latami bacznym okiem służb i prokuratury, które, jak twierdzą, nie mogą nic zrobić.

Comments are closed.