Siły USA pomyliły ich z terrorystami. Zginęła rodzina z siódemką dzieci

Joe Biden. Foto: PAP/Newscom
Joe Biden. Foto: PAP/Newscom
Prenumerata NCZ! z prezentem
Uderzenie za pomocą drona, które według Pentagonu miało zapobiec kolejnemu zamachowi Państwa Islamskiego (IS-Ch) na lotnisko w Kabulu w ostatnich godzinach ewakuacji, było w rzeczywistości efektem tragicznej pomyłki – wynika ze śledztwa „New York Timesa”. W ataku miało zginąć 10 niewinnych osób, w tym siedmioro dzieci.

Z ustaleń gazety, opartych na rozmowach i analizie zdjęć oraz materiałów wideo, wynika że siły USA mylnie uznały za terrorystę Państwa Islamskiego Prowincji Chorasan (IS-Ch) Zemariego Ahmadiego, pracownika amerykańskiej organizacji charytatywnej Nutrition & Education International.

Podczas 14 lat pracy miał on zajmować się m.in. budową fabryki przetwarzania soi czy rozdawaniem żywności potrzebującym. Ubiegał się też o specjalną wizę przysługującą pomocnikom sił USA.

Według dziennika, służby USA mylnie zidentyfikowały dom Ahmadiego jako kryjówkę IS-Ch. Pentagon twierdził, że działał na podstawie informacji z obserwacji i podsłuchów wskazujących na zbliżający się zamach na lotnisko. Śledząc samochód Ahmadiego przez cały dzień uznały, że wykonywane przez niego działania pasowały do przechwyconych informacji.

Jednak z ustaleń „NYT” wynika, że to, co służby uznały za podejrzane przemieszczania się mężczyzny było rutynowo pokonywaną przez niego trasą podczas pracy, zaś podejrzane ładunki, który umieścił w samochodzie – uznane za bombę – były w istocie kanistrami z wodą, które miał zawieźć do swojego domu.

Dziennikarze uznali, że wbrew twierdzeniom Pentagonu, na miejscu nie było też dowodów eksplozji wtórnej, mającej świadczyć o obecności ładunków wybuchowych w samochodzie.

Do wystrzelenia rakiety Hellfire doszło w momencie, kiedy Ahmadi parkował samochód przed swoim domem. Według urzędników Pentagonu, dowódca odpowiadający za uderzenie uznał to za najlepszy moment, bo na miejscu nie stwierdzono osób postronnych, zaś bazując na informacjach wywiadowczych, Amerykanie byli przekonani, że mężczyzna uda się z rzekomym ładunkiem wybuchowym na lotnisko w celu przeprowadzenia zamachu.

– Według jego krewnych, kiedy p. Ahmadi wjechał na podwórko, kilkoro jego dzieci i dzieci jego brata wyszły z domu (…) i wsiadły do pojazdu gdy go parkował – pisze dziennik.

W rezultacie zginąć miał Ahmadi i trzech jego synów: 20-letni Zamir, 16-letni Faisal 10-letni Farzad, a do tego 30-letni kuzyn Ahmadiego, Naser, trójka dzieci jego brata, 7-letni Arwin, 6-letni Benjamin i 2-letnia Hajat, a także dwie 3-letnie dziewczynki, Malika i Somaja.

– Wszycy byli niewinni. Mówicie, że to był ISIS, ale on pracował dla Amerykanów – powiedział gazecie Emal, brat Ahmadiego.

Źródło: PAP

17 KOMENTARZE

  1. „A ci amerykanie oni nie są wcale tacy źli. Oni napadną a potem przeproszą. A mnie za te 40 lat nikt ku…wa nie przeprasza” – B. Smoleń

      • jak i to – kiedyś, żeby się znaleźć po właściwej stronie należało wypowiedzieć Ameryce wojnę i od razu się poddać; dobrze, że tegom nie zrobili; wstyd było by się przyznać teraz do takiego błędu; ciekawe co by było, gdyby tak wypowiedzieć im wojnę, wygrać, pogonić dotychczasowych mieszkańców tam skąd są i zainstalować się tam na stałe, na dobre i na złe?

  2. „Według urzędników Pentagonu, dowódca odpowiadający za uderzenie uznał to za najlepszy moment, bo na miejscu nie stwierdzono osób postronnych,..” uderzenie w podwórko 8x8m w gęstej zabudowie miejskiej, rakietą, która rozp****ala czołg na kawałki, aż się nie chce dalej komentować. zdychajcie usraelici w męczarniach!

  3. Do Australii wywieźli samych przestępców, a zrobiły się z nic bezbronne przed lewacką władzą ofiary losu. Do Ameryki wyjechali odważni pionierzy, a zrobili się z nich lewaccy przestępcy i mordercy. Ameryka to jak zemsta dziejowa. Dwaj bracia dziadka też tam wyjechali, z porządnej patriotycznej, religijnej rodziny, a zostali rewolwerowcami. Steve zginął w pojedynku, a John od strzału w plecy. Pozostałego w Polsce brata Leopolda zamordowali na Montelupich za AK, był przy Piłsudskim. I tak to jest.

  4. Czemu ży-muna (NYT) o tym pisze – bo chyba nikt nie wierzy, że to „dziennikarska potrzeba przedstawiania odbiorcom rzetelnych informacji”.
    Ży – muna, uwielbia nas tresować jako „przeciwnik” ży-syjo/Żydow. „prawicowych”/ż-skich neokonów. (np. New York Post), oczywiście w obu przypadkach etniczność jest pomijana, pokazywane jest to jako „demokratyczny dyskurs publiczny”, jako „spór lewicy z prawicą”.

    • Ży – muna jest bardziej skłonna do niewojennego rozgrywania „przeciwników izrela”, niż ż-syjo. Może więc przychodzi czas na pokazanie: dostrzegamy „nieładność” naszej amerykanskiej interwencji. „Kształtujemy świat, nie tylko przez działania zbrojne sensu stricte”

      • PS Taki „ruch antywojenny” z czasów „wojny w Wietnamie”, wykreowany przez ży-komu, może utrudnił USA operowanie w płd wsch Azji, może zasmucił Pentagon, może przemysł zbrojeniowy. No, ale jakżeż „wspaniale” „przekształcił Amerykę”, w kierunku pożądanym dla Ż – korzyści przewyższają koszty.

  5. To nie jest „wypadek” tylko usuwanie byłych współpracowników, którzy mogą wiedzieć za dużo…
    Po angielsku się to nazywa „cut loose ends”

Comments are closed.