
Około 200 osób, w tym 100 agentów CIA i członków ich rodzin, zostało dotkniętych „syndromem hawańskim” w ciągu ostatnich lat. Syndrom hawański to zespół dolegliwości, na które uskarżają się agencji i dyplomaci z USA. Pierwsze przypadki odnotowano pięć lat temu w Chinach i na Kubie i stąd nazwa.
Teraz ofiarą syndromu padł szef ważnej placówki CIA w Wiedniu. Nie chodzi jednak o to, że zachorował, ale o to, że niepoważne traktował sygnały dotyczące tajemniczego „syndromu hawańskiego” w swoim zespole i w ambasadzie.
O dymisji poinformował w czwartek 23 września Washington Post. Gazeta pisze, że w ostatnim czasie w Wiedniu zgłoszono dziesiątki przypadków, zarówno wśród pracowników CIA, jak i dyplomatów oraz ich rodzin. Agent przyjmował te informacje ze sceptycyzmem i według raportu był „niewrażliwy”.
Rzecznik CIA zapewnił, że agencja poważnie traktuje dziesiątki możliwych przypadków tajemniczej choroby w amerykańskich placówkach dyplomatycznych. Niedawno wizyta wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Kamali Harris w Wietnamie była opóźniona o kilka godzin pod koniec sierpnia przez „nienormalny incydent zdrowotny” zgłoszony przez ambasadę USA w Hanoi.
Wszystko zaczęło się w 2016 roku od skarg dyplomatów USA na Kubie. Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2017 roku, kiedy Donald Trump wycofał większość swoich dyplomatów z Hawany. Tajemnicze objawy dotknęły wówczas także personel placówki kanadyjskiej.
W 2018 roku podobne symptomy dotknęły kilkunastu innych amerykańskich dyplomatów w Chinach. Przypadki były zgłaszane w Niemczech, Australii, Rosji, na Tajwanie, a nawet w samym Waszyngtonie. Ostatni przypadek zanotowano w Indiach. W lipcu The New Yorker poinformował o ponad dwudziestu zgłoszeniach choroby w Wiedniu.
Dyplomaci i agenci cierpieli na różne dolegliwości, w tym problemy z równowagą, zawroty głowy, ruchy gałek ocznych, lęk, drażliwość. Diagnozowano nawet uszkodzenia mózgu. Według raportu Amerykańskiej Akademii Nauk, najbardziej prawdopodobną przyczyną tych objawów jest „ukierunkowana energia fal radiowych”.
Źródło: AFP