
Ciekawszym rozwiązaniem była zapowiedź stworzenia alternatywy dla gigantów technologicznych, których coraz większa liczba użytkowników ma po dziurki w nosie. Jednak były prezydent Donald Trump, który jest jedną z ofiar ich cenzury, zwrócił się w piątek do sędziego federalnego stanu Floryda o wstępny nakaz przywrócenia mu konta na Twitterze.
Adwokaci Trumpa napisali:
„Władza, jaką Twitter sprawuje nad dyskursem politycznym w naszym kraju, jest niczym nieograniczona, a kontrola, jaką nad nim rozciąga, nie znajduje precedensu w przeszłości. To wielkie zagrożenie dla otwartej, demokratycznej debaty”
Prezydent Trump, którego konta zostały zawieszone nie tylko na Twitterze, ale także na Facebooku i należącym do Google’a YouTube, jest także głównym powodem w zbiorowej skardze osób, które uważają się za ofiary cenzury portali. Taki pozew został złożony już w lipcu.
Prawnicy reprezentujący Trumpa podkreślali w nim m.in., że pozycja Facebooka czy Twittera „urasta do rangi aktora państwowego”, wobec czego odnosi się doń bezpośrednio pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji, która gwarantuje wolność słowa.
Kierownictwo Twittera odmówiło w sobotę komentarza w sprawie nowego pozwu Donalda Trumpa. Wpisy Donalda Trumpa na Twitterze śledziło… 88 mln ludzi. To najlepszy dowód na to, że firma nie kierowała się zasadami rynkowymi, ale ideologicznymi.
W piśmie dostarczonym do sądu przypomniano, że np. kierownictwo Twittera nie zareagowało w żaden sposób, gdy talibowie ogłaszali na Twitterze komunikaty o kolejnych zdobyczach terytorialnych. Tymczasem wpisy Trumpa uznawano za… „informacje gloryfikujące przemoc”.
Lipcowy pozew został złożony w sądzie federalnym na Florydzie. Wniosek o nakaz wstępnego – do wydania ostatecznego wyroku – odblokowania kont ma bezpośredni związek z tym postępowaniem. Prawnicy Trumpa argumentują, że blokada kont przynosi wnioskodawcy nieodwracalne straty.
Źródło: PAP