Usnarz Górny. Służby na granicy
Polsko-białoruska granica w Usnarzu Górnym. (Fot. PAP/ITAR-TASS)
REKLAMA
Pożyczyła pieniądze od brata, by z Syrii przez Liban i Białoruś przedostać się do Unii Europejskiej. Obiecywano jej złote góry i bezproblemową przeprawę. Utknęła na granicy z Polską, która nie godzi się na nielegalną imigrację.

48-letnia Syryjka Boszra al-Moallem swoją historię opowiedziała agencji Associated Press. Wyruszyła w podróż do UE wraz z dwiema siostrami i szwagrem.

Pieniądze na przerzut pożyczył jej brat, który na co dzień mieszka w Belgii. Opowiada, że przemytnicy ludzi zorganizowali jej najpierw przeprawę z Syrii do Libanu, a stamtąd samolotem do Mińska. Ze stolicy Białorusi na granicę z Polską przedostała się taksówką. Relacjonuje, że podróż przez Białoruś nadzorowały tamtejsze służby.

REKLAMA

Bardzo łatwo jest się dostać do Polski. Po prostu idźcie przez bagna na wzgórze i już będziecie na miejscu – mieli powiedzieć do Boszry białoruscy pogranicznicy.

Oszukali ją i setki innych osób. Przejście przez granicę okazało się bardzo trudne – udaje się tylko nielicznym. Twierdzi, że była przepychana – raz do Polski, za chwilę na Białoruś. Od polskich pograniczników miała usłyszeć, że nie są za nią odpowiedzialni i niech wszystkie prośby oraz skargi kieruje do białoruskiej strony.

Tak spędziła na granicy 20 dni. Polska strona przejęła ją w momencie, gdy straciła przytomność. Trafiła do polskiego szpitala, a obecnie przebywa w ośrodku dla cudzoziemców w Białymstoku.

REKLAMA