Niemcy zdjęcie ilustracyjne
Niemcy. zdjęcie ilustracyjne
W Berlinie przeprowadzono referendum, w którym mieszkańcy stolicy Niemiec zagłosowali za przymusowym odebraniem mieszkań prywatnym spółkom branży nieruchomości.

Wynik referendum to kolejny objaw – po świetnym wyników SD w wyborach do parlamenty – tego, że Niemcy coraz bardziej „lewaczeją”.

Duża część Niemców zdaje się tęsknić za rozwiązaniami gospodarczymi, które były stosowane w NRD, albo jeszcze wcześniej – przez partię człowieka z kwadratowym wąsem pod nosem.

Referendum, które przeprowadzono, jest jednak tak wyraźnie czerwonym punktem na tej drodze w lewo, że nikt, nawet lewicowcy, się tego nie spodziewał.

Michalkiewicz. The Movie

56,4 proc. uczestników referendum opowiedziało się za siłowym wywłaszczeniem prywatnych firm, które wynajmują mieszkania. Nacjonalizacją. Rozkułaczeniem przedsiębiorców.

Przeciwnych temu choremu pomysłowi było zaledwie 39 proc.

Jedynym, co można zarzucić prywatnym podmiotom jest to, że chcą móc zarabiać – tak jak przedstawiciele każdego innego zawodu. Mieszkania nabyli zgodnie z prawem i niespodziewanie ktoś chce ich za to karać.

„Spółki, które posiadają więcej niż 3 tys. mieszkań, miałyby zostać przekształcone w zarządzające przejętymi lokalami instytucje użyteczności publicznej” – opisuje rp.pl.

Ten barbarzyński pomysł zakłada, że państwo miałoby odkupić mieszkania od przedsiębiorców poniżej cen rynkowych – czyli automatycznie będą oni stratni.

Deutsche Wohnen & Co Enteignen (enteigen – to wywłaszczyć), czyli inicjatorzy akcji, tak ją argumentują:

– Nie może być tak, że kierujące się chęcią zysku potężne firmy dyktują ceny, prowadząc do destabilizacji całego rynku mieszkaniowego w Berlinie, gdzie dla części mieszkańców lokale stają się po prostu niedostępne – argumentują zwolennicy drastycznego rozwiązania.

Powołują się przy tym na art 14 § 2 niemieckiej konstytucji, że „własność zobowiązuje”, a korzystanie z niej „powinno zarazem służyć dobru ogółu”. Kolejny artykuł precyzuje, że „ziemia, zasoby naturalne i środki produkcji” mogą zostać „uspołecznione” za odpowiednim odszkodowaniem.

Na szczęście władze Senatu Berlina (kraju związkowego) nie są prawnie zobowiązane wynikami referendum.

Źródło: rp.pl