Zgonów byłoby kilkakrotnie mniej?! Prof. Kuna o walce z COVID-19: Przestańmy się na tym fiksować, efekty są i będą marne. Przywróćmy normalność

Prof. Piotr Kuna. / foto: PAP
Prof. Piotr Kuna. / foto: PAP
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Trzeba robić wszystko, aby pacjenta z COVID-19 nie intubować zbyt wcześnie i nie podłączać pod respirator — powiedział w rozmowie z PAP prof. dr hab. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi. Stwierdził, że wielu pacjentów można uratować, a za koordynację leczenia winni odpowiadać pulmonolodzy.

PAP: Wygłosił pan pogląd, że w walce z epidemią COVID-19 pomieszały się już zupełnie działania racjonalne z nieracjonalnymi, a mądre z głupimi. To jest tak, że wszyscy chcą coś zrobić, wykazać zaangażowanie, a nie każdy ma po prostu odpowiednie przygotowanie merytoryczne do leczenia chorych na COVID-19?

Prof. Piotr Kuna:– Ten koronawirus jest nową mutacją grupy dobrze znanych wirusów wywołujących przeziębienie. Wywołuje on u większego odsetka pacjentów powikłania pod postacią ciężkiego wirusowego zapalenia płuc. Jego odmiennością w odróżnieniu od innych wirusów jest wpływ na naczynia i zwiększenie ryzyka zakrzepów, którego nie wykazują inne wirusy przeziębień.

– Dlatego nie tylko powoduje zapalenie płuc, chorobę nam dobrze znaną, ale również stan zapalny śródbłonka naczyń, prowadząc do powikłań zatorowo-zakrzepowych. Głównym powodem zgonów chorych jest jednak ciężka niewydolność oddechowa w następstwie zapalenia płuc.

– To, co jest częścią chorób zakaźnych, to kwestia transmisji wirusa i przenoszenia go. Natomiast zapalenia płuc od zawsze leczyli interniści, specjaliści od medycyny rodzinnej, pulmonolodzy. Lekarze chorób zakaźnych nie chcieli leczyć zapalenia płuc, nie byli do tego przygotowani. Oni leczyli zapalenia wątroby, zakażenie wirusem HIV i inne niektóre wybrane choroby zakaźne. To była ich domena i tak powinno nadal pozostać. Narzucenie oddziałom zakaźnym obowiązku leczenia COVID spowodowało ograniczenie w leczeniu chorych m.in. z WZW.

– Jestem lekarzem praktykiem i widzę, że dziś COVID-19 leczą często lekarze, którym administracyjnie narzucono taki obowiązek. Są to także dermatolodzy, okuliści, mnóstwo stażystów i rezydentów bez specjalizacji. To prowadzi do tego, że chorymi zajmują się lekarze bez doświadczenia w leczeniu chorych z niewydolnością oddechową.

Jak lekarze pulmonolodzy leczą zapalenie płuc?

– W pulmonologii wobec pacjentów z niewydolnością oddechową od zawsze obowiązywała złota zasada: za wszelką cenę nie intubować i nie podłączać do respiratora. To często prowadzi bowiem do bakteryjnego szpitalnego zapalenia płuc, sepsy i zgonu. Niestety dokładnie to widzimy w COVID.

– Stosowało się wszelkie możliwe metody leczenia np. nieinwazyjną wentylację mechaniczną, bo wiedzieliśmy, że jak taki pacjent trafi na OIOM i pod respirator, to umrze. A teraz, gdy pacjent z COVID-19 się pogarsza, jest natychmiast alarm, że trzeba na OIOM i szuka się anestezjologów, aby podłączyli respirator. To jest przerzucanie odpowiedzialności za prowadzenie ciężko chorego człowieka na innych. Uważa się, że jak pacjent zginie na OIOM, to nie będzie kłopotu, a jak umrze u nas, to mogą być zarzuty.

„Wówczas zgonów byłoby kilkakrotnie mniej”

Chce pan powiedzieć, że mamy wystarczającą liczbę specjalistów od leczenia chorób płuc, więc nie trzeba było wywracać systemu opieki medycznej do góry nogami?

– Liczba pulmonologów w Polsce to ponad dwa tys. osób. Wystarczy jeden-dwóch specjalistów na oddział, aby nadzorować i kierować innymi kolegami np. internistami, którzy wiedzą, co robić i jak prowadzić pacjenta z niewydolnością oddechową. Tak, aby go nie położyć na OIOM-ie. Uważam, że zgonów wówczas byłoby kilkakrotnie mniej. Mamy na to dowody z innych krajów — Izraela, Irlandii, Szwecji, Norwegii, Danii. Tam, gdzie systemy wywrócono, czyli niestety w większości państw świata, efekty są wielokrotnie gorsze.

– Powinno to być zorganizowane w ten sposób, że pacjenci covidowi powinni być izolowani w szpitalach zajmujących się tylko i wyłącznie covidem, a nie wsadzani na oddział w środek szpitali.

– Sale, na których umieszcza się covidowych pacjentów, powinny być maksymalnie dwuosobowe. Ten wirus bowiem działa tak, że im więcej go zainhalujemy, to jest większe ryzyko, że on nas zabije. Jeżeli na sali leży sześć osób, okna są zamknięte, a do tego zakładamy kłódkę na drzwi, to wytwarzany z każdym oddechem bioaerozol zabije każdego. Tak naprawdę szpital to najgorsze wyjście. Osoby zakażone powinny być izolowane u siebie w domu. Do szpitala naprawdę powinni trafiać chorzy, którym inaczej nie można pomóc.

SARS-CoV-2 jest z nami w Polsce od 1,5 roku. Gdyby dziś minister zdrowia zapytał pana, co robić, jak dalej postępować i co z tego, co robiliśmy, jest do zostawienia, bo zadziałało, to co by pan powiedział?

– Przede wszystkim szpitale leczące chorych na COVID-19 powinny być umieszczone w otoczeniu zieleni, najlepiej lasów. Tak jak dawniej leczono gruźlicę. Dobrymi przykładami mogą być szpital w Otwocku albo w łódzkich Łagiewnikach. To szpitale umieszczone w pawilonach – były tak budowane, aby nie przenosić infekcji z pacjenta na pacjenta.

– Druga rzecz to przekazanie nadzoru nad opieką nad pacjentami z zapaleniem płuc wywołanym z SARS-CoV-2 pod nadzór pulmonologów. Mamy odpowiednie algorytmy, dane, doświadczenie, wiemy jak prowadzić takiego pacjenta tak, aby przeżył.

– Nie mamy w stu procentach skutecznego medykamentu. Remdesivir według WHO jest lekiem przy tej chorobie bezużytecznym, ale się go rekomenduje, chociaż nie zapobiega ani nie leczy niewydolności oddechowej i nie zmniejsza ryzyka zgonu. Ta choroba jest leczona przez nasz układ odpornościowy. A ten buduje się, zanim zachorujemy na wirusa. Potrzebna jest odpowiednia długość snu, dieta bogata w warzywa i owoce, codzienne spacery, unikanie stresu. I co więcej? Leczenie chorób podstawowych. Jest 1500 leków — nawet więcej — które stosowane w takich chorobach, jak cukrzyca, niewydolność krążenia, POChP, astma zapobiegają rozwojowi koronawirusa po zainfekowaniu.

– Są sterydy wziewne, które są bardzo tanie. W Polsce się utarło, że one nie działają przy tym schorzeniu. Działają. Muszą jednak być włączone bardzo szybko. Natychmiast po wykryciu wirusa.

„Przestańmy się na tym fiksować”

Pan przez cały okres epidemii przyjmował pacjentów?

– W szpitalu był czas, gdy nie mogłem przyjmować chorych z powodów administracyjnych. W Lux Medzie przyjmowałem pacjentów cały czas. Powiem panu więcej – z pacjentów, których leczyłem na zapalenie płuc spowodowane zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2, nie umarła ani jedna osoba.

Odporność, o której pan mówi, zależy także od psychiki. Czy emocjonalność przekazów związanych z pandemią nie podcinają tej naturalnej bariery ochronnej?

P.K.: – Nasza psyche jest niesłychanie ważne. W Zakładach Opieki Medycznej, w domach starców, wielu ludzi umiera w wyniku samotności, która niszczy naszą odporność – podobnie jak i lęk. Mało tego — lęk przed śmiercią prowadzi często do zaprzeczenia tej chorobie. Do tego ludzie się boją czegoś, co może być minimalnie ryzykowne, a jest wysoce skuteczne np. szczepienia.

– W tym wszystkim chodzi nie o rosnącą liczbę zakażeń, bo na to mamy mniejszy wpływ niż sądzą niektórzy, ale o to, żeby zorganizować system opieki zdrowotnej tak, aby ludzie nie umierali z powodu COVID. Musimy przyjąć do wiadomości, że będziemy się zakażać koronawirusem, jak ktoś nie zakazi się dziś, to stanie się to za pół roku, za rok. Przestańmy się na tym fiksować, tracić na to masę sił i środków, bo efekty tej walki o ograniczenie transmisji są i będą marne. Zamiast tego przywróćmy normalność całej służbie zdrowia i szpitalom.

A co ze szczepieniami? Możemy coś zrobić, aby więcej osób się zaszczepiło?

– Oczywiście. Ja pytam każdego pacjenta, który do mnie przychodzi, czy jest zaszczepiony. Są tacy, którzy mówią: nie, bo nie. I tych pewnie się nie przekona. Wielu ludzi ma jednak obawy przed szczepieniem, więc trzeba poświęcić im czas, dużo czasu, rozmawiać z nimi. Pacjentów, którzy mają inne choroby stanowiące przeciwskazanie do szczepień, przez kilka miesięcy przyjmowaliśmy na oddział i szczepiliśmy w świetnym zabezpieczeniu medycznym. Było ich wielu i nikomu nic się nie stało. Teraz jednak NFZ nie daje nam takiej możliwości. Barierę niechęci i obaw wielu osób da się pokonać, choć nie każdy z nich zdecyduje się na zaszczepienie w aptece czy w namiocie.

Lockdown? „Nie zmieni sytuacji ani w niczym nam nie pomoże”

Część lekarzy twierdzi, że pacjenci z COVID-19 powinni być leczeni z aktywnym udziałem specjalistów od rehabilitacji. Jakie są pana doświadczenia w tym zakresie?

– Potwierdzam to. Ci pacjenci nie powinni wciąż leżeć, ale mieć od samego początku dostosowaną do ich wydolności oddechowej fizjoterapię. To było w programie, który przedstawiłem Agencji Oceny Technologii Medycznych w panelu COVID. Jednak są obawy, że mało kto w Polsce umie to robić. Ja twierdzę, że doskonale umiemy to robić, tylko potrzeba troszkę wysiłku organizacyjnego

Panie profesorze, to co z tego, co do tej pory stosowało się w walce z epidemią, warto pozostawić?

– Najlepiej działa dystans dwóch metrów, regularne mycie rąk wodą z mydłem. Nie przesadzajmy jednak ze środkami dezynfekującymi: uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i torują drogę wirusom. Każda osoba z infekcją dróg oddechowych, bez względu na etiologię, powinna się izolować od innych. No i odporność. Musimy o nią dbać. To, że teraz zamkniemy w domach dzieci na Lubelszczyźnie czy Podlasiu, nie zmieni sytuacji ani w niczym nam nie pomoże. Zamknięcie dzieci w domach, brak ruchu, brak kontaktów rówieśniczych wywołuje kolejną pandemię otyłości, lęku, depresji. Szczyt fali i tak nastąpi, a spadki zaczną się w okolicach grudnia. Będą dwa w miarę spokojne miesiące i od lutego znów będą wzrosty. Tak to jest z tymi wirusami.

Źródło: PAP

26 KOMENTARZE

  1. Wszystko pięknie, pełny rozsądek, ale jednak musiał przemycić eksperymentalne szprycowanie. To taka nieco inteligentniejsze stręczenie produktów Big Farmy. „Przyjmowaliśmy na oddział i szczepiliśmy w świetnym zabezpieczeniu medycznym. Było ich wielu i nikomu nic się nie stało”. Tu nie chodzi profesorze(sic!) o warunki szprycowania, ale o fakt że to eksperyment z produktami mRNA. Weźmie na siebie odpowiedzialność za skutki odległe ekseprymentu?

    • To nie jest pełny rozsądek, gdyż twierdzi, że osoby z objawami infekcji powinny się izolować. W innej wypowiedzi dla Polsatu stwierdził, że społeczeństwo ma obniżoną odporność ze względu na izolację i brak kontaktu z wirusami. Osoby bez obniżonej odporności powinny się masowo zarażać, a nie izolować.

  2. Teraz widać jacy to wielcy eksperci zarządzają pandemią i do czego doprowadzili.Z tego wynika,że są to ludzie wysoce niekompetentni, którzy nasze zdrowie mają w czterech literach.Powinny zostać wyciągnięte natychmiast konsekwencje za ten burdel i nadmiarowe zgony.

  3. Brak logiki, skoro ważna jest naturalna odporność to szczepienia to wykluczają, a poza tym nie są m”minimalnie ryzykowne, a jest wysoce skuteczne”. Prof. Kuna wypowiada się od roku i zawsze na zasadzie „pokorne ciele dwie matki ssie”. Dlatego nie jest dla mnie wiarygodnym ekspertem.

  4. Ten wirus nie istnieje — jest to tzw. hipostaza — czego dowodem jest fakt, że do dziś dnia go nie wyizolowano i nie pokazano światu. Dlaczego? Bo jak można pokazać coś, czego nie ma… a gdyby coś jednak pokazano, to znalazłby się chętny, aby to zweryfikować… i byłby dowód na kłamstwo „od początku do końca”.
    …więc lepiej nawet nie próbować.

    • Na pewno istnieje COVID-19 czyli choroba. Wiem,jestem lekarzem. Widziałem wielokrotnie. Sam chorowałem. COVID-19 to nowa choroba. Ma charakterystyczny przebieg i objawy. W tym tzw. objawy przedmiotowe (to co się bada), np. dosyć charakterystyczne zmiany osłuchowe nad płucami. Natomiast to, że dotąd nie wyizolowano SARS-COV2 niczego jeszcze nie rozstrzyga. Wirusy izoluje się niełatwo. Być może w przyszłości wyizolują? Póki co: to dopiero niecałe 2 lata.

      • Czyli COVID19- istnieje na pewno. Mówią, że za to odpowiada SARS-COV2- wirus. Zdaje się z tego co wiem: do tej pory wirusa nie wyizolowano. Ale: wirusy izoluje się trudno. Wniosek: nie ma twardych dowodów (zgodnych z kryteriami Kocha), że cov19 wywołuje SARS- COV 2. Ale nie ma też dowodów, że tak nie jest.

        • Przykłąd historyczny: treponema pallidum, czyli krętek blady wywołujący kiłę (czyli „chorobę dworską”) też nie spełnia postulatów Kocha. Mimo to: syfilis (jako choroba) jest znany od wieków i wiadomo było (przed zobaczeniem krętka), że to choroba zakaźna.
          Ergo:czasem można mieć pewność, że jakaś choroba jest zakaźna mimo, że nie wyizolowano czynnika zakaźnego.

          • Wyciskając esencję: 1. covid 19 na pewno istnieje. 2 na pewno jest to choroba zakaźna (patrz: empiria). 3. to, że dotąd nie wyizolowano sars cov2 nie wyklucza tego, że covid19 jest wywoływany przez sars cov2. [Choć nadal istnieje możliwość, że czynnik zakaźny jest inny niż sars cov2. patrz postulaty Kocha.]

  5. Jak można było wprowadzać teleporady i czekać aż namnoży się wirus w organizmie i leczyć paracetamolem.Czyll odlewano leczenie wczesne i czekano na zapalenie płuc. jedyną metodą leczenia zakazaną przy tej chorobie respiratorem i piach.i jeszcze dodatki cowidowe.masakra.gorzej niż średniowiecz.

  6. Rany boskie! Przecież to jest elementarz procedur. Czy Polacy to naprawdę debile nie zdolne do jakiejkolwiek organizacji? To się w głowie nie mieści jakim burdelem jest to państwo.

    • Nie wykluczałbym, że tak właśnie jest.
      Zachęcenie do szczepień, nie przez „twardego prolockodownowca”, lecz przez kogoś „bardziej racjonalnego”, może mieć na celu „zachęcenie wątpiących”.

    • Jest to możliwe. Zwłaszcza, że niektóre tezy stawia „z sufitu”. Pomijając kwestię „szczepionek” np: „im więcej chory zainhaluje wirusów tym większe ryzyko zgonu”. Otóż na to nie ma twardych dowodów. Być może tak jest? [To nawet może wydawać się logiczne]. Ale być może to nieprawda? [Ciało ludzkie jest ogromnie skomplikowane => niektóre rzeczy są wbrew intuicji. patrz patofizjologia, historia medycyny]. Ponadto: póki co wirusa sars cov2 zdaje się nie wyizolowano.

  7. Jeszcze dwa pytania do pana profesora Kuny: JAKIM testem chce Pan stwierdzać obecność wirusa sars-cov-2 oraz JAK organoleptycznie różnicuje Pan ciężki przypadek zapalenia płuc czy grypy od kowida?

    W obu przypadkach może Pan wygrać Nobla.

    Co do dystansu 2 metrów: aerozol transmituje sią w powietrzu nawet na 30 metrów.

    Co do „szczepionek”: to jest kontrolowane zakażenie, nie szczepionka. Pieprzony kłamca.

  8. Zgonów było by mniej gdyby Ministerstwem Zdrowia zarządzał prawdziwy lekarz a nie ekonom zaś Głównym Inspektorem Sanitarnym był by przynajmniej Człowiek albo (uczciwy) lekarz a nie jakiś elektronik.

  9. Ja mogę dodać, że wyleczyłem się hydroxychlorochiną, bo na amantadynę ministerstwo nagłej śmierci nałożyło szlaban. Banda złodzieja i kłamcy Matołuszka zablokowała możliwość aplikowania chorym tego leku żeby pod pretekstem sztucznej pandemii skoczyć na kasę państwową i obywateli.

Comments are closed.