Dariusz Szumiło, Marta Czech, Adrianna Łucinkiewicz i Grzegorz Braun/Fot. screen Facebook
Dariusz Szumiło, Marta Czech, Adrianna Łucinkiewicz i Grzegorz Braun/Fot. screen Facebook
REKLAMA
Wraca sprawa segregacji sanitarnej w jednym z wrocławskich szpitali. Zastępcza mama rocznej Mai nie była zaszprycowana i z tego powodu odmówiono wykonania dziewczynce badania przedoperacyjnego i wystawienia pozwolenia przez kardiologa zgody na operację.

Mama rocznej dziewczynki, Adrianna Łucinkiewicz, zaznaczyła, że po tym jak opisała sprawę w mediach społecznościowych, zainteresowała się nią m.in. Konfederacja.

Pierwsza konferencja prasowa odbyła się 28 września przed wrocławskim szpitalem.

REKLAMA

– Pani doktor się powołuje, że od 28 września, od konferencji prasowej Konfederacji, gdzie to nie ja zorganizowałam, że nękam uciążliwie, natarczywie, niszczę opinię pani doktor, że ona się czuje zastraszona, że są jakieś groźby itd. Nic takiego nie miało miejsca. Organizacja „Łącznik” zorganizowała pikietę pod adresem zamieszkania pani doktor na drodze. Pikieta była grzeczna (…), w miejscu publicznym. Pani doktor jest osobą publiczną, ma zarejestrowaną działalność u siebie w domu – mówiła kobieta.

Druga pikieta, także organizowana przez „Łącznik”, odbyła się przed prywatną kliniką, w której pracuje lekarka.

– Trzy skromne kobiety stanęły grzecznie, prosiły panią doktor, żeby się ustosunkowała, żeby wyszła, porozmawiała. Nie było wulgaryzmów, nie było żadnych ataków naruszenia nietykalności mienia, czy cielesnej – relacjonowała.

Później, jak się okazało, lekarka złożyła zawiadomienie do prokuratury.

– Stawiłam się do prokuratury 25 października, w poniedziałek. Pani prokurator w ciągu tygodnia już miała zgromadzone dowody przedstawione przez panią doktor Raś, przesłuchanych dwóch świadków, dołączone nagrania – wyliczała kobieta, podkreślając, że w tym wypadku prokuratura zadziałała bardzo szybko.

Jak dodała, ona sama też złożyła zawiadomienie i po dwóch tygodniach nadal nic się w sprawie nie dzieje.

– Złożyłam zawiadomienie o podejrzeniu możliwości popełnienia przestępstwa przez panią doktor Raś poprzez odmowę wykonania badania, warunkowaną tym, że ja nie jestem osobą zaszczepioną, ani babcia dziecka – wyjaśniła.

W ocenie posła Konfederacji Grzegorza Brauna fakt, że prokuratura zajęła się oskarżeniami skierowanymi przeciwko matce dziecka, któremu odmówiono z takich przyczyn badania przedoperacyjnego, „sprawia, że traktujemy tę sprawę jako, być może, pilotażowy projekt zniszczenia, przykładowego, osoby, która utrudnia realizowanie projektu segregacji sanitarnej”.

Kobieta dostała postanowienie o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci dozoru policji, a także zakaz zbliżania się do Małgorzaty Raś na odległość mniejszą niż 100 metrów oraz zakaz kontaktowania się.

– A co, jeśli pani uda się do tego samego ośrodka opieki zdrowotnej, w którym pracuje pani doktor i będzie pani próbowała korzystać z usług innych lekarzy? – dopytywał Grzegorz Braun.

Kobieta wskazała, że prokurator swoim postanowieniem „zablokowała jej korzystanie ze szpitala publicznego”. Jak wyjaśniała, jest to szpital najbliżej położony, w którym na świat przyszła jej chora córka i jest tam leczona.

REKLAMA