Zaradni imigranci robią szybką charakteryzację na fotkę dla Wyborczej. Foto: print screen
Zaradni imigranci robią szybką charakteryzację na fotkę dla Wyborczej. Foto: print screen

Szturm przybyszów na polską granicę zorganizowany przez białoruskie służby trwa i przybiera na sile. Oczywiście musi być dramatycznie, krzyk, płacz i kobiety z dziećmi. A co zrobić kiedy np. nie ma płaczących dzieci? Trzeba je na szybko zrobić.

Płaczące dziecko to ulubiony motyw oszalałych od umiłowania do przybyszów totalnych opozycjonistów oraz ich wiernych mediów, w tym „Gazety Wyborczej”.

Kiedy zaczął się szturm na polską granicę, polscy funkcjonariusze miejscowo używali gazu łzawiącego aby przegonić imigrantów niszczących polskie instalacje graniczne.

Instalacje niszczyły silne i zdrowe byczki z Bliskiego Wschodu i gazem specjalnie nikt nie dostał, ponieważ zdążyli się oddalić lub zasłonić, ale jest temat do zrobienia dla antypolskich mediów. Hasło robocze: Polacy gazują dzieci.

Michalkiewicz. The Movie

Potrzebne tylko zdjęcie załzawionego dziecka i można jechać z tematem. Szybko znalazło się dziecko, chłopak. Niestety oczy całkiem zdrowie, nawet nie zaczerwienione. Sprytne ziomki imigranci mają na to sposób – zaczęli dmuchać dziecku w oczy dymem z papierosa. Łzy i zaczerwienienie szybko się pojawiły.

Teraz tylko szybka fotka i załzawiony chłopak ląduje na głównej stronie wyborcza.pl

I jakoś się żyje z tej ciężkiej pracy w „wolnych i niezależnych” mediach…