
Rząd Wysp Salomona zapowiedział 36-godzinny lockdown. Wkurzeni ludzie jeszcze tłumniej wyszli na ulice i podpalili budynki rządowe. Australia wysłała policyjne posiłki, by stłumić społeczny bunt.
Sytuacja polityczna państwa wyspiarskiego na Oceanii jest napięta od dłuższego czasu. Mieszkańcy żądają dymisji premiera Manasseha Sogavare.
Premierowi zarzuca się niespełnienie wielu obietnic wyborczych, szczególnie tych dotyczących inwestycji w infrastrukturę. Prawdziwą kością niezgody jest jednak decyzja z 2019 roku, gdy rząd zerwał stosunki z Tajwanem, by nawiązać je z Chinami.
Niespokojnie na Wyspach Salomona było od kilku dni. Premier, licząc, że załagodzi sytuację ogłosił… 36-godzinny lockdown z godziną policyjną włącznie.
To jeszcze bardziej rozsierdziło społeczeństwo. Na ulice wyszło znacznie więcej ludzi. Spalono m.in. budynki rządowe, plądrowano sklepy.
By stłumić społeczny bunt Australia wysłała na Wyspy Salomona ponad 100 policjantów. W kolejnych dniach mają dołączyć siły wojskowe. To druga taka sytuacja w XXI wieku – poprzednia miała miejsce w 2003 roku, gdy kraj oficjalnie zwrócił się o pomoc międzynarodową w wyniku niepokojów społecznych.
Premier Sogavare utrzymuje, że gwałtowne protesty podsycane są przez inne kraje. Nie ujawnił jednak, o które państwa chodzi.
VIDEO: Plumes of thick black smoke billow high as rioters torch buildings in the Solomon Islands' capital of Honiara Thursday, targeting the city's Chinatown district in a second day of anti-government protests. of fire and smoke rising pic.twitter.com/EwC7PTfEdS
— AFP News Agency (@AFP) November 25, 2021
More vids from Solomon Islands 😱 pic.twitter.com/yQBunEWah9
— Jennifer UK (@Jenni2161) November 25, 2021