Znów drożeje przejazd autostradą A2. Za przejazd 150 km między Koninem, a Nowym Tomyślem trzeba zapłacić minimum 69 kilometrów. Zdjęcie: PAP/Tomasz Wojtasik
Autostrada A2. Zdjęcie: PAP/Tomasz Wojtasik
REKLAMA
„Najgorsza aplikacja ever”, „Kompletna porażka”, „Aplikacja beznadziejna” – to pierwsze z brzegu opinie o aplikacji e-toll, bez której od 1 grudnia przejazd niektórymi płatnymi odcinkami autostrad w Polsce nie jest możliwy. Miało być wygodnie i nowocześnie, wyszło – niestety – jak zazwyczaj.

Czym jest e-toll?

W aplikacji e-toll od 1 grudnia płaci się za przejazd płatnymi odcinkami autostrad A2 (Konin-Stryków) i A4 (Bielany Wrocławskie-Sośnica). Wyłączono tam manualny system poboru opłat, czyli po prostu zniknęły „bramki”.

Według administracji skarbowej dzięki zmianie systemu poboru opłat i likwidacji szlabanów w miejscach, gdzie dotychczas pobierano opłaty manualnie, nie będą tworzyć się zatory przed szlabanami.

REKLAMA

Opłata za przejazd w aplikacji e-TOLL PL naliczana jest na podstawie danych geolokalizacyjnych pojazdu, które są transmitowane do systemu e-TOLL. W przypadku awarii urządzenia przekazującego, dane będzie można zadeklarować w internetowym koncie klienta. W sytuacjach wyjątkowych, np. gdy pojazd uczestniczy w akcji ratowniczej, opłatę można wnieść trzy dni po zakończeniu przejazdu.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Jeśli ktoś nie chce korzystać z aplikacji e-toll, to bilet na przejazd wspomnianymi odcinkami autostrady może zakupić np. na stacjach Orlenu. W niektórych przypadkach stacje te są jednak położone daleko od miejsce, w którym rozpoczyna się naliczanie opłaty.

W teorii system e-toll miał sprawić, że wszystko będzie przebiegało sprawnie, automatycznie, bez dodatkowych korków. A jak jest w praktyce?

Kierowcy wściekli na e-toll

Kierowcy są wściekli na (nie)działanie aplikacji e-toll. W sklepach, skąd można je pobrać, ma ona ocenę 1 z hakiem. Pewnie „tak wysoką” tylko dlatego, że nie da się ocenić na „0”.

Już sam proces rejestracji w systemie przyprawiał o zawrót głowy. Kto wykazał się cierpliwością i konto ostatecznie założył, napotkał na kolejne zaskakujące problemy.

Kierowcy w komentarzach wskazują, że aplikacja niewłaściwie nalicza opłaty, często gubi sygnał GPS lub niewłaściwie go odczytuje.

A najgorsze, że aplikacja nie ma funkcji działania w tle. Oznacza to, że bateria szybko się zużywa i istnieje duże ryzyko, że w trakcie przejazdu telefon po prostu się rozładuje. Oczywiście ładowarki USB są coraz powszechniejsze, ale przecież nie zawsze mamy je pod ręką, a starsze samochody takich funkcji w ogóle nie mają. Poza tym, skoro aplikacja nie działa w tle, to nie można w tym czasie korzystać z innych aplikacji – na przykład z nawigacji.

Jeśli telefon się rozładuje albo aplikacja w jakikolwiek sposób się wyłączy, to system uznaje to, jakbyśmy biletu na przejazd autostradą nie mieli. A tutaj grożą już wysokie mandaty. 500 złotych albo 400 złotych, jeśli opłacimy go w ciągu siedmiu dni.

Zmagający się z licznymi przez (nie)działanie aplikacji problemami kierowcy próbują błędy (chociażby niewłaściwe naliczenie opłaty) wyjaśnić na infolinii. Dodzwonienie się tam graniczy jednak z cudem, a nawet jeśli komuś już się uda, to w większości konsultanci nie mają pojęcia jak rozwiązać problemy i nie są w stanie podjąć żadnej decyzji.

 

 

REKLAMA