
Rządowe media w Polsce grzeją aferę ujawnioną na szczytach władzy UE przez francuską lewicową gazetę „Liberation” bez umiaru. Nic dziwnego, bo to i komisarzom można dołożyć i tuskowej EPP , a i sędziowie TSUE są zamieszani. W dziwny sposób dorabiali sobie nawet „kontrolerzy” korupcji z izby obrachunkowej.
Afera ma jednak drugie dno. Pomijając korupcję i odklejenie się „euro-elit” od rzeczywistości, może to mieć związek z zamachem na władzę europejskich „ludowców”, którzy obsadzili większość ważnych stanowisk unijnych.
Razem z odejściem pseudochadecji od żłoba w Niemczech, lewica chciałaby odbić także intratne stanowiska i synekury, czyli stołki w Brukseli, czy Luksemburgu. Jeśli dojdzie od trzęsienia ziemi w instytucjach unijnych, skorzysta na tym rozmaita lewica, na wzór niemiecki, od socjalistów, przez Zielonych, po „liberałów”.
Nagle nawet „europejczyk” Robert Biedroń zaczyna wybrzydzać i mówi, że „doniesienia o korupcji i handlu wpływami wśród najwyższych europejskich urzędników przyjął z przerażeniem”:
„Przyznam, że doniesienia o korupcji i handlu wpływami wśród najwyższych europejskich urzędników przyjąłem z przerażeniem, bo doprowadzą one do potężnego kryzysu wizerunkowego UE. A tego w tej chwili najmniej nam potrzeba. Nie może być tak, że w środku pandemii europejskie elity jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki, swawola. Parlament Europejski będzie domagał w tej sprawie wyjaśnień, a jeżeli doniesienia „Libération” okażą się prawdziwe, z pewnością posypią się głowy”.
I wszystko jasne… Z tym, że zamieni stryjek siekierkę na kijek. Etyczna wyższość polityków lewicy nad „chadekami” wydaje się mocno wątpliwa. Za to ideologicznie czeka nas katastrofa najdzikszych pomysłów…
Przypomnijmy, że dziennik „Libération” w serii artykułów ujawnił handel wpływami i inne nieuczciwe praktyki, których mieli dopuszczać się sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), urzędnicy Komisji Europejskiej (KE) oraz politycy Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Podobno 1/3 sędziów TSUE, niczym nowa arystokracja, brała udział w polowaniach na zamku Chambord, także w kolacjach lub wycieczkach organizowanych przez lobbystów. Autorem rewelacji jest jednak niekryjący lewicowych sympatii dziennikarz Jean Quatremer.