Synodalność Franciszka, czyli „konsultacje społeczne” czasów minionych

Stanisław Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz. / foto: PAP
Prenumerata Najwyższego Czasu!

Za pierwszej komuny, kiedy kierownictwu partyjnemu z tych lub innych powodów zaczynał palić się grunt pod nogami, inicjowano „konsultacje społeczne”.

Tak było u schyłku epoki Władysława Gomułki, zapoczątkowanego tzw. wydarzeniami marcowymi. Wprawdzie „towarzysz Wiesław” jeszcze je spacyfikował, ale już na zjeździe partii jedna część sali po staremu skandowała: „Wiesław, Wiesław!”, ale druga już po nowemu: „Gierek, Gierek!”, na co Gomułka zareagował uwagą, że „nie będzie żadnych gierek”. Więc „wydarzenia” zostały jeszcze spacyfikowane, ale tym bardziej kierownictwo partii pragnęło odbudować – jak się wtedy mówiło – „więź z masami”, to znaczy wymyślić jakieś makagigi, którymi można by zaabsorbować opinię publiczną. 

Toteż towarzysz Bolesław Jaszczuk wykombinował „system bodźców ekonomicznych materialnego zainteresowania”. Miało to być panaceum na wszystkie „bolączki” i „niedociągnięcia”, które „tu i ówdzie” jeszcze się zdarzały, ale chyba samo kierownictwo nie było do nich do końca przekonane, bo na wszelki wypadek nakazało „konsultacje społeczne”. Ich celem było rozmycie ewentualnej odpowiedzialności, bo gdyby z „bodźcami” coś poszło nie tak, zawsze można było powiedzieć, że to nie partia, tylko cały naród tak w konsultacjach zdecydował.  

W ogóle konsultacje są szalenie wygodną formułą. Jeśli na przykład powiedziałbym komuś: panie, zaraz poderżnę panu gardło i co pan na to? – a on odpowiedziałby, że jest temu przeciwny, to nawet gdybym rzeczywiście gardło mu poderżnął, nikt nie mógłby postawić mi zarzutu, że się z poderżniętym nie skonsultowałem.  

Toteż chociaż „cały naród” w tych konsultacjach wziął udział, to partia jednak nie zdołała odzyskać „więzi z masami”, bo wkrótce potem nastąpiły „wydarzenia grudniowe”, w następstwie których Władysław Gomułka został obalony. Edward Gierek swoje urzędowanie nawet zaczął od konsultacji, bo pojechał do Gdańska i tam, w gronie zaufanych, potiomkinowskich robotników, wśród których znajdował się już Kukuniek, zapytał: „Pomożecie?” – na co robotnicy spontanicznie odpowiedzieli: „Pomożemy!”.

Tak rozpoczął się okres „dynamicznego rozwoju”, kiedy to „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, ale długo to nie trwało, bo już 24 czerwca 1976 roku pierwszy minister Edwarda Gierka, Piotr Jaroszewicz, z trybuny sejmowej ogłosił podwyżkę cen – oczywiście poprzedzoną szerokimi „konsultacjami społecznymi”. Ale „warchoły” i „kolesie” – jak nazywała ich czołowa gwiazda ówczesnej publicystyki, pan red. Wiesław Górnicki, zaczęli palić partyjne komitety i w ogóle sprzeciwiać się partii. Wprawdzie przy pomocy „ścieżek zdrowia” i niezawisłych sądów, które sypały „piękne wyroki”, sytuacja została opanowana, ale nie na tyle, by te uprzednio wykonsultowane społecznie podwyżki cen utrzymać. Na spotkaniu w Berlinie Breżniew zabronił Gierkowi dalszych podwyżek, toteż jeszcze tego samego dnia premier Jaroszewicz, nie ukrywając wściekłości, podwyżki odwołał, bo „w toku społecznych konsultacji złożono ogromnie dużo propozycji, zasługujących na bardzo wnikliwe rozpatrzenie”.  

Jak widzimy, konsultacje są dobre na wszystko: i na podwyższanie cen, i na odwoływanie podwyżek, a kto wie, czy przypadkiem również – jak śpiewali starsi panowie, co prawda o piosence, niemniej jednak – „na ładną niewinną panienkę” – chociaż Leonid Breźniew w niczym jej nie przypominał. 

Wspominam o tym wszystkim, bo wydaje mi się – o czym zresztą wiele razy pisałem – że Kościół, a ściślej: przewielebne duchowieństwo upodobniło się do partii – i to w jej okresie schyłkowym. Nie chodzi już nawet o to, że w owym schyłkowym okresie nie tylko partyjniacy, ale i członkowie aparatu w żaden komunizm już nie wierzyli, tylko pilnowali synekur, dzięki którym mogli wypić i zakąsić, a że wymagało to rozmaitych rytualnych deklamacji, no to cóż – ten biznes miał taką specyfikę. Przede wszystkim chodzi o to, że po Soborze Watykańskim II przewielebne duchowieństwo stopniowo skupiło całą uwagę na sobie i własnych problemach, w znacznej części seksualnych, co zaowocowało nie tylko ponawiającymi się postulatami zniesienia celibatu, ale otworzyło też drzwi przed „lawendową mafią”, o której bez ogródek piszą znawcy przedmiotu.

W rezultacie, zamiast zapowiadanej przez soborowych entuzjastów „wiosny Kościoła”, mamy raczej symptomy procesów rozkładowych, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej, bo w Afryce i Ameryce Południowej sytuacja podobno wygląda inaczej. Kto wie, czy ta okoliczność nie skłoniła Kolegium Kardynalskiego do wyboru obecnego papieża Franciszka po abdykacji Benedykta XVI? Uzasadnienie tej abdykacji nie wytrzymuje krytyki, bo chociaż upłynęło od niej już ponad osiem lat, 94-letni papież-emeryt nadal cieszy się, jak na swój wiek, dobrym zdrowiem i znakomitą formą intelektualną, podobnie jak o rok starsza od niego brytyjska królowa Elżbieta II. Chyba nie o zdrowie tu chodziło – ale mniejsza z tym. 

Papież Franciszek od ośmiu lat zaskakuje katolików, może z wyjątkiem tych najbardziej oddanych postępactwu. A to urządza ceremonię z jakimś amazońskim bożkiem, a to wpisuje do katechizmu, iż kara śmieci sprzeczna jest z chrześcijaństwem, co wzbudza rozmaite rozterki. Przez ostatnie 2 tysiące lat sprzeczna z chrześcijaństwem nie była i dopiero teraz papież spenetrował prawdę. Oznacza to jednak, że przez ostatnie 2 tysiące lat Kościół się mylił – i to w takiej ważnej sprawie. Skoro tak, to skąd możemy czerpać pewność, że nie myli się teraz? Tymczasem ludzie potrzebują Kościoła przede wszystkim po to, by dostarczał im pewności. Jeśli zamiast pewności zacznie dostarczać im coraz więcej rozterek, to czy będzie nadal jeszcze do czegoś potrzebny? 

W takiej sytuacji papież Franciszek zainaugurował „synodalność”. Jest ona bardzo podobna do wspomnianych „konsultacji społecznych”, bo ma wszelkie cechy operacji socjotechnicznej, rodzaju organizacyjnej krzątaniny mającej ukryć bezradność i – trzeba to powiedzieć – brak odwagi.

Jeśli np. do konsultacji zaprasza się ostentacyjnych sodomitów, którzy butnie oświadczają, jakoby byli „darem” dla Kościoła, to cisną się na usta słowa przypisywane przez Wergiliusza Laokoonowi: timeo Danaos et dona ferentes, co się wykłada, że boję się Greków, nawet jak przychodzą z darami. Czyż „synodalność” nie jest aby pretekstem, by sodomia i gomoria zyskała w Kościele prawo obywatelstwa? Bo skoro zapraszamy ich do „konsultacji”, to przecież nie po to, by stawiać przeszkody czy wręcz sprzeciwiać się głoszonej przez nich ideologii. Wreszcie – co najważniejsze – czy „synodalność” nie oznacza aby usankcjonowania kryzysu przywództwa – bo czy pasterze oddający przewodnictwo stadu są jeszcze pasterzami? 

Stanisław Michalkiewicz


6 KOMENTARZE

  1. Pana Michalkiewicza czyta się przednie, kiedy opisuje sytuację polityczną czasów PRL-u.
    Można się ciekawych rzeczy dowiedzieć. Ma to trochę z zadymionego uroku pana Szpotańskiego.

    Jednak jego apologia przedsoborowego kościoła nie da się obronić.
    To była i jest jedynie boczna furtka do władzy, którą kroczyli upośledzeni w dostępie do królewskiego tronu arystokraci. Dzisiaj nawet gorzej. Arystokraci nie interesują się już tą instytucją. Na papieskim tronie zasiadają wieśniacy.

    • Tak, czy siak, kościół katolicki nigdy nie miał ani nie ma tej pozytywnej, integrującej roli, którą bezradnie próbuje przypisywać mu pan Stanisław.
      Na to szkoda jego talentu. Niech pan Michalkiewicz skoncentruje się na opisywaniu polityki lat komuny albo nawet wcześniej. Bo to mu wychodzi świetnie. Apologia sukienkowych nie przyniesie mu sukcesu. Skończy wtedy, jak całkowicie już zdezorientowany pan T. Terlikowski.

      • Możesz sobie być człowieku kim chcesz: krzesłem, kotem, ateistą, antyklerykałem albo salcesonem, ale dobre rady zachowaj dla swojej starej, a nie dla p. Stanisława . On twoich rad nie potrzebuje, jego czytelnicy również.

  2. The Gates of Hell Shall Not Prevail Against It. Against the Church.
    Gates of Hell song by Akalyte with original voice of Fulton Sheen.
    „The way Fulton Sheen’s voice is used in the song is just epic!”

Comments are closed.