W czwartek „szczyt demokracji” Bidena, czyli „tak” dla Pakistanu, „nie” dla Węgier

Prezydent USA Joe Biden. / foto: PAP
REKLAMA

Wybór krajów zaproszonych przez Stany Zjednoczone na wirtualny szczyt demokracji w najbliższy czwartek 16 grudnia budzi wiele krytyki i wątpliwości, co do prawdziwych intencji lokatora Białego Domu.

Szczyt ma zjednoczyć sojuszników Ameryki wokół demokratycznych „wartości” i praw człowieka oraz wydać walkę „autorytaryzmowi” i korupcji. Pominięcie w zaproszeniu Pekinu i Moskwy wydaje się oczywiste.

Jednak pozostała lista 110 zaproszonych krajów jest mocno niejednoznaczna. Na zaproszenie od Bidena załapała się jeszcze Polska i Brazylia, ale już Węgry z rządem premiera Viktora Orbana nie.

REKLAMA

Nie ma Turcji, ale są Pakistan i Filipiny, których rządy są oskarżane o „bezprawie”, a nawet zabójstwa na zlecenie. To nie tyle lista „demokracji” jako takiej, co interesów „demokratycznej administracji”.

Ciekawostką jest zaproszenie Republiki Chińskiej, czyli Tajwanu. Oczywiście rozwścieczyło to Chiny, ale taki był chyba zamiar Waszyngtonu. Wprowadziło to zresztą w zakłopotanie np. Koreę Południową, bo Seul obawia się, że Pekin zinterpretuje ich udział jako politykę „antychińską”.

Rzecznik Białego Domu Jen Psaki pytana o kryteria doboru mówiła, że zaproszenie nie jest „pieczęcią aprobaty dla demokracji tych krajów”, ale chodzi m.in. o wolność sektora prywatnego, czy „reprezentowanie społeczeństwa obywatelskiego”. Dobór jest jednak subiektywny, a wykluczenie Węgier i uznanie Pakistanu za „demokrację” to albo niekompetencja Departamentu Stanu albo po prostu skandal.

REKLAMA