Emmanuel Macron/Fot. PAP/Abaca
Emmanuel Macron/Fot. PAP/Abaca
Francuskie media oceniają, że wystąpienie w Parlamencie Europejskim Emmanuela Macrona z okazji objęcia prezydencji było częścią kampanii wyborczej polityka, który ubiega się o reelekcję. Zresztą niektóre pytania francuskich eurodeputowanych momentami zamieniały spotkanie w PE właśnie w kampanię prezydencką. Poza tym w przemówieniu Macrona pojawiły się postulaty wręcz skandaliczne.

W Strasburgu prezydent konfrontował się ze swoimi francuskimi adwersarzami. Eurodeputowany i zarazem kandydat Zielonych na prezydenta Yannick Jadot krytykował Macrona za „bycie prezydentem bezczynności klimatycznej” i zarzucał mu w tej dziedzinie alians z… Polską i Węgrami.

Manon Aubry z lewicowej La France Insoumise, która wspiera kandydaturę Melenchona, zarzucała z kolei prezydentowi „pogardę dla ludzi”. Republikanin François-Xavier Bellamy (wspiera Valerie Pecresse) oskarżał jeszcze mówcę o „rozbijanie” Francji i Europy.

Najdalej poszedł polityk Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, eurodeputowany Jordan Bardella, który oskarżył Macrona, że uczynił Europę „podwórkiem Waszyngtonu, łupem Chin i hotelem dla Afrykańczyków”.

Michalkiewicz. The Movie

Jednak poza tematyką „wewnętrzną”, francuski prezydent wygłosił kilka obietnic, które brzmią groźnie, także dla Polski. Macron zajął się definiowaniem „wartości” unijnych. Zapowiedział „odnowienie” Karty praw podstawowych UE, przypominając, że doprowadziła ona do zniesienia kary śmierci. Teraz chciałby do niej dodać ochronę klimatu i… „prawo do aborcji”.

Jakoś nie widzi sprzeczności w ochronie życia morderców i bandytów i jednoczesnym zabijaniem dzieci nienarodzonych. Francuska prezydencja w Unii ma być podobno „promocją wartości europejskich”, ale arto pytać jakich wartości?!

Poza tym, Macron, jak piszą tubylcze media, „nie wymieniając najbardziej autorytarnych polityków na kontynencie”, wezwał do „walki o rządy prawa”. Według niego ostatnie lata pokazały oznaki „powrotu do reżimów autorytarnych”. „Uaktualnienie” karty praw podstawowych UE poprzez dodanie „ochrony środowiska” oraz „uznania prawa do aborcji” ma owe reżimy utemperować.

Francuski prezydent bronił też idei „dialogu” z Moskwą. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie ledwo skrywany antyamerykanizm, powoływanie się na współpracę z Berlinem i jawne resentymenty francuskie po zerwanym kontrakcie przez Australię na dostawy okrętów podwodnych.

Chociaż mówił o „doktrynie naszej obrony w zgodności z NATO”, ale też o osobnej strategii „przemysłu obronnego i niezależności technologicznej”. W sprawie Rosji mówił: „Bronię tego dialogu od wielu lat. To nie jest opcja. (…) Potrzebujemy go. Musimy postawić nasze jasne wymagania i musimy sprawić, że zostaną one uszanowane”.

Poza tym w wystąpieniu Macrona padła niebezpieczna dla konkurencyjności rynków pracy, zapowiedź promowania „ europejskiej płacy minimalnej”. Było też o tolerancji, „walce z mową nienawiści” w internecie, nawet przygotowywanej z Niemcami propozycji nadania PE prawa do

inicjatywy ustawodawczej.

Źródło: AFP/ Le Figaro/ France Info/ PCH24