Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Imigranci. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Państwa europejskie coraz częściej wysługują się krajami trzecimi, by odsyłać tam migrantów, których nie da się zawrócić do krajów pochodzenia. Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) wezwało Paryż i Pragę do „nadania priorytetu lepszej ochronie uchodźców w Europie i na świecie”.

Adresatami apelu są Francja i Czechy, ponieważ te kraje rotacyjnie sprawują w tym roku prezydencję UE. Agencja ONZ obawia się „wzrostu szkodliwych praktyk”, a w szczególności krytykuje „outsourcing” i przenoszenie „obowiązków azylowych do krajów trzecich”.

Na liście oskarżonych jest przede wszystkim Dania. Na początku czerwca 2021 r. duński parlament uchwalił ustawę o wysyłaniu osób ubiegających się o azyl do krajów trzecich do czasu rozpatrzenia ich wniosków, a nawet osiedleniu ich tam na stałe po uzyskaniu statusu uchodźcy. Kopenhaga prowadziła rozmowy w tej sprawie z kilkoma krajami, w tym z Rwandą, Etiopią i Egiptem.

Działania Danii krytykowane są także przez Brukselę, ale pomysł outsourcingu zyskuje na popularności także w innych krajach UE. Korzysta się tu z zachęt finansowych. Podobną drogą chce iść Austria.

Michalkiewicz. The Movie

Współpraca między państwami członkowskimi a krajami trzecimi w kwestiach związanych z migracją nie jest niczym nowym. np. Madryt i Rabat podpisały umowy o readmisji migrantów z krajów trzecich do Maroka w 1992 r.

Także sama UE, równolegle z niektórymi państwami członkowskimi, na przestrzeni lat nawiązała partnerstwa tego typu z krajami Europy Wschodniej, Marokiem, Turcją, a nawet Libią. Państwa te zobowiązują się do ograniczenia wyjazdów migrantów ze swoich terytoriów do UE, a w zamian za to otrzymują dodatkowe środki europejskie (fundusze, szkolenia i sprzęt). Obiecuje się im także „pomoc rozwojową”, łatwiejsze przyznawanie wiz czy lepsze stosunki handlowe. UE ma 18 umów o readmisji z takimi krajami jak Turcja, Ukraina, Pakistan, Białoruś czy Serbia.

Porozumienie między Brukselą a Ankarą, podpisane 8 marca 2016 r., jest tu symbolem. Turcja zobowiązała się od tej daty dalej zapobiegać wyjazdom do Europy, jednocześnie przyjmując do siebie migrantów, którzy wjechali nielegalnie. W zamian dostała obietnicę wypłacenia 6 miliardów euro.

Jest też kryzysowy fundusz powierniczy dla Afryki (EUTF), wyposażony w 3,6 mld euro na wzmocnienie pomocy rozwojowej, bezpieczeństwa i ograniczenie migracji, który został uruchomiony w listopadzie 2015 r. Niedawno uzgodniono także, że 10 procent programu Global Europe, głównego europejskiego narzędzia pomocy rozwojowej na lata 2021-2027, powinno być przeznaczone na politykę zarządzania migracją.

Osobno, kilka z 27 państw UE wzmocniło również współpracę z krajami trzecimi. Na początku 2017 r. Włochy zaoferowały wsparcie techniczne i gospodarcze libijskiej straży granicznej i straży przybrzeżnej w celu wzmocnienia kontroli nad granicami morskimi i lądowymi tego kraju. Hiszpania pozyskała z Brukseli nowe fundusze dla Maroka na lata 2018 i 2019 r. w celu ochrony granic.

Takie działania są jednak przez obrońców migracji krytykowane. Wysuwają argument złego traktowania migrantów w krajach trzecich (np. Libii), a nawet wysuwają argument handlowania ludźmi. Jest jak zwykle mowa o obronie „wartości i zasad UE”.

W tym kontekście porusza się też temat tysięcy migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Zaaranżowane przez białoruski reżim działania pokazują też inny efekt „outsourcingu”. Kraje trzecie dostają narzędzia presji, z czego korzystały już wcześniej Turcja czy Maroko.

Francuski specjalista od spraw migracji Matthieu Tardis mówi, że „w pewnym sensie dajemy klucze do naszych drzwi krajom trzecim, a kraje te nie wahają się zastosować przeciwko nam szantażu migracyjnego. Znaleźli nasz słaby punkt i wykorzystają to zagrożenie”.

Źródło: France Info