Dan Hartman z synem Seanem/Fot. Twitter/@Answers4Sean
Dan Hartman z synem Seanem/Fot. Twitter/@Answers4Sean
Mieszkaniec Toronto Dan Hartman we wtorek 18 stycznia zeznał przed Radą Miasta, że według niego jego 17-letni syn Sean zmarł z powodu szprycy Pfizera. Takie wnioski miał wyrazić lekarz po przeczytaniu raportu z autopsji nastolatka.

W ostatni wtorek Zarząd Zdrowia Rady Miasta Toronto zorganizował otwarte zebranie online. Miało dotyczyć reakcji miasta na Covid-19. Głos zabierały uprzednio zgłoszone osoby z publiczności, wyrażając swoją opinię na temat polityki covidowej.

Wśród nich był m.in. Dan Hartman, który opowiedział historię śmierci swojego 17-letniego syna. Relacjonował, że jego syn miał niepożądany odczyn poszczepienny po pierwszej szprycy. Chłopak zmarł nieco ponad miesiąc później.

Jak mówił mężczyzna sekcja zwłok jego syna wykazała, że miał „lekko powiększone serce”. Jednocześnie przyczyna śmierci była „nieustalona”. Hartman twierdzi też, że lekarz, który zobaczył raport z autopsji, miał mu powiedzieć, że jego zdaniem 17-latek zmarł przez szprycę.

Michalkiewicz. The Movie

– Wiem w moim sercu i duszy, wierzę drugiemu patologowi, że szczepionka zabiła mojego syna – powiedział Hartman. – To nie jest rzadkie, jak się wszystkim wydaje. To się dzieje; jest na Twitterze każdego dnia, ludzie umierają z tego powodu. Nie jestem antyszczepionkowcem w ogóle, naprawdę nie jestem, ale myślę, że jest coś nie tak z tą jedną (szczepionką) – dodał.

Podczas spotkania Hartman powiedział, że jego syn grał w hokeja, odkąd skończył osiem lat. Jednak z powodu mniemanej pandemii musiał zrobić sobie rok przerwy „i strasznie się nudził, sierdząc w swoim pokoju”. – Postanowił wrócić do hokeja w tym roku, a żeby to zrobić, musiał przyjąć szczepionkę – dodał. Wszystko z powodu wprowadzonych przez stowarzyszenia hokejowe w całej prowincji Ontario wymogów dotyczących dowodu zaszprycowania. Każdy gracz w wieku 12 i więcej lat musiał takowy przedstawić, żeby grać – i to mimo że wówczas rząd prowincji nie wymagał takich dowodów od osób poniżej 18. roku życia.

Pierwszą szprycę Pfizera chłopak otrzymał 25 sierpnia. Cztery dni później wylądował w szpitalu. – Poszedł do szpitala 29 sierpnia ze złą reakcją, został odesłany do domu tylko z receptą na Advil, miał wysypkę na całej szyi i twarzy oraz brązowe kręgi wokół oczu – mówił ojciec zmarłego.

Chłopak zmarł nagle miesiąc później. – Rankiem 27 września jego matka znalazła go martwego na podłodze obok łóżka – mówił Hartman. – Wszystko, co chciał robić, to grać w hokeja – dodał.

Mężczyzna wyjaśnił, że po nagłym zgonie jego syna przeprowadzono sekcję zwłok. W raporcie jednak napisano, że przyczyna śmierci jest „nieustalona”. Jak podkreślał, taki wniosek dotyczy tylko 2 proc. autopsji.

Podczas autopsji ustalono, że chłopak miał „lekko powiększone serce”. Nie postawiono jednak diagnozy choroby serca. Hartman przyznał, że rezultaty pierwszej sekcji zwłok go nie satysfakcjonowały, więc postanowił zasięgnąć opinii kolejnego lekarza. Wysłał raport z autopsji do „drugiego znanego patologa w Kanadzie, który chce pozostać anonimowy z obawy przed utratą pracy”. Ten miał mu powiedzieć, że „szczepionka zabiła jego syna”.

W swoim przemówieniu Hartman pytał też, „jak bezpieczna” jest szpryca i dlaczego „nikt nigdy nie mówi o zgonach, a to się dzieje, częściej niż ktokolwiek wie, i jest to po prostu negowane i uciszane”.

Pytany, jakie będą jego następne kroki po opinii drugiego patologa, odparł, że „z jakiegoś powodu nie wolno mu pozwać Pfizera”. Jak dodał, „to samo w sobie mówi mi, że wiedzieli, że ludzie będą umierać i są po prostu odporni na wszelką odpowiedzialność”.

Mężczyzna założył też profil na Twitterze, na którym „szuka prawdy” o śmierci ukochanego syna.

Źródła: lifesitenews.com/Twitter