Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Poborowi w norweskiej armii nie mogą liczyć na nową bieliznę. Będą korzystać ze skarpetek i majtek używanych przez poprzednich rekrutów. Wojsko tłumaczy to zakłóceniami łańcuchów dostaw wywołanymi covidowymi restrykcjami na świecie.

Co roku zasadniczą służbę wojskową w szeregach norweskiej armii rozpoczyna ok. 8 tysięcy młodych mężczyzn i kobiet. Dotychczas po zakończonej służbie musieli zwrócić sprzęt czy umundurowanie, ale mogli zabrać ze sobą bieliznę. Albo po prostu wyrzucić.

Teraz będą musieli ją oddać na wyposażenie wojska.

Używane skarpetki, majtki czy staniki powędrują do następnych nowych rekrutów. Armia zapewnia, że bielizna zostanie wyprana i przekazana kolejnym rocznikom w „dobrym stanie”. Ewentualne dziury się zaceruje.

Michalkiewicz. The Movie

Na taki krok zdecydowano się ze względu na wprowadzone przez polityków pod pretekstem koronawirusa obostrzenia, restrykcje, nakazy i zakazy, które wywołały kryzys w transporcie i zakłócenie łańcuchów dostaw. I dlatego – zgodnie z oficjalnym przekazem – brakuje chociażby bielizny dla nowych rekrutów.

Przedstawiciel poborowych, Eirik Sjohelle Eiksund, krytykuje całą sytuację wskazując, że braki w zaopatrzeniu mogą wpływać na gotowość bojową norweskiej armii.

Poważne braki w sprzęcie i umundurowaniu może wpłynąć na gotowość operacyjną, a w najgorszym przypadku, zagrażać bezpieczeństwu żołnierzy – twierdzi w rozmowie z „Forsvarets Forum”.

Przy okazji wystawia norweskie wojsko na śmieszność, o czym przedstawiciel poborowych nie wspomniał.