Polacy niewpuszczeni do samolotu. Pracownicy uznali, że nie spełniają covidowych wytycznych

Samolot tanich linii lotniczych Ryanair / Fot. PAP
Samolot linii lotniczych Ryanair. / Fot. PAP
REKLAMA
Czworo polskich obywateli nie zostało wpuszczonych na pokład samolotu linii Ryanair lecącego z Lizbony do Edynburga. Pracownicy nie uznali ich dokumentów i twierdzili, że nie spełniają covidowych wytycznych. Historia odbiła się szerokim echem w brytyjskich mediach.

Polak wraz z żoną i dwójką dzieci (13 i 23 lata) wybrali się na krótki urlop do portugalskiej Lizbony. Na co dzień mieszkają w Szkocji. Mają obywatelstwo polskie, ale są także szkockimi rezydentami.

Gdy stawili się na lotnisku w Lizbonie, chcąc wrócić do Szkocji, natknęli się na pracowników Ryanaira, którzy postanowili nie wpuścić ich na pokład samolotu.

REKLAMA

Nie wpuścili dlatego, że – ich zdaniem – nie spełniali covidowych procedur. Po pierwsze służbiści uznali, że ze względu na dokumenty (paszporty polskie, rezydenci Szkocji) nie obejmują ich brytyjskie przepisy.

A skoro uznali, że brytyjskie przepisy nie obejmują, to kazali 13-letniej dziewczynie okazać wynik testu na koronawirusa. Polacy tłumaczyli, że takiego testu nie trzeba, bo Szkocja ich nie wymaga. Na co pracownicy Ryanaira wydrukowali przepisy z Anglii i przekonywali, że jednak test trzeba.

I za nic w świecie nie chcieli przyjąć, że Szkocja to inny kraj i ma oddzielne przepisy covidowe. Dla pasażerów lecących do Szkocji zastosowali przepisy obowiązujące w Anglii.

Moja starsza córka próbowała przedstawić informacje, z których jasno wynika, że dzieci poniżej 18. roku życia w Szkocji nie muszą robić testu przed przyjazdem, ale tylko test drugiego dnia, na który mieliśmy dowód rezerwacji – powiedział Polak, cytowany przez „EdinburghLive”.

Po otrzymaniu tych informacji członek personelu pokładowego wrócił z wydrukowanymi zasadami dla Anglii, które oczywiście różnią się od Szkocji, i próbował przekonywać, że Szkocja nie jest krajem i powinniśmy przestrzegać angielskich zasad – dodał.

Ostatecznie dla świętego spokoju rodzina postanowiła zrobić 13-latce test na lotnisku. Niestety, przez to spóźnili się na swój lot. W efekcie musieli kupić nowe bilety za 550 funtów (ok. 3 tys. zł) do Birmingham i stamtąd na własną rękę pojechać już do Edynburga (ok. 480 km).

Gdy o absurdalnej historii zaczęły rozpisywać się media, Ryanair przyznał, że zaszedł „błąd” i Polacy niesłusznie nie zostali wpuszczeni na pokład. Zapewnili też, że mogą liczyć na odpowiednią finansową rekompensatę.

Polak mówi jednak, że – przynajmniej dotychczas – z zapowiadanej rekompensaty nici.

Wysłałem im maila i odpowiedzieli mi, że muszę czekać kolejne 10 dni. Jestem bardzo ciekawy, jakie otrzymamy odszkodowanie – podsumował Polak.

REKLAMA