Chiny skupują żywność z całego świata. Szykują się do wojny?

Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay
Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay
REKLAMA
Chińczycy skupują żywność na całym świecie. Amerykańskie źródła podają, że Chińczycy zgromadzili ponad połowę światowych zbiorów najważniejszych zbóż oraz soi. Media w Ameryce, powołując się na Departament Rolnictwa USA, podały że w chińskich magazynach ma znajdować się 69 proc. rocznych zbiorów światowej kukurydzy, 60 proc. ryżu, 51 proc. pszenicy oraz ponad 30 proc. soi. Chińskie zapasy mają być większe niż łączne zapasy pozostałych krajów. Skąd taka zapobiegliwość Państwa Środka?

Na import żywności Chiny miały wydać 100 mld USD w skali roku. Według niektórych ekspertów te liczby mogą budzić kontrowersje i są uważane za znacznie przesadzone, natomiast faktem jest, że Chińczycy podali, że mają zapasy pszenicy pokrywające ich potrzeby na 1,5 roku.

Tak oświadczył szef Krajowej Administracji Rezerw Zbóż Qin Yuyun. Faktem jest również, że Chiny mają tak wysoki stan zapasów nie od roku, ale już od trzech lat, więc ostatni rok nie jest ewenementem. Jeśli jednak porównamy dane z ostatniej dekady, to wzrost importu żywności wyniósł 360 proc.! To tylko częściowo można wytłumaczyć wzrostem zamożności i wzrostem ludności oraz wzrostem konsumpcji z ww. powodów. To, co może budzić zaniepokojenie, to fakt, że w zeszłym roku władze wezwały Chińczyków, żeby robili zapasy żywności. W związku z tym, należałoby postawić pytanie:

REKLAMA

Czy Chiny przygotowują się na wojnę?

Oficjalnie twierdzi się, że powodem tego wezwania jest walka z koronawirusem i zamykanie całych dzielnic lub miast. Twierdzi się, że problem gromadzenia żywności jest również wynikiem słabszych zbiorów spowodowanych powodziami w Chinach i ogólnie słabych zbiorów w skali świata.

Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Chiny ze względu na swoją wielkość i liczebność populacji są największymi producentami na globie wielu produktów: pszenica, ryż, ziemniak, marchewka, kapusta, cebula, sałata, dynia, fasolka szparagowa, fasola, kalafior, brokuł, ogórek, pomidor, szpinak, papryka słodka i inne. Chiny są również największym producentem wielu owoców takich jak: jabłka, brzoskwinie, gruszki, śliwki, winogrona i arbuzy. Liderowanie jest efektem skali wielkości Chin, ale przy ich populacji wielkość zbiorów jest niewystarczająca. Grunty orne zajmują w Chinach zaledwie 10 proc. powierzchni państwa, podczas gdy np. w Polsce ponad 40 proc. Chiny mają 10 proc. ziem uprawnych świata, ale w tym państwie mieszka 18,2 proc. globalnej populacji.

Chiny skazane są na import produktów rolnych i żywności w ogóle, tym bardziej że chińskie rolnictwo ma wiele znaczących barier ograniczających wzrost produkcji. W Państwie Smoka istnieje 200 mln gospodarstw. One są bardzo rozdrobnione. Ogromna większość gospodarstw to gospodarstwa małe, mające od 3 do 1 ha. lub jeszcze mniejsze, często nawet poniżej tej wielkości. Nie sprzyja to poprawie wydajności. Bariery w postaci zanieczyszczenia gleby, depopulacji ludności wiejskiej imigrującej do miast i marnotrawstwa produktów rolnych na drodze od producenta do finalnego klienta z powodu złej organizacji transportu i przechowania powodują, że produkcja rolna od kilku lat jest niemal na tym samym poziomie, a liczba ludności rośnie. Chińczycy ponadto stają się coraz zamożniejsi, co oznacza, że coraz więcej jedzą, tym bardziej że kultura jedzenia jest bardzo ceniona w Chinach.

Chiny, w tym obecnie rządząca dynastia KPCh, mają bardzo gorzkie doświadczenie głodu. Wystarczy przypomnieć wielki głód spowodowany kolektywizacją i polityką gospodarczą znaną jako Wielki Skok na przełomie na początku 60. lat XX w. W jej wyniku z głodu zmarło kilkadziesiąt milionów ludzi. W Chinach bunty ludności z powodu głodu potrafiły obalić cesarskie dynastie. Dlatego już w starożytności za czasów dynastii Han powstała instytucja będąca poprzednikiem agencji rynku rolnego, która w każdej prowincji dysponowała siecią spichlerzy, z których mogła dostarczać ziarna w przypadku wystąpienia klęski głodu lub niedoboru żywności. Obecna polityka gromadzenia zapasów żywności ma tradycję pochodzącą z głębokiej przeszłości.

Należy jeszcze odpowiedzieć na pytanie, czy obecne gromadzenie zbóż jest spowodowane tylko obawą przed niedoborami, których źródłem są klęski żywiołowe lub marne zbiory. Moim zdaniem, nie. Chińscy stratedzy, jak należy sądzić, uwzględniają możliwą wojnę, w wyniku której dostawy żywności do tego kraju, podobnie jak dostawy ropy i gazu LPG zostaną odcięte. Warto przypomnieć, że ChRL nie wykluczyła zjednoczenia z Tajwanem, w inny sposób jak pokojowy, co oznacza wojnę. Niezależnie od tych dywagacji, wykupywanie światowej żywności od trzech lat musiało mieć wpływ na ceny. Według FAO (Food and Argiculture Organisation) wzrost cen na żywność w skali świata wzrósł aż o 30 proc., porównując ceny z listopada 2021 r. w stosunku do cen o rok wcześniej.

Chiny przegrywają w Kazachstanie

W Kazachstanie, jak wiadomo, doszło do gwałtownych protestów i krwawych zamieszek, w których według oficjalnych informacji zginęło 227 osób. O skali protestów obejmujących niemal cały kraj świadczy liczba 10 tys. aresztowanych. Protesty wybuchły 2 stycznia i trwały kilka dni, zanim zostały stłumione. Ich bezpośrednim powodem był ogromny wzrost cen gazu i LPG. Cena skroplonego gazu w ciągu roku wzrosła z 38 tenge na 120 tenge za litr. Bunt ludności przeciw władzy bardzo źle się kojarzy autokratycznym rządom, więc Chiny, które same stłumiły społeczne protesty w Hongkongu, jednoznacznie negatywnie oceniły społeczne protesty w Kazachstanie. Pekin udzielił poparcia autokratom z Kazachstanu. Jak wiadomo, protesty wynikły nie tylko z drastycznego wzrostu cen na gaz, ale z faktu ogromnych społecznych i materialnych różnic pomiędzy rządzącymi państwem klanami, które przejęły bogactwa kraju a resztą społeczeństwa.

Kazachski bunt jest też znakiem dla Chin, że właściwa jest droga, którą obrał w zeszłym roku prezydent Xi Jinping, ogłaszając program „wspólnego dobrobytu”. Ten program ma być zwrotem w kierunku egalitaryzmu, tak żeby z gospodarczych sukcesów Chin, budujących innowacyjne społeczeństwo korzystali wszyscy, a nie wybrani. W ten sposób prezydent Xi chce osłabić społeczne napięcie, które może doprowadzić to społecznych niepokojów, jeśli możliwości polepszenia standardów życia zostaną ograniczone tylko do elity. Interesująca jest ocena odnośnie inicjatorów tych wydarzeń.

Prezydent Tokajew oskarżył o ich wywołanie, zagranicznych terrorystów, natomiast pekiński Global Times sugerował, że za tymi protestami stoją USA i Zachód, które miały najbardziej na nich skorzystać. Nie wykluczone jednak, że faktycznymi inicjatorami protestów, mogły być klany z zachodniej części państwa niedostatecznie reprezentowane w strukturze władzy lub ktoś inny, ponieważ w tych protestach udział mieli brać wyszkoleni fundamentaliści islamscy. Chiny w tym konflikcie znalazły się w cieniu Rosji. Dotychczas uważano, że Rosja posiadała w Kazachstanie większe wpływy polityczne niż Chiny, natomiast Pekin miał mieć tam większe wpływy gospodarcze. Jak wiadomo, prezydent Tokajew poprosił Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym o przysłanie wojsk, mimo że Układ nie przewiduje pomocy w przypadku wewnętrznych zaburzeń. Moskwa zareagowała natychmiast i do Kazachstanu przylecieli rosyjscy spadochroniarze. To oznacza, że rosyjskie wpływy polityczne jeszcze bardziej wzrosną. Poprzednik Tokajewa, długoletni prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew (1991-20919) bardzo dbał o względną niezależność, zarówno od Rosji, jak i od Chin. Tokajew będzie słabszym partnerem dla prezydenta Rosji. To również narusza chińskie interesy.

Wydarzenia w Kazachstanie pokazały też nieadekwatność chińskiej strategii niemieszania się w wewnętrzne sprawy innego państwa. Rosja się wmieszała i znacznie wzmocniła swoją pozycję w tym kraju, kosztem m.in. Chin. W Pekinie szybko to zrozumiano, czego dowodem była rozmowa Xi z Tokajewem, który zadeklarował Kazachstanowi niezbędne wsparcie oraz pomoc w celu przezwyciężeniu trudności. Xi dodał, że Chiny są stałym przyjacielem oraz partnerem Kazachstanu, a Chińczycy zawsze będą stać po stronie Kazachów. Według mediów Chiny zaoferowały Kazachstanowi także pomoc militarną, ale Tokajew grzecznie odmówił. Kazachstan jest dla Chin kluczowym partnerem, nie tylko z powodu znaczącego importu gazu i ropy naftowej z tego kraju, ale jest strategicznym partnerem przede wszystkim ze względu na jego geopolitycznego położenie. Kazachstan jest bezwzględnie kluczowym państwem dla przeprowadzenia inicjatywy Pasa i Szlaku zwanego Nowym Jedwabnym Szlakiem, dlatego też wzmocnienie pozycji Rosji w tym kraju jest sprzeczne z interesami Chin.

Chiny i rosyjsko-ukraiński konflikt

Dla interesów Chin niekorzystna jest również polityka prezydenta Bidena w sprawie Ukrainy. Pekin nie jest zainteresowany wzmacnianiem się Rosji przez „połknięcie” jakiejś części tego kraju. Chiny tym bardziej nie będą w żaden sposób zadowolone, jeśli stosunki amerykańsko-rosyjskie się unormują na skutek uległości Bidena. Dla Chin najlepszą opcją jest konflikt Rosji i USA. Im większy, tym lepiej. W takiej sytuacji USA będzie musiało część swoich sił skoncentrować w Europie. Dogadanie się natomiast Moskwy i Waszyngtonu spowoduje, że USA zwolnią część swoich aktywów w Europie i przerzucą je do Azji Wschodniej lub w rejon Pacyfiku. W tej sytuacji zaspokojona w swoich żądaniach Rosja będzie bardziej odporna na sugestie i prośby Pekinu. W stolicy Chin zdają sobie sprawę, że Pekin nie jest wymarzonym sprzymierzeńcem Moskwy, że Rosja najchętniej znalazłaby się w sojuszu z Niemcami i z Francją, tworząc blok mający być trzecim biegunem w świecie, oprócz USA i Chin.

Chiny mają mieszany stosunek do Ukrainy. Rewolucja z 2014 r., obalenie rządów prezydenta Janukowicza i zwrot Kijowa w kierunku Zachodu zostały odebrane negatywnie w Pekinie, dlatego też Chiny nie protestowały przeciw zagarnięciu Krymu przez Rosję, wydając jedynie oświadczenie popierające zasadę integralności państw. W Pekinie uważają Ukrainę za sojusznika USA, toteż mimo wysiłków prezydenta Wołodymyra Zelenskiego, Chiny nie są specjalnie zainteresowane rozwojem stosunków pomiędzy oboma krajami. Nad Kijowem wisi sprawa firmy Motor Sicz produkującej silniki do śmigłowców, w której większościowy udział ma chińska firma Skyrizon, a której akcje zostały zablokowane przez ukraiński sąd pod zarzutem nielegalnej sprzedaży firmy przez ukraińskich managerów. Chińczycy uważają, że ta decyzja jest częścią amerykańskiego planu blokowania chińskich firm na całym świecie, ponieważ Skyrizon znalazła się na „czarnej liście” Departamentu Handlu USA ze względu na powiązania z chińską armią. Chińska firma uznała, że została nielegalnie pozbawiona prawa zarządzania firmą i zażądała pokrycia strat, które oszacowała na 3,5 mld USD.

Jak zachowają się Chiny w przypadku nowej agresji Rosji na Ukrainę? Prawdopodobnie tak samo jak poprzednio. Wydadzą ogólnikowe oświadczenie. Pekin w tej sprawie jest jedynie zainteresowany, żeby wojna nie zaczęła się przed i w czasie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, które będą trwały od 4 do 20 lutego 2022 r.

Wydaje się, że sytuacja, choć na razie patowa, może zmierzać w kierunku militarnej akcji. Podczas konferencji prasowej w dniu 19 stycznia br. Amerykański prezydent zasugerował, że mała wojna na Ukrainie nie musi spowodować jakichś sankcji nałożonych na Rosję. Biden dodał, że Putin wejdzie na Ukrainę, on musi to zrobić. Te słowa zaszokowały Ukraińców, ale nie zaszokowały tych ekspertów i analityków, którzy od dawna przewidywali taki rozwój wydarzeń, tj. próby dogadania się USA z Rosją w celu odciągnięcia tej ostatniej od Chin. Być może w ostatecznym rachunku Chinom przydadzą się te zapasy zbóż…

Wojciech Tomaszewski


REKLAMA