Janusz Korwin-Mikke.
Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP
REKLAMA

Jakieś 30 lat temu, na spotkaniu w Brzegu Dolnym, ktoś spytał: „Czy jak zrobimy prywatyzację, to czy nasza własność nie wpadnie w ręce Czerwonej Nomenklatury lub Obcego Kapitału?”. Nim zdążyłem otworzyć usta siedzący koło mnie kolega odpalił: „A jak Pan prowadzi swój samochód na giełdę – to sprawdza Pan, czy nie kupuje go ktoś z Czerwonej Nomenklatury lub Obcy Kapitalista – czy też sprzedaje go temu, który daje najwięcej?”. Bo ze swoim ludzie obchodzą się racjonalnie. Natomiast cudze można sprzedać za 10% wartości – byle temu, kto MI się spodoba!

Ludzie – trzeba tu dodać – nie widzą związku między sprzedażą mienia państwowego za 10% wartości – a tym, że otrzymują emerytury wynoszące 30% tego, które mogliby otrzymywać, gdyby z mieniem państwowym obchodzić się tak, jak z prywatnym.

REKLAMA

Dotyczy to również… kobiet-wyborców.

Przed dekadą tłumaczyłem, że dla kobiet-polityczek lepiej jest, gdy kobiety NIE mają czynnego prawa wyborczego – bo to mężczyźni głosują na rozsądne kobiety (jeśli taka rara avis się trafi). Natomiast kobiety głosują na mężczyzn – bo kobiety uważają mężczyzn za istoty wyższe (bo są wyżsi!), silniejsze (bo są!) i bardziej inteligentne (bo są!).

Świadczy to o mądrości kobiet. Stosując zasadę: „Głosuje zawsze na mężczyznę!” kobieta będzie miała statystycznie lepszy zarząd firmy czy „rząd” państwa.

Zakładamy tu, że na posła czy członka zarządu kandydują kobiety średnio mądrzejsze od innych. W takim zaś razie kobieta-wyborczyni nie jest kompetentna, by ocenić, czy kobieta wybierana jest mądrzejsza od konkurenta mężczyzna (co zresztą jest ogólną wadą d***kracji!). Zatem zasada: „Głosuj zawsze na mężczyznę!” jest z punktu widzenia Teorii Podejmowania Decyzji jak najbardziej racjonalne. Niestety: działa to również przy wyborze między mężczyznami.

Przede wszystkim: kobieta wybierając kochanka czy męża dba o to, by miał on cechy męskie: był silny, inteligentny, odważny… Niestety: nie widzi związku między takim wyborem posła, a dobrobytem kraju… Dlatego, skoro nie jest w stanie ocenić jakości argumentów kandydata, to jako posła skłonna jest wybrać tego przystojnego…

Niestety: kapitan Franciszek Schettino był bardzo przystojny – co w niczym nie pomogło pasażerom „Costa Concordia” przepływającego koło wyspy Giglio…

Ponieważ mężczyźni (pomijając ten 1% homosiów) nie oceniają innych mężczyzn wedle tego, czy są oni przystojni – kobiety powinny ten wybór zostawić mężczyznom.

Co ciekawe: i tu bardzo ważną rolę odgrywa uświadomienie sobie związku przyczynowego wyboru – z jego skutkami. Gdy statek płynie po pełnym morzu, żadnych raf na horyzoncie, pogoda piękna, poszycie całe, ładownie pełne, kasa okrętowa też – a kapitan nagle zemrze na serce – to pasażerki skłonne są wybrać na dowódcę najprzystojniejszego oficera, a nawet feministkę (ale nie kobietę wyglądającą kobieco!). Gdy jednak statek trafi między rafy i zrywa się burza – kobiety natychmiast chowają się za plecy mężczyzn, stanowczo domagając się, by ci „zrobili coś”.

Obecny wygląd Senatu i Sejmu świadczy po prostu o tym, że mamy nadwyżki żywności, nadwyżki wszelkich towarów, żadna wojna nam tak naprawdę nie grozi – od trzech pokoleń zresztą nie było wojny i ludzie nawet nie bardzo sobie wyobrażają, co wojna oznacza.

Nie znam badań, które by wskazywały, że kobiety po menopauzie stają się lepszymi wyborczyniami (czyli mniej zwracają uwagi na to, czy kandydat jest przystojny). Jednak sadzić należy, że sex-appeal odgrywa wtedy przy wyborze nieco mniejszą rolę. Czy jednak kobiety w tym wieku wnikliwiej potrafią oceniać inne cechy kandydatów?

Tak czy owak: przy wyborach politycznych celem jest, by kierownictwo było na jak najwyższym poziomie. Jednak w d***kracji całkiem realne staje się zupełnie inne kryterium doboru: czy wybraniec będzie dbał o moje cząstkowe interesy?

Innymi słowy: wyborcę w krajach daleko posuniętej d***kracji interesuje, by na śniadanie steward przynosił to, co ja lubię (a nie to, co lubią inni pasażerowie); kwalifikacje w prowadzeniu statkiem stają się znacznie mniej ważne!

Dotyczy to zresztą również wyborców płci męskiej – ale w znacznie mniejszym stopniu. Mężczyźni łatwiej widzą kapitana jako tego, kto prowadzi statek – a nie jako naczelnego dowódcę stewardów! Kobiety są bardziej „praktyczne”.

Mówiąc szczerze: w dzisiejszych czasach, gdy wszystkie państwa naszej cywilizacji postępują w gruncie rzeczy tak samo, a żadnych poważnych zagrożeń zewnętrznych nie widać – osoby rozumujące „praktycznie” dostają lepsze śniadania. Innych różnic nie widać.

Powstaje tu zresztą inne pytanie. Skoro senator czy poseł w gruncie rzeczy i tak niewiele zmieni – to czy warto na parlamentarzystów wybierać zdolnych facetów? Może lepiej niech zajmują się nauką albo produkcją – a posłem niech zostaje niepotrzebna do niczego fajtłapa… lub kobieta? (Tak sytuacja miała np. miejsce za „komuny”, gdy na ławników, którzy niewiele mogli, wybierały zakłady pracy – i wypychały na te funkcje najmniej potrzebnych pracowników!)

Dokładnie odwrotnie jest w sytuacji zagrożenia. Jakość posiłków spada na trzeci plan – najważniejsze stają się fachowe umiejętności kapitana. I kobiety w takim przypadku bardzo chętnie wyłączają się z procesu podejmowania decyzji.

Wiąże się to z inną ważna cechą kobiet – czy może raczej: z cechą mężczyzn. Mają oni tendencję do brania sprawy w swoje ręce – nawet, jeśli nie mają ku temu dostatecznych kwalifikacji. Jeśli na pokładzie samolotu zatrują się śmiertelnie obydwaj piloci – to można się założyć, że co najmniej dziesięciu mężczyzn zaczyna się zastanawiać, czy mogliby oni sami pilotować samolot – i gotowi są o to rywalizować z innymi pasażerami. Natomiast na pewno taka myśl nie przyjdzie do głowy kobiecie!

Ta cecha czyni z mężczyzn urodzonych przywódców, którzy nabierają doświadczenia w trakcie sprawowania przywództwa. Oczywiście nie ma to znaczenia przy wyborze substytutu pilota, gdzie potrzebna jest umiejętność jednorazowa – ma jednak znaczenie przy wyborach w polityce czy w firmie. I to jest powód, dla którego kobiety wybierają zazwyczaj mężczyzn…

…o ile nie ulegną propagandzie feministek.

Janusz Korwin-Mikke


REKLAMA