
Wymieszanie się wsi z miastem przynosi sporo pretensji przybyłych na wieś mieszczuchów. A to kogut pieje za wcześnie i za głośno, a to kaczki kwaczą, gęsi gęgają, a i zapachy z pola nie zawsze są odpowiednie dla takich nosów. Czasami przeszkadzają nawet dzwony wiejskich kościółków.
Francja była świadkiem wielu tego typu procesów. Kończyły się ze zmiennym szczęściem dla obydwu stron. Padła nawet propozycja ustawy o „ochronie tradycyjnych przymiotów wsi”, która miała pretensje „miastowych” oddalić raz na zawsze.
Sędziowie orzekają w takich sprawach różnie. Zresztą czasami i „miastowi” mają rację, kiedy np. rolnik sprzedaje im działkę pod budowę, a później leje obok ich nowego domu gnojowicę.
Czasami winne są i przepisy unijne. Dziesięć lat temu rolnik Vincent Verschuere postanowił dostosować się do unijnych norm i wybudował nową oborę według „standardów europejskich”. Umieścił tam swoje stado krów, no i okazało się, że nowy budynek gospodarczy przeszkadza sąsiadom.
Może nie tyle budynek, co ryczące z nim krowy. Sprawa trafiła do sądu. Sędzie uznał, że obora leży mniej niż 200 metrów od najbliższych domów i uznał winę rolnika. Jego gospodarstwo rzeczywiście znajduje się w środku wioski Saint-Aubin-en-Bray we francuskiej Pikardii.
Niegdyś taka lokalizacja była prestiżowa, ale dziś naraziła farmera na spory problem. Sąd skazał go na zapłacenie 100 000 euro odszkodowania mieszkańcom, którym nie podoba się lecący z obory zapach i hałas ryczących krów.
Źródło: Valeurs