
Taką tezę stawia autor „Historii komunizmu na świecie” i „Systemu Putina” Thierry Wolton. Wolton to dziennikarz, eseista, także wykładowca uniwersytecki i autor ponad dwudziestu książek poświęconych historii krajów komunistycznych, stosunkom międzynarodowym i polityce francuskiej.
Wolton twierdzi, że kraje zachodnie od dawna dysponowały wszystkimi informacjami niezbędnymi do tego, aby nie mieć złudzeń co do Putina i jego reżimu.
Jednak dopiero teraz Biden mówi o rosyjskim prezydencie, że to „zbrodniarz wojenny”, a Rosję zepchnięto do statusu tak niesympatycznych krajów jak Korea Północna, Iran, Syria czy Afganistan Talibów.
Walton twierdzi, że argument o Rosji „otaczanej przez NATO” i zagrożonej „rozszerzaniem Unii Europejskiej”, był na początku agresji na tyle mocny, że odpowiedzialność za rozpętanie konfliktu masochistycznie brały na siebie same kraje Zachodu, które biły się w piersi, że „pozostawały głuche na wymagania bezpieczeństwa Moskwy”.
Eseista nie ma jednak wątpliwości, że jeśli istnieje odpowiedzialność Zachodu, to raczej po stronie jego naiwności, a przede wszystkim ślepoty niektórych przywódców politycznych. Dzisiaj odkrywają to, co od dawna było wiadomo każdemu, kto obserwował ewolucję Rosji od początku tego stulecia.
Autor wyjaśnia, że państwa zachodnie nie doceniły konsekwencji upadku Związku Sowieckiego dla Rosji, rodzących się mafii związanych ze strukturami siłowymi odziedziczonymi po systemie sowieckim. „Organy”, czyli członkowie KGB i GRU, komunistyczni aparatczycy i przedstawiciele kompleksu wojskowo-przemysłowego nie odeszli w niebyt.
Grupa ta przejęła bogactwo kraju, a niektórzy z nich stali się bogatymi oligarchami plądrującymi Rosję. Putin, który doszedł do władzy w 2000 roku, był wówczas marionetką w ich rękach, służąc ich interesom. Jednak jego powiązania z KGB powinny bardziej zaalarmować inne kraje.
Charakter władzy, którą zamierzał narzucić, był od początku przewidywalny – twierdzi Walton. Zachód przymykał oczy na zbrodnicze metody, które były widoczne w rozgrywkach i prowokacjach tajnych służb (Biesłan, wysadzanie domów, Czeczenia).
Watlon uważa, że Putin i jego otoczenie były od początku ogarnięci duchem zemsty na Zachodzie za spowodowanie upadku komunizmu. Pozwalano przez lata dusić w Rosji wszystkie namiastki demokracji, przeszłość Putina nie była brana pod uwagę.
Był przez długi czas traktowana z życzliwością przez niektórych zachodnich przywódców. Doceniono zaprowadzenie „porządku”, częściowe uzdrowienie gospodarki, solidarność, jaką okazał w obliczu terroryzmu po 11 września, nawet chwalono tu i ówdzie zduszenie domniemanego islamizmu w Czeczenii. W Syrii także był postrzegany jako sojusznik w walce z „islamizmem”.
Po chaosie lat Jelcyna, „porządek” Putina znalazł także poparcie części rosyjskiej ludności. Przyszły jednak morderstwa dziennikarzy, trucie przeciwników politycznych, wreszcie wyroki więzienia dla opozycjonistów, podrasowywane wybory, cyberataki na Zachód, kampanie dezinformacyjne.
Rosja zaczęła też przywracać „równowagę geostrategiczną”. Tak pojawiłą się agresja w Gruzji, podbój Krymu, rozbiór Donbasu, ingerencja w sprawy innych krajów dawnego Związku Sowieckiego. Kreml otrzymywał „nagany”, ale szybko przymykano na nie oczy.
Teoretycznie odsunięty na margines w 2014 roku Putin, był nadal „szanowanym rozmówcą” partnerów zachodnich. Walton przypomina tu „zwłaszcza Francję”, gdzie Putina podejmowano w wielką pompą w Wersalu w 2017 roku i w rezydencji prezydenta Macrona w Brégançon w 2019 roku.
Ten swoisty „immunitet” doprowadził Putina do wniosku, że „demokracje są bezsilne i słabe”, że ich „największym atutem jest egoizm narodów”. Walton retorycznie pyta ile to głosów na kilka tygodni przed inwazją na Ukrainę podniosło się w sprawie zlikwidowania stowarzyszenia Memoriał?
Dalej stawia tezę, że współczesny Putin jest taki sam jak ten z czasów służby w KGB. Jednak wzmocniony pewnością siebie i arogancją, zaczerpniętych z dyktatorskich korzeni swojego reżimu, inspirowanego komunizmem. Cenę za to płacą obecnie Ukraińcy, ale „ich heroiczny opór daje nadzieję, że na tym skończą się ambicje Putina”… – podsumowuje autor.
Źródło: Le Figaro