Pandemia mija, poznajemy prawdę. Dane dotyczące zgonów „mogły być mocno błędne”

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay (kolaż)
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay (kolaż)
REKLAMA
Dane dotyczące statystyk śmierci z powodu Covida w Wielkiej Brytanii „mogły być mocno błędne” – taka ocena wynika z badania metod statystycznych używanych przez brytyjskie organy ds. zdrowia.

Raport powstały na Oxford, zarzuca, że wprowadzono 14 „niespójnych sposobów definiowania ofiar śmiertelnych”, które mogły wprowadzać w błąd opinię publiczną i przyczyniać się do wzrostu paniki.

Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy umierali na początku pandemii i nie byli nigdy przetestowani w aspekcie obecności w ich organizmie koronawirusa. Profesor Carl Heneghan z Centrum Medycyny Uniwersytetu Oksfordzkiego przyznał, że „wciąż nie mamy pojęcia, ile osób zmarło z powodu Covida, a ilu z przypisania im tej choroby”.

REKLAMA

Padają tu konkretne przykłady. Przyczyny zgonu wypisywano np. na podstawie opinii domu opieki, gdzie umierał jakiś senior. Nie informowano o innych schorzeniach, na które mogła taka osoba cierpieć.

Na początku pandemii, Public Health England połączyło dane o pozytywnych przypadkach koronawirusa z centralnym rejestrem pacjentów, którzy zmarli. Takie posunięcie oznaczało, że osoba zakażona, u której wynik testu był pozytywny, byłaby liczony jako zmarła na Covid, nawet jeśli wpadłaby później np. pod… autobus.

Ma to swoje skutki społeczne, bo „jeśli liczba ofiar śmiertelnych była błędna, doprowadza to do braku zaufania” – mówił Heneghan i dodawał, że „jeśli nie uporamy się z tymi problemami, istnieje ryzyko powrotu wezwań do dalszych blokad i ograniczeń”.

Prof. Heneghan mówi o wywołaniu „eksplozji strachu” i braku rzetelnej weryfikacji danych. „Ludzie stali się bezkrytyczni”, ale za tą paniką stała często polityka – dodaje.

Źródło: The Sun

REKLAMA