Zdjęcie ilustracyjne/Uchodźcy z Ukrainy przekraczają granicę z Polską. Foto: Straż Graniczna
REKLAMA

Wojna może spowodować powstanie nowego, skonsolidowanego i europejskiego państwa Ukraina. Co oznaczać może dla Polaków? Odpowiada na to pytanie jeden z przedstawicieli polskiej endecji dr Krzysztof Tenerowicz.

Zdania są podzielone

„Czym jest ta wojna dla nas? Testem człowieczeństwa, ale też dowodem, że po 1989 roku mimo wielu błędów nie zmarnowaliśmy danego czasu. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy go lepiej, ale patrząc na polskie PKB i porównując go np. do Rosji czy Ukrainy nie jest tak źle. Jest też polityczną szansą. Głównie na naprawienie mocno skomplikowanych relacji z Ukraińcami. To w zasadzie dzieje się na naszych oczach” – napisał dr Tenerowicz w mediach społecznościowych.

REKLAMA

Jednak opinie w obozie obecnego ruchu narodowego są podzielone. Dał im wyraz w sposób skrajny jeden z byłych aktywistów Młodzieży Wszechpolskiej i ówczesny samorządowiec z ramienia Ligi Polskiech Rodzin Bogusław Tofilski.

„Wszystkich moich znajomych informuję, oznaczenie się w jaki kolwiek sposób żółto-niebieskimi barwami będzie kiedyś rozliczone. P.S. dziękuję tym którzy już ujawnili swoje pochodzenie!” – wypalił w dość prymitywnym stylu Tofilski na swoim profilu społecznościowym, a wpis polubił m.in. były poseł LPR Daniel Pawłowiec czy były prezes Młodzieży Wszechpolskiej Dariusz Wasilewski.

Jak wspomniani narodowcy chcą rozliczać osoby, które w geście solidarności z ofiarami wojny użyli w jakikolwiek sposób żółto-niebieskiej kolorystyki, jak chociażby Robert Lewandowski w ostatnim meczu reprezentacji Polski? Tego nikt z nich nie napisał.

Diabeł zawsze tkwi w szczegółach

Rząd Prawa i Sprawiedliwości zdał egzamin, jeśli chodzi o kierunki. Gorzej mu szło i idzie z wykonaniem tych założeń. Zdecydowaliśmy się pomagać uchodźcom z Ukrainy i samej Ukrainie. Dzięki temu nie tylko możemy spojrzeć sobie w lustro, ale też budować nowy układ sił w Europie i dążyć do oczekiwanego pojednania pomiędzy naszymi narodami. To, co robi władza, samorządy i miliony zwykłych Polaków, całkowicie wpisuje się w katechizmowe czyny miłosierdzia względem ciała: „Głodnych nakarmić. Spragnionych napoić. Nagich przyodziać. Podróżnych w dom przyjąć. Więźniów pocieszać. Chorych nawiedzać. Umarłych pogrzebać”.

Niestety, w prześciganiu się na pomysły proukraińskie niektórzy oficjele stracili umiar i wyszli daleko poza wymiar miłosierdzia, wkraczając raczej w wymiar głupoty.

Rzecznik Finansowy chce rozdawać Ukraińcom kredyty…

Ukraińcy w Polsce w łatwy sposób otrzymują numery PESEL i mogą bez problemów otwierać konta w bankach. Dotąd wszystkich obejmowały podobne procedury kredytowe, jednak Rzecznik Finansowy zaproponował coś, co prawdopodobnie wprawiło w zakłopotanie nawet proukraiński rząd w Warszawie. W imieniu Rzecznika Finansowego jego zastępca Ziemowit Bagłajewski rozesłał pismo intencyjne do kluczowych polskich instytucji finansowych wraz ze stanowiskiem samego Rzecznika Finansowego Bohdana Pretkiela.

W skrócie, poza empatią dla ofiar wojny Rzecznik Finansowy oczekuje, że uchodźcy dostaną dostęp do tańszych niż obecnie kredytów, bez miarodajnej oceny zdolności kredytowej, bez adresu do windykacji, z umową w języku ukraińskim.

A co dla Polaków?

W tym samym czasie przez Sejm przechodzi rządowy projekt zmian antylichwiarskich, czyli po pierwszym czytaniu, na etapie prac w komisjach, procedowana jest dalej słynna ustawa antylichwiarska. Idea znowu słuszna (podobnie jak słuszną ideą jest pomaganie uchodźcom z Ukrainy), ale wykonanie partackie.

Na projekcie forsowanym z uporem maniaka przez Ministerstwo Sprawiedliwości nie zostawiały suchej nitki nawet instytucje państwowe. Nie wspominając o opozycji czy organizacjach branżowych. Założenia projektu miały być proste: stop dla lichwy, czyli ustawa antylichwiarska miała zapobiec pożyczaniu pieniędzy przez banki na bardzo wysoki procent. Miał to być cios także dla instytucji parabankowych i tzw. chwilówek.

Okazuje się, że nie tylko krótkoterminowe pożyczki, ale także kredyty długoterminowe byłyby utrudnione do uzyskania dla większości Polaków. Tak przynajmniej przekonują eksperci (np. Paweł Grabowski z Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych). Poza tym, projekt bazuje na danych finansowych sprzed pięciu lat, nie zważając, że świat popandemiczny i niedługo zapewne powojenny będzie całkowicie inną rzeczywistością.

Dlatego chociażby warto byłoby poczekać na przygotowywane właśnie unijne regulacje dotyczące tzw. lichwy. Ograniczenie możliwości pożyczania pieniędzy przez Polaków i jednoczesne pożyczanie ich Ukraińcom bez żadnej gwarancji to nie akty miłosierdzia chrześcijańskiego, tylko infantylizmu politycznego.

Jakub Zgierski

REKLAMA