Naukowcy przestali być autorytetami i zeszli na poziom lewackiego szaleństwa

Sala wykładowa w 1968 roku na Sorbonie Fot. Wikipedia
REKLAMA

800 naukowców francuskich uniwersytetów wezwało do głosowania na… Jean-Luca Mélenchona, skrajnego lewicowca, zwolennika likwidacji NATO, stworzenia nowego społeczeństwa francuskiego na zasadzie wymieszania ras, odrzucenia tradycji.

Czy szkolnictwo wyższe jest obecnie bardziej lewicowe, niż kiedykolwiek wcześniej? – pyta w związku z tym tygodnik „Valeurs”. Nie są to osoby anonimowe.

Wśród sygnatariuszy poparcia są m.in. socjolog Bernard Friot, politolog Remi Lefebvre czy filozof Sandra Laugier.

REKLAMA

Symboliczny jest tytuł tego listu wsparcia: „Możliwa jest kolejna druga tura, także inny świat”, co trudno nie skojarzyć z utworem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego właśnie o tytule „Inny świat”. Melenchon jest kandydatem, który tradycje Lenina w tym względzie gotowy byłby kontynuować.

Apel „800 naukowców wzywa do głosowania na Mélenchona” opublikował „l’Obs’ 2 kwietnia. Wzywają do głosowania na kandydata „Zbuntowanej Francji” w wyborach prezydenckich w 2022 r., bo nie chcą „skonfiskowania wyborów prezydenckich jedynie na takie tematy jak tożsamość, bezpieczeństwo i imigracja”.

Będą głosować Jeana-Luca Mélenchona, „jedynego dziś kandydata zdolnego do usłyszenia głosów lewicy w drugiej turze i tym samym wygrania wyborów prezydenckich”. Są rozczarowani 5-letnią kadencją Macrona, którego polityka „służy bogatym i potężnym”. Krytykują dotychczasowe reformy nauczania i chcą gwarancji wolności akademickiej.

Naukowcy są takimi samymi obywatelami jak inni. Mają prawo do swoich wyborów politycznych. Jednak ta „nadreprezentacja” świata akademickiego w popieraniu lewicowego absurdu, jakim są propozycje Melenchona, pokazuje, że ludzie, których kojarzono z pewnym dystansem, namysłem, logiką, alitami, rozsądkiem i wiedzą, dzisiaj stali się po prostu aktywistami ideologii. Z takim zapleczem intelektualnym, żaden kraj daleko nie zajedzie.

Dodajmy jeszcze, że Melenchona poparło także „50 artystów”. Ważąc liczby popierających, u komediantów rozsądku jest więcej.

REKLAMA