Pieniądze to temat wstydliwy. Z 12 kandydatów w wyborach prezydenta Francji swoje wydtaki upublicznił… jeden

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
REKLAMA

Na trzy dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich tylko jeden z 12 kandydatów zgodził się opublikować swoje wydatki wyborcze w internecie w odpowiedzi na wspólny apel stowarzyszeń Anticor i Transparency International France.

Przejrzystość wydatków na kampanię, którą znaczną część zwraca państwo, a więc Francuz ze swoich podatków, stała się jednym z postulatów.

Trzy miesiące temu pozarządowe organizacje Transparency i Anticor opublikowały w tej sprawie apel na łamach „Le Monde”, by kandydaci publikowali swoje wydatki na kampanię w czasie rzeczywistym w internecie.

REKLAMA

Była tam mowa o „kontroli obywatelskiej”. Jak się okazało, jedynie kandydat Zielonych (EELV) Yannick Jadot zdecydował się na taki apel odpowiedzieć pozytywnie. Szans i tak nie ma… W dodatku pieniędzmi raczej nie szasta , bo nawet własna partia niezbyt hojnie go w kampanii wspierała.

Pomysł miał zasypać nieufność społeczną wobec polityki, która ma być „podsycana przez nieprzejrzystość panującą w kwestiach finansowania politycznego oraz różne skandale”. Raczej się nie udało…

Tylko ów Yannick Jadot dotrzymuje swoich zobowiązań i regularnie publikuje stan wydatków i przychodów swojej kampanii na stronie internetowej „transparent.jadot2022.fr.” Okazuje się przy tym, że nawet kampania w „II lidze” to całkiem spore pieniądze.

Dowiadujemy się na przykład, że organizacja spotkania w Lyonie 29 stycznia kosztowała kandydata 120 000 euro, a na zamówienie różnych sondaży w marcu wydał ponad ponad 50 tys. euro.

Lewak Jean-Luca Mélenchon (Zbuntowana Francja) zgodził się ujawnić stowarzyszeniom jedynie „pewne elementy związane z finansowaniem jego kampanii prezydenckiej”. Wziął np. pożyczkę bankową (Le Pen takowych we Francji nie dostaje) w wysokości 6,4 mln euro w Crédit Coopératif.

7 kandydatów w ogóle nie odpowiedziało na apel stowarzyszeń. Jedynie socjalistka Anne Hidalgo, trockistka Nathalie Arthaud i anarchista Philippe Poutou odpowiedzieli, ale danych i tak nie podali.

„Reakcja kandydatów jest rozczarowująca” – podsumowało Transparency. Tym bardziej, że kampanie wyborcze w poprzednich latach były obarczone różnymi aferami (np. Bygmalion). Nicolas Sarkozy został nawet skazany na rok więzienia za nielegalne finansowanie kampanii wyborczej w 2012 roku.

We Francji istnieje system kontroli wydatków na kampanię wyborczą w postaci CNCCFP, ale ten przeprowadza swoje kontrole dopiero po złożeniu rozliczeń z kampanii kandydatów. Wygranego wówczas trudno się już czepiać, a sama rzecz wyborców raczej już nie obchodzi.

Źródło: Capital

REKLAMA