
W Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej zmieniono zarząd i ograniczono wynagrodzenia kontrolerów, co doprowadziło do protestu. Wiceminister w pisowskim rządzie, Marcin Horała, nie wyklucza interwencji wojska.
Wiceminister infrastruktury Marcin Horała zapowiada „bardzo duże” utrudniania w lotach pasażerskich. To efekt protestu kontrolerów ruchu lotniczego zatrudnionych w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.
– Kontrolerzy muszą zrozumieć, że PAŻP utrzymuje się wyłącznie z opłat linii lotniczych, przez pandemie są one mniejsze. Agencja ma mniej pieniędzy, więc i pensje pewnie będą niższe, chociaż to i tak są bardzo wysokie pensje w porównaniu ze średnią krajową – powiedział Marcin Horała, wiceminister infrastruktury, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego.
– Jeśli ruch lotniczy spada o 80 proc., to wpływy finansowe PAŻP spadają o 80 proc. Do pewnego czasu była poduszka finansowa, która pomagała na płacenie wysokich pensji, ale on się skończyła – dodał.
Kontrolerzy lotów w Warszawie to wysoko wykwalifikowani specjaliści. Ich zarobki dotychczas oscylowały w okolicach 45 tys. złotych brutto. Po zmianach zostaną drastycznie obniżone do 30-32 tysiące zł brutto.
Minister stwierdza, że rząd ma już przygotowane rozwiązania awaryjne. Wśród nich znalazła się interwencja wojska.
– Jest kilka możliwości. Jest możliwość wprowadzenia wojskowej kontroli lotów, można też rozważać zatrudnianie kontrolerów bez znajomości języka polskiego, gdyż nie jest on używany w pracy, ale są obecnie takie wymogi. Wtedy moglibyśmy zatrudnić kontrolerów z innych krajów UE. Są to oczywiście rozwiązania niedobre i należy je traktować jako opcje ostatniej szansy – powiedział Marcin Horała.
– Nie ma groźby zamknięcia nieba nad Polską, ale mogą być bardzo duże ograniczenia. Jesteśmy gotowi na to, aby ruch utrzymać na poziomie podstawowym. Statystycznie częściej będzie tak, że pasażerowie będą musieli czekać dłużej na wylot – dodał.
Źródło: Radio Zet