Małgorzata Gersdorf/Fot. PAP/Jakub Kamiński
Małgorzata Gersdorf/Fot. PAP/Jakub Kamiński
REKLAMA
Prof. Małgorzata Gersdorf ponownie zabrała głos ws. wypadku, w którym zginął motocyklista. Była prezes I Sądu Najwyższego uważa, że jest szykanowana, a na domiar złego musi poruszać się taksówką, bo jej samochód czeka na oględziny.

W czwartek pod Zambrowem na trasie S8 doszło do śmiertelnego wypadku z udziałem 26-letniego motocyklisty. Wiadomo, że stracił on panowanie nad dwuśladem i z impetem uderzył w bariery. Zginął na miejscu.

Portal tvp.info udostępnił nagranie z kamery pojazdu, który wjeżdżał na obwodnicę i zarejestrował fragment tego tragicznego zdarzenia.

REKLAMA

Nie widać, dlaczego motocyklista traci panowanie nad pojazdem i z niego spada. Można natomiast odnieść wrażenie, że samochód, którym jechali Gerdsorf i Bohdan Zdziennicki (były prezes Trybunału Konstytucyjnego), na chwilę mocno przyhamował po czym odjechał.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Pierwsze wypowiedzi Gersdorf i Zdziennickiego

Najpierw Onet, powołując się na słowa samego Zdziennickiego, podał, że motocyklista zginął po uderzeniu w bariery dźwiękochłonne po tym, jak potrąciło go auto, którym jechało znane w całej Polsce małżeństwo.

– Potwierdzam, że braliśmy udział w takim zdarzeniu – cytował Zdziennickiego Onet.

Krótko później wersji tej zaprzeczyła Gersdorf, która w rozmowie z RMF FM podkreśliła, że ich samochód nie ma żadnych śladów kolizji, oni nie mieli pojęcia, że doszło do wypadku, a o tragicznych jego skutkach dowiedzieli się po kilku godzinach.

Zdziennicki po kilkunastu godzinach jeszcze raz publicznie zabrał głos. Jak przekonuje, przez Onet został źle zrozumiany.

– Nie potwierdziłem wypadku, to chyba jakaś interpretacja. Powiedziałem, że nie będę komentował tej sprawy, skoro jestem w prokuraturze. Nie uczestniczyłem w tym wypadku i nie miałem świadomości, że do niego doszło – powiedział za drugim razem Zdziennicki (tym razem dla gazeta.pl).

Gersdorf czuje się szykanowana

Dwa dni po zdarzeniu prof. Gersdorf postanowiła wypowiedzieć się o całej sytuacji dla „Faktów” TVN.

Nie zatrzymaliśmy się, jechaliśmy jednym tempem – zapewnia Gersdorf. Raz jeszcze powtarza, że o wypadku nie mieli pojęcia, widzieli tylko przelatujący kawałek blachy.

Oczywiście, że nie widzieliśmy motocyklisty, przecież nie mamy w zwyczaju kłamać – argumentuje.

Jesteśmy szykanowani. Mamy zabrany samochód. Koleżanka, która z nami jechała, miała cztery godziny zabraną komórkę. Byliśmy osiem godzin wczoraj w prokuraturze w Suwałkach. Taksówką jadąc, bo nie mamy samochodu – narzeka Gersdorf w sytuacji, gdy zginął 26-latek i trzeba zbadać wszystkie okoliczności.

Prokuratura Okręgowa w Suwałkach, która prowadzi śledztwo, odmawia udzielania jakichkolwiek wypowiedzi w temacie. Służby badają, czy zachowanie na drodze samochodu, które prowadził Zdziennicki, miało wpływ na upadek motocyklisty oraz dlaczego znane małżeństwo nie zatrzymało się, by pomóc.

REKLAMA