We Francji przeciw Le Pen opowiadają się protestanci, a nawet feministki

Alice Coffin Fot. screen VA
REKLAMA

Federacja Protestantów w Wielkanoc wezwała, by nie głosować na Marine Le Pen

W komunikacie prasowym wydanym w niedzielę 17 kwietnia Federacja Protestantów we Francji (FPF) stwierdza, że wybór Marine Le Pen „utrudniałby” realizację ich wartości. W komunikacie nie ma wezwania do głosowania na rzecz Emmanuela Macrona, ani wyraźnego zakazu głosowania na Marine Le Pen, ale sugestia FPF jest tu wyraźna.

REKLAMA

FPF przytacza tu konkretnie zasady „wolności religijnej”, działania na rzecz przyjmowania migrantów i szerzej „projekt promowania braterstwa i walki z nierównościami w społeczeństwie”. Partia Zjednoczenie Narodowe ma być takim zasadom przeciwna. W pierwszej turze wyborów francuscy protestanci zmobilizowali się i 83% z nich głosowało (przy średniej 74%). Już wtedy najczęściej wybierali Emmanuela Macrona (36%) i znacznie rzadziej (17%) Marine Le Pen.

Żydzi i muzułmanie podobnie

Także główne organizacje muzułmańskie i żydowskie dały do zrozumienia, że popierają reelekcję Emmanuela Macrona. Muzułmanie w olbrzymiej przewadze wybierali w I turze Melenchona (67%), ale w Izraelu mieszkający tam Francuzi wybrali… Erica Zemmouira.

Poparcie muzułmanów dla kandydata skrajnej lewicy specjalnie nie dziwi. Jeszcze w 2011 roku lewicowy think tank Terra Nova opisał „Francję jutra” stojącą wobec prawicy – „strażnika tradycyjnej Francji”. Wskazano tam na ekspansję demograficzną i zmiany tożsamości społecznej kraju. Nowy elektorat składający się z naturalizowanych Francuzów to 80% muzułmanie, raczej skłonni do głosowania na lewicę.

Melenchon był sygnatariuszem apelu „Stop islamofobii” i jest zwolennikiem teorii „kreolizacji” Francji, czyli stworzenia nowego społeczeństwa w oparciu o wymieszania ras i odejścia od tradycyjnej i historycznej wizji kraju. Ten elektorat raczej Le Pen, która broni tożsamości Francji, nie poprze.

Ciekawostką jest, że muzułmanów i żydów jednoczy też przeciw Le Pen kwestia uboju rytualnego, którego kandydatka RN chciałaby zakazać. Głosy Francuzów wyznania mojżeszowego podzieliły się w dużej mierze na Macrona (zwolennicy lewicy) i Erica Zemmoura (zwolennicy prawicy). Ci ostatni mogą jednak mieć opory wobec przerzucenia ich na Marine Le Pen.

Le Pen opowiada się za ogłuszaniem zwierząt przed ubojem i motywuje to dobrostanem zwierząt. Ekologów, ani wegan nie kupi, a podpada konsumentom mięsa koszernego i halal. Tu trzeba dodać, że Francja ma u siebie największą populację zarówno muzułmanów, jak i żydów w Europie.

Katolicy podzieleni

Kościół katolicki nie przekazał żadnych instrukcji głosowania, przywołując „sumienie i wolność każdego wyborcy”. O ile jednak trudno wyobrazić sobie hierarchę, który poparłby oficjalnie Marine Le Pen, to odwrotna historia już się wydarzyła. Arcybiskup Strasburga ks. Luc Ravel ogłosił w Wielki Piątek, że zagłosuje na Emmanuela Macrona. Na antenie France Info duchowny był pierwszym biskupem, który publicznie „oddał” już swój głos.

Biskup Ravel uzasadnił swój wybór tym, że Macron „jest bardziej zdolny do jednoczenia niż Marine Le Pen”. To zdaje się argument ważniejszy, niż popieranie przez Macrona zabijania dzieci nienarodzonych, czy eutanazji. Najwyraźniej we francuskim Kościele katolickim „postęp” poczynił spore spustoszenia. Jednak sami katolicy są przed wyborami mocno podzieleni.

Według badania Ifop w pierwszej turze Emmanuel Macron zdobył 29% głosów katolików, a Marine Le Pen 27%. Duża część katolików głosowała także na centrową Peceresse, a także przede wszystkim na prawicowego Zemmoura. W dodatku proporcje te zmieniają się, kiedy dokonamy podziału na katolików „praktykujących” i „niepraktykujących”. Wówczas Macronowi ubywa…

Na forach katolickich Francji toczy się obecnie dyskusja, na kogo głosować II turze? Jakie są „czerwone linie” wyznaczone przez naukę Kościoła? Tutaj pojawiają się tematy aborcji, czy właśnie eutanazji. Arcybiskup Reims de Moulins-Beaufort przypomniał niedawno katolikom, że w wyborach prezydenckich w 2022 r. „nie wybierają zbawiciela Francji”. Jednak w drugiej turze zmierzą się ze sobą dwie zdecydowanie przeciwstawne wizje polityczne, które dla różnych grup katolików wydają się trudne do zaakceptowania.

W 2017 roku 62% z nich głosowało na Emmanuela Macrona, podczas gdy 38% wybrało Marine Le Pen. Teraz nie jest już to takie oczywiste. Macron, który chce włączyć „prawo do aborcji” do karty praw podstawowych Unii Europejskiej i zafundować Francuzom eutanazję, który rozszerzył w kraju czas dozwolonego zabijania dzieci nienarodzonych do 14 tygodni, który wprowadził „in vitro dla wszystkich”, nie jest już kandydatem pierwszego wyboru.

A skrajna lewica w amoku

Francuska skrajna lewica okazuje się coraz groźniejsza. Jej zwolennicy, głównie elektorat Jen-Luca Melenchona ze Zbuntowanej Francji, wychodzą na ulice, okupują uczelnie, wprowadzają niemal atmosferę anarchii. Protestują w ten sposób przeciw… „wynikom wyborów”. Dochodzi do demonizacji kandydatury Marine Le Pen, co czasami ociera się nawet o groteskę.

Paryska Radna Zielonych Alice Coffin twierdzi np., że wygrana Marine Le Pen oznaczałaby „zabójstwo aktywistek feministycznych”. Jej zdaniem, „jeśli zwycięży skrajna prawica, ja, jak wiele innych działaczek feministycznych, antify i antyrasistów będzie bardzo zagrożonych, nawet bezpośrednio śmiercią”. Alice Coffin podzieliła się takimi rewelacjami w wywiadzie dla lewicowej gazety „Liberation” w niedzielę 17 kwietnia. Wezwała też Emmanuela Macrona do wysłuchania żądań feministek i dodała, że i tak zagłosuje na niego 24 kwietnia.

To już niemal histeria. Alice Coffin uważa, że dojście do władzy Marine Le Pen byłoby nieporównywalną z niczym katastrofą, która zagroziłaby nie tylko „aktywistkom”, ale „wszystkim kobietom we Francji i Europie”. „To by bardzo konkretnie oznaczało zabicie aktywistek feministycznych i to sensie dosłownym”. Po I turze Alice Coffin mówi, że jest „w żałobie feministycznej”. Jej zdaniem Zjednoczenie Narodowe „niszczy jakąkolwiek możliwość emancypacji kobiet”.

Alice Coffin to współzałożycielka Europejskiej Konferencji Lesbijek i Stowarzyszenia Dziennikarzy LGBT, autorka „Les Génie Lesbien” (Grasset, 2020). U Marksa po świecie „krążyło widmo komunizmu”, u Coffin krąży lesbijstwo”, które ma obalić patriarchalne społeczeństwo. Została radną Partii Zielonych w Paryżu, ale w tych wyborach głosowała na Melenchona.

Coffin twierdzi, że jeśli mężczyźni chcą „odpokutować za swoje zbrodnie”, muszą porzucić kierownicze stanowiska w firmach, nauce, kulturze, polityce, mają zostać nawet wykluczeni z procesu poczęcia dziecka (in vitro). Jednak to Melenchon jest jej bliższy niż kobieta – Le Pen.

Najciekawsze jest jednak to, że owa rewolucjonistka pracowała do niedawna w… Instytucie Katolickim w Paryżu. Coffin uczyła tam dziennikarstwa. Po publikacji jej książki, Instytut wydał komunikat i poinformował, że jej umowa o pracę nie została przedłużona. Jej praca na katolickiej uczelni pozwala zrozumieć wybory niektórych katolików…

REKLAMA