Janusz Korwin-Mikke. / foto: screen YouTube
Janusz Korwin-Mikke. / foto: screen YouTube
REKLAMA

Janusz Korwin Mikke, założyciel tygodnika „Najwyższy Czas!”, w historycznym pierwszym numerze tego tygodnika zamieścił manifest na temat wolności. Po 30 latach rodzi się pytanie, czy nadal jesteśmy u progu wolności, czy ten próg przekroczyliśmy, czy wręcz przeciwnie, od tego progu odchodzimy?

Zmiany zostały przeprowadzone przez Niezależny Związek Zawodowy Solidarność. Ulubioną pieśnią tych, którzy przeprowadzili przewrót była pieśń: „A mury runą, runą, runą”. Wszyscy śpiewali ją z entuzjazmem, zapominając, że ostatnia zwrotka brzmiała: „A mury rosły, rosły, rosły”… I rosną w dalszym ciągu. Biurokracja, która wtedy jeszcze się bała, podawała informacje, że wolnościowcy coś robią. Teraz, gdy się wspomni wśród ekonomistów, że można by zrobić Ustawę Wilczka, okazuje się to niemożliwe. To, co za komuny było możliwe, niemożliwe jest w ustroju eurosocjalizmu.

REKLAMA

Mamy znacznie więcej przepisów niż wtedy i znacznie więcej urzędników. Zaczęliśmy walkę z biurokracją i mamy takie skutki, bo jak się z czymś walczy, efekt jest z reguły odwrotny. Powiedzmy jasno: ponieśliśmy całkowitą klęskę. Jeszcze przed 1991 rokiem, zanim Kongres Liberalno-Demokratyczny objął władzę, około 70% ludzi w Polsce było za kapitalizmem i wolnym rynkiem. Nie wiem, czy dzisiaj byłoby to 15%. Nastroje młodzieży są też inne: wtedy był entuzjazm do wolności, obecnie młodzież słucha haseł lewicowych i na hasło „Wolność albo śmierć” odpowiada: „Weź moją wolność, daj mi bezpłatną opiekę medyczną”. Tak działa chłop pańszczyźniany. Ideolodzy komunizmu się dziwią, dlaczego chłop pańszczyźniany się nie buntował. Ponieważ miał to samo, co teraz. Płacił panu znacznie mniejszy procent ze swojej pracy, niż dzisiaj płacimy państwu, a w zamian pan opiekował się jego dziećmi, nawet czasem tym dzieciom ufundował szkołę. Był to ustój trochę taki jak teraz, tylko trochę bardziej wolnościowy.

Powstaje zdziwienie, dlaczego teraz ludzie się nie buntują? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo jest tyle dóbr fizycznych do rozdania, że ludzie nie potrzebują już nic więcej. Przeciętnemu człowiekowi nie jest potrzebna wolność, tylko potrzebna jest mu bezpieczna przyszłość, a buntuje się elita, czyli 10-15%. Mamy tfu-demokrację, więc 85% obywateli uważa, że jest znakomicie, ewentualnie, kiedy się zmieni pana na innego, to będzie lepiej, natomiast zmiana ustroju w ogóle nie jest im w smak. Dopiero upadek gospodarczy tego ustroju mógłby coś zmienić i zmieni, bo socjalizm jest w stanie zmarnować każdą ilość pieniędzy jaką ma, więc na pewno niedługo to nastąpi. Na nieszczęście dla nas, dwóch wielkich sojuszników wspomogło rządy państw socjalistycznych w całej Europie i nie tylko. Jeszcze 2 lata temu uważało się, że rządy socjalistyczne są bankrutami, że wszystko już padło. Ale pozostało jeszcze dwóch wielkich sojuszników. Ten mniejszy to jest globalne ocieplenie. W wyniku globalnego ocieplenia nie potrzeba tylu pieniędzy na ogrzewanie mieszkań, zakładów pracy, nie potrzeba odladzać jezdni, samochody się nie rozwalają, ludzie nie umierają z zimna. Globalne ocieplenie z punktu widzenia gospodarczego jest fantastycznym wynalazkiem, który oszczędza nam wiele dziesiątków miliardów złotych. Drugi sojusznik to jest covid. Głównym wydatkiem państw socjalistycznych są wydatki na emerytury i lecznictwo. Covid był tak wspaniałym wynalazkiem, który zabijał praktycznie wyłącznie ludzi starszych po sześćdziesiątce, po siedemdziesiątce, czyli praktycznie zabijał emerytów, czyniąc wielką radość skarbowi państwa.

Wszystkie państwa eurosocjalistyczne notują ogromne nadwyżki w swoich budżetach emerytalnych. Leczenie człowieka 70-letniego kosztuje rocznie 15 razy więcej niż leczenie człowieka 30-letniego, który praktycznie nie choruje. Dlatego też śmierć tych ludzi to ogromna ulga dla budżetu państw. Prócz tego, JE Adam Niedzielski postarał się dołożyć jeszcze 160 tys. zgonów nadmiarowych – umierali chorzy na raka czy inne choroby, którzy w normalnych warunkach pożyli by jeszcze 5-7 lat, a tak umierali od razu. Z punktu widzenia budżetu jest to fantastyczny biznes, stąd nie dziwię się podejrzeniom niektórych ludzi, że to socjalistyczne rządy wymyśliły tego koronawirusa. Przypomnę, że jakieś laboratorium opatentowało SARS-2. Są rosyjskie oskarżenia, że Stany Zjednoczone fundują sieć laboratoriów na całym świecie, nie wiadomo po co (nie chodzi tylko o Ukrainę, chodzi o sieć laboratoriów finansowanych przez USA). W jakim celu to jest robione? Istnieją podejrzenia, że jest to bardzo głęboko zakamuflowane. Ponad 30 lat temu pisałem o tym, iż w miarę postępu medycyny, coraz więcej ludzi, którzy w normalnym świecie by umierali – żyją i prędzej czy później trzeba będzie coś z tym zrobić, bo stanie się to dla socjalistycznych rządów czymś nieznośnym. Proszę zwrócić uwagę, że w normalnym ustroju, gdy człowiek choruje, to jest świetne dla lekarzy. Cieszą się jak dzieci, że mają kogo leczyć. W ustroju socjalistycznym jest to natomiast obciążenie. Warto też zwrócić uwagę na konflikt interesów: w państwie socjalistycznym on jest immanentny. Człowiek chciałby żyć jak najdłużej, natomiast państwo ma interes w tym, by po przekroczeniu wieku emerytalnego żył jak najkrócej. Jest to oczywisty konflikt interesów i trudno się dziwić, że rodzą się słuszne bądź niesłuszne podejrzenia.

Kiedy komuniści walczyli o władzę i chcieli wejść w koalicję, opanowywali 2 ministerstwa: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Ministerstwo Edukacji. Powiedzmy jasno: Ministerstwo Edukacji jest opanowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i piastuje „wspaniałe” tradycje Wandy Wasilewskiej, Sempołowskiej i tym podobnych światłych postaci lewicy. Ludzie z Ministerstwa Edukacji i Nauki, z ponurymi minami wynudzają, że chcieliby wprowadzić jakieś równouprawnienie, np. by była połowa nauczycieli i połowa nauczycielek, ale to nie się udaje. Nie działa tu zasada fifty-fifty i dzieci są uczone przez miłe, sympatyczne skądinąd dziamdzie, które uczą chłopców, że trzeba wszystko i wszystkich kochać i głaszczą ich po główkach. Po takiej edukacji, zamiast agresywnego żołnierza, który by o coś walczył, wyrasta taka trochę gorsza dziewczynka. Z tego powodu nastroje młodzieży są takie lewicowe, bo jak słusznie zauważył śp. Milton Friedman, ludzie są socjalistyczni, bo szkoły są socjalistyczne, państwowe. To samo dzieje się na Zachodzie, gdzie większość szkół jest socjalistyczna. Perspektywy, że coś odwojujemy metodami tfu-demokracji, są złudne. Nie ma na to żadnych szans.

30 lat temu byłem za zjeździe monarchistów na Politechnice Warszawskiej. Obecny był też monarchista z USA, który rozpoczął swoje przemówienie od słów: „Czy jest szansa na wprowadzenie monarchii w USA? Nie ma żadnych. Tym niemniej trzeba to walczyć bo jest to słuszna idea”. Odpowiadam, że szanse na wprowadzenie metodą demokratyczną wolnego rynku w krajach socjalistycznych są żadne, bo większość jest głupia i silnie zmotywowana. Widzi 500+, nie widzi korzyści wolnego rynku. Co więcej, dotyczy to również elit. Ogromna liczba ludzi, którzy kiedyś byli w UPR (bądź pozostawali w kręgu UPR), są teraz politykami zupełnie innych partii i dzielnie rozkradają pieniądze podatnika, myśląc sobie: „Co z tego, że będę przez 40 lat walczył jak Korwin-Mikke o wolny rynek, o wiele prościej jest zostać urzędnikiem państwowym i kraść albo założyć prywatną firmę, dawać łapówkę urzędnikowi państwowemu i kraść”. Jest to znacznie lepszy biznes i ludzie trzeźwo myślący (a nie zwariowani ideolodzy jak ja) myślą racjonalnie i w wyniku tego przechodzą do PO, PiS-u, do jakichś partii etatystycznych, które nie obiecują żadnego wolnego rynku, lecz posady. A ponieważ mamy, niestety, ogromny postęp techniczny, to stać nas na finansowanie tych wszystkich posad i jeszcze nie bankrutujemy. Przy tej ilości urzędników, normalne państwo 150 lat temu zbankrutowałoby w ciągu dwóch tygodni. Teraz mamy nadwyżki wszystkiego i nie ma najmniejszego powodu, żeby coś zbankrutowało. Jeśli czegoś zabraknie, rząd dodrukuje pieniędzy. Farba drukarska jest, papier jest.

Jeżeli my uzyskujemy jakieś poparcie, czy to z powodu covida, czy z powodu 447, to zwolenników wolnego rynku jest tak naprawdę 5-10%. Nawet na Zachodzie 3/4 ulicy Wall Street głosuje na lewicę, na demokratów, nie na prawicę. Porządny kapitalista – o czym nieraz pisałem – stanowczo woli dać łapówkę urzędnikowi i dostać zamówienie od rządu niż walczyć na wolnym rynku, gdzie może przegrać z młodym, ambitnym przedsiębiorcą, który założył właśnie nową firmę i produkuje o 10% taniej od niego. Przegrałby tę konkurencję, a wcale nie chce jej przegrać. Chce, żeby państwo go chroniło przed tą konkurencją. Oczywiście państwo popiera zawsze już istniejące firmy, bo musimy sobie zdać sprawę z tego, że bierze łapówki od istniejących już firm, a nie od tych, które powstaną za 10 lat. A bieżące firmy nie lubią wolnej konkurencji, bo to nie jest w ich interesie. Musimy sobie z tego zdać sprawę. Śp. Karol Marks powiedział wyraźnie, że na to, żeby zbudować socjalizm wystarcza zbudować tfu-demokrację. No i okazało się, że miał rację. Zbudowano tfu-demokrację i socjalizm się buduje i hajcuje w najlepsze. Na tym tle JE Włodzimierz Putin wychodzi na obrońcę konserwatyzmu. Co prawda ostatnio dał taki popis, że aż się boimy przyznawać, że tak się go kiedyś traktowało, ale niestety tak jest. Mam tu poważne trudności, bo przez 20 lat tłumaczyłem poczynania Rosji. Pan Dobromir Sośnierz w wywiadzie do Newsweeka napisał, że w Niemczech takich polityków jak ja nazywa się „Russland verstehen”, czyli takich, którzy rozumieją Rosję. Z tego wynika, że porządny polityk nie powinien rozumieć Rosji. Powinien działać bez zrozumienia i rozeznania. Ja mam inne zdanie na ten temat. Problem polega na tym, że żyjemy w świecie kompletnej głupoty. Ludzie nie są w stanie zrozumieć najprostszych rzeczy, że 500+ samo z siebie nie wyskoczy. Gdy rząd płaci 500, musi zabrać 600, 700 z rachunków. To jest za trudne dla przeciętnego człowieka. Śmiałem się ostatnio, kiedy zobaczyłem na Twitterze, że ci sami ludzie, którzy tłumaczą, że trzeba walczyć z supermarketami, bo one niszczą polski przemysł i polski handel, twierdzą, że nie wolno dopuścić, żeby supermarkety były w Rosji. Oznacza to, że chcą, by tam funkcjonowały i nie widzą sprzeczności między jednym, a drugim. Jak słusznie zauważył Tomasz Lis na spotkaniu ze studentami UW: „Pozbądźcie się myśli, że ludzie są tak głupi, jak się wam wydaje. Są o wiele głupsi”. Niestety jest to święta prawda, dlatego, jak mówili starożytni Grecy, demokracja to są rządy osób prowadzone przez hieny. Tylko że w czasach starożytnych hieny nie miały do dyspozycji telewizji. Obecnie hieny mają telewizję i za jej pomocą wmawiają ludziom, że jak nie PO, to PiS, jak nie PiS, to PO, ewentualnie macie jeszcze PSL i SLD. „Ludzie z Konfederacji są z innego świata i sami rozumiecie, że to jakieś wariactwo”. Panuje powszechna zgoda mediów utrzymywanych przez te wszystkie układy.

Na świecie panuje zmowa rządów (czyli złodziei, którzy rządzą i kradną pieniądze) z kompleksem przemysłowym, który zależy od zamówień rządowych – z bankami, które udzielają rządowi pożyczek, w zamian za co np. rząd wprowadza przymus korzystania z banków, w wyniku czego banki robią gigantyczne pieniądze. To wszystko tworzy potężny, bardzo bogaty konglomerat, który kształci młodzież w państwowych szkołach, jak chce. Wychodzą z niego kolejni zwolennicy tego znakomitego ustroju. Powtarzam, ten ustrój zapewnia pewnego rodzaju stabilność, której prosty człowiek oczekuje. Może nie ma szybkiego rozwoju, trudno. I tak jest bogato. Doszło do sytuacji, w której zaczynam rozumieć, że jestem zupełnie osamotniony.

Mając 18 czy 19 lat czytałem „Nowy Wspaniały Świat” Huxleya. Książka była dla mnie wstrząsającym objawem przyszłości, która ma nastąpić. Odnoszę wrażenie, że ludzie, których się potocznie nazywa twórcami Nowego Porządku Świata, nie traktują tej książki jako coś przerażającego, lecz jako model idealnej rzeczywistości. Dla tych, którzy książki nie czytali streszczę, że w ustroju Nowego Wspaniałego Świata ludzie dzielą się według kategorii: epsilon, delta, gamma, beta, alfa. Każdy zarabia odpowiednio posiadanych przywilejów. Każdy jest odpowiednio programowany. Jeżeli ktoś się buntuje, dostaje narkotyk Somę, której zresztą sam się domaga, ponieważ on zapewnia przyjemne doznania. Panuje powszechna zgoda, raz w tygodniu organizowany jest wieczór seksu, by wszyscy byli zadowoleni. Jeśli ktoś nie jest zadowolony, nie ma problemu – wysyła się go na Hawaje, na Fidżi, na Spitsbergen, gdzie tylko sobie życzy. Tam mieszka i sobie robi, co chce. Nikt mu nie przeszkadza, pięknie sobie żyje, wspaniale, pod palmą. Co właściwie możemy zarzucić takiemu światu? Przecież wszyscy są zadowoleni. Tłumaczenie ludziom, że przez to zniknęła istota rozwoju – a istotą rozwoju jest selekcja naturalna, jest rozwój, a nie stagnacja, bo musimy się ulepszać – nikogo nie interesuje. Starożytni Rzymianie mówili: „Plenus venter non studet libenter”, czyli „Pełny brzuch nie będzie się dobrze uczył”. Proszę wytłumaczyć studentowi, że powinien być głodny! Przedwojenni studenci przecież cały czas głodowali, wybitni malarze głodowali. Dzięki temu się rozwijali. Proszę wygrać wybory wśród studentów takim hasłem! Śmiech na sali. Jeżeli uważamy, że to jest śmiech na sali, okazuje się, że Nowy Wspaniały Świat jest znakomitym modelem. Co możemy mu zarzucić? Nic, żyje się pięknie… Jednostka jest szanowana. Nie podoba ci się? Proszę bardzo, wyjedź sobie, gdzie chcesz.   Prawica zawsze wierzyła w naturę. Nie w takim sensie, jak Zieloni, lecz w takim, żeby rozwijać się zgodnie z tym, czym natura nas obdarzyła i zgodnie z tym, jak nas Pan Bóg stworzył. Po to nas Pan Bóg wyrzucił z raju, żebyśmy w pocie czoła pokonywali trudności, dzięki czemu się rozwijamy. Ale nie jest to coś, czym można przekonać tak zwaną tfu-większość. Większość rządzi, większość chce socjalizmu.

Kiedy jeszcze byłem posłem w 1991 roku, Sejm po raz pierwszy uchwalił socjalizm w rolnictwie – coś w rodzaju kontyngentu w rolnictwie. Przeszedłem wówczas przez całą salę Sejmową, ukłoniłem się panu Leszkowi Millerowi i oświadczyłem, że właśnie realizujemy życzenia mas ludowych, na co pan Miller z pełną powagą odkłonił się mówiąc, że socjaliści zawsze spełniali życzenia ludu. Rzeczywiście, ma rację. Powiedzieć teraz, że nie trzeba spełniać życzeń mas ludu, zamiast trzymać go w raju, w którym ma wszystkiego pod dostatkiem, trzeba go wyrzucić z raju, by ludzie musieli konkurować, żyjąc w trudzie i znoju – jest nie do zrozumienia. Jest to idea zbyt głęboka i całkowicie sprzeczna z obecnym nastawieniem. Samo słowo liberalizm obecnie straciło sens. Liberał to nie jest ten, kto mówi o wolności, lecz ten, kto zapewnia świadczenia socjalne, by ludzie mogli sobie kupić możliwie jak najwięcej. Trzeba poczekać na osłabienie tego trendu. Oni przeżrą te pieniądze. Nie co dzień zdarza się covid, więc następnym razem już nic ich nie uratuje, chyba, że wymyślą nową, „lepszą” chorobę, która będzie zabijała równo od 65 roku życia w dół. Trzeba czekać na jakieś załamanie i wtedy należy znaleźć jakiegoś Pinocheta – mówiłem o tym rok, 2, 3, 4, 5 lat temu – który zrobi z tym porządek. I nagle ludzie ze zdumieniem odkryją, że żyje się o wiele lepiej.

Dzięki socjalizmowi marnujemy nieprawdopodobne pieniądze. Ludzie nie mają pojęcia, jak gigantyczne pieniądze są marnowane. Nie przez to, że się rozdało i człowiek to przepił, lecz przez to, co by zrobił, gdyby nie dostał zasiłku i normalnie pracował. Tego nie ma w żadnym budżecie i nikt tych strat nie wykaże. 150 lat temu robiliśmy ogromny postęp przy 50-100 razy mniejszych możliwościach technicznych niż obecnie. Gdyby dzisiaj wpuścić taki ustrój, jak był w okresie la belle époque, dawno mielibyśmy kolonie na Marsie czy na Proxima Centauri. Jacyś miliarderzy opracowaliby loty tanio i oszczędnie. Niestety, nie mogą tego zrobić, ponieważ Polska, jak i praktycznie wszystkie inne kraje, podpisały w 1966 roku konwencję o nieczerpaniu zysku z podbojów kosmosu. Gdyby w 1400 roku podpisano konwencję o nieczerpaniu zysków z odkrywania nowych lądów, nigdy nie odkryto by Ameryki, Australii, bo po co. To, co ludzi pcha do działania, to jest zysk. Oczywiście także ciekawość, ale ktoś Kolumbowi musiał ufundować statek. Trzeba zatem jeszcze namówić kapitalistę, który zobaczyłby w tym swój interes. Niestety po podpisaniu tej konwencji mowy nie ma, żeby coś robić w kosmosie, bo to zawsze grozi jakimś zyskiem. Ta ścieżka rozwoju rozwoju jest zamknięta. Dawno byśmy latali.

Budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego za Sochaczewem czy Skierniewicami jest absurdem, bo potrwa jeszcze co najmniej 10-20 lat, jak pokazuje przykład pod lotniska Berlinem (też budowanego przez państwo). Przez ten czas samoloty, które kiedyś potrzebowały 4 km na start, potem 3 km, teraz startują z 600 m, a wkrótce będą startowały pionowo i za 20 lat Okęcie spokojnie wszystkie samoloty przyjmie. Niestety polityk myśli, że jutro będzie tak samo, jak jest dziś. Dwaj duńscy dziennikarze wygrali zakład z duńską telewizją, że będą przepowiadali pogodę lepiej niż Królewski Instytut Meteorologiczny i wygrali. Na pytanie, jak to zrobili, odpowiedzieli bardzo prosto: „Mówiliśmy, że jutro będzie tak samo, jak dzisiaj”. Na ogół to się sprawdza, ale niestety postęp polega na tym, że czasami się to nie sprawdza. I wtedy ten postęp się rozwija. Natomiast ludzie, którzy nami rządzą są absolutnie przekonani, że tak dalej będzie, w związku z czym np. kupują sprzęt, żeby się zbroić. Jeszcze 10-15 lat temu zbroja służyła tylko po to, żeby brać łapówki. Nikt nie sobie wyobrażał takiej wojny w Europie. W tej chwili udało się stworzyć wroga i kupuje się czołgi i helikoptery, czyli broń z XX wieku. Tymi wspaniałymi czołgami na pewno wygralibyśmy wojnę z Hitlerem. Gdyby Hitler zobaczył Abramsa, od razu by się poddał. Niestety XX wiek już się skończył, a my wciąż to kupujemy broń. Nie, jak armia ukraińska – drony, którym zawdzięcza swoje sukcesy z Rosjanami, bo kupili w Turcji drony. Jeden taki dron rozwalił 200 rosyjskich czołgów, jak pokazały reklamy. Może reklamy przesadzają, ale proszę porównać koszt takiego drona – paręset tysięcy, do kosztów jednego czołgu, który kosztuje wiele milionów. Taki dron wystrzeliwuje rakietę, która niszczy czołg i dalej jest do użytku, a czołg już nie. Kupowanie czołgów jest potrzebne tylko tym, którzy je kupują, bo dzięki temu oni mają łapówki, a amerykański przemysł produkuje Abramsy. Proponuję, żeby zająć się dronami. Kupiliśmy parę, ale ciągle się mierzy potęgę państwa czołgami. To jest myślenie przestarzałe. Stare powiedzenie mówi, że każda armia jest gotowa do wygrania poprzedniej wojny. Generałowie mają lat 50, więc pamiętają, co było. Nawiasem mówiąc, zawsze domagaliśmy się, żeby Polska miała silną armię. Siłą armii jest oczywiście uzbrojenie, ale również żołnierze. Wstrząsnęła mną informacja, że przeciętny amerykański szeregowy ma 19 lat, podczas gdy polski ma 32 lata, żonę i dwoje dzieci. A przecież człowiek w tym wieku nie będzie wystawiał głowy z okopów, chce wrócić do żony i dzieci, a nie umierać za Ojczyznę. Jest to coś przerażającego: ludzie w Polsce idą do wojska, ponieważ wojsko obiecuje szybszą emeryturę. W normalnym kraju idzie się do wojska, żeby zabijać wroga – ludzie idą, co lubią zabijać i są gotowi zabijać. Tacy ludzie u nas wałęsają się po zaułkach i walą innych kijami bejsbolowymi, zamiast pożytecznie służyć w armii. Za to w armii myślą o wcześniejszej emeryturze.

Myślenie polityczne.

Przez 15-20 ostatnich lat domagałem się, żeby Polska, jak tylko się da, popierała JE Aleksandra Łukaszenkę. Ja bardzo kocham Rosję, a tym bardziej, im jest dalej od Polski. Między Rosją a Polską chcę mieć niepodległą Ukrainę i Białoruś. Prezydent Łukaszenka walczy o swój stołek i nie chcę być nr 2, tylko chce być nr 1 w Republice Białorusi i należy go w tym jak najbardziej umacniać, a nie zwalczać. Zasłużyłem sobie tym na etykietkę pachołka Putina, ale świadczy to o poziomie myślenia myślenia ludzi, którzy tego zupełnie nie rozumieją. Nie rozumieją, że prezydent Łukaszenka przez dwadzieścia parę lat wymigiwał się od tego zbira, bronił się jak można. Jeździł do Rosji i obiecywał że: „Już, już, tylko obniżcie nam cenę za ropę, dajcie pożyczkę”, po czym wracał na Białoruś i po miesiącu okazywało się, że „oczywiście”, „zawsze”, „niedługo to zrobi, ale chwilowo nie może”. Śmiano się z JE Włodzimierza Putina, że się daje Łukaszence wodzić za nos. Wreszcie 9 września ubiegłego roku wziął go za krawat i postawił pod ścianą. W tej chwili Polska ma bardzo silny interes, żeby Ukraina trochę starła siły Rosjan, bo wtedy Łukaszenka znowu zaświadczy, że oczywiście podpisał porozumienia ale: „rozumiecie, musiałem podpisać, bo zostałem sterroryzowany, ale one są nieważne”. I będziemy mieli na granicy Białoruś i co najwyżej tysiąc nielegalnych imigrantów, a nie armię rosyjską. To jest różnica zasadnicza. Ja się o wiele bardziej boję rosyjskiej armii niż tysiąca imigrantów, którzy i tak w 99% uciekną do Niemiec. Ludzie tego kompletnie nie rozumieją. Politycy tego nie rozumieją. Rozmawiałem z politykami PiS-u, np. z Macierewiczem i oni dopiero po upływie listopada, jak Łukaszenka to podpisał, przyznali mi rację. Wcześniej, gdy o tym pisałem, a oni byli u władzy, żadne logiczne argumenty nie działały.

Ludzie wierzą w to, o co przeczytali w podręcznikach, a podręczniki piszą ludzie po pięćdziesiątce, który swoją wiedzę wynoszą ze szkół, które były 30 lat temu. Proszę sobie wyobrazić, że większość ludzi wierzy, że kapitalizm jest w Stanach Zjednoczonych, zaś w Chinach panuje komunizm. Trudno to zwalczyć, bo podręczniki nadal piszą ci sami ludzie (względnie ci, którzy to czytali teraz to samo przepisują na nowo). Świat się zmienia, natomiast politycy są ostatnimi, który to rozumieją. Dotyczy to tak techniki bojowej, jak i polityki. Ja mam 80 lat, natomiast to młodzi ludzie powinni rozumować tak jak ja. Nie przypadkiem mamy największe poparcie wśród młodych. Sięga ono rzędu 20%, natomiast wśród emerytów niecałe 1%. Czasami żartem rzucam hasło, że jeśli chcemy wygrać wybory, trzeba ogłosić: nie płacimy żadnym emerytom, niech umierają z głodu. Dostaniemy ogromny poklask wśród młodych ludzi, którzy nie mają ochoty płacić na fundusz emerytalny. Nam to nie zaszkodzi, bo emeryci i tak na nas nie głosują. Takie są skutki tfu-demokracji. Na szczęście prawica kieruje się zasadami, ale gdybyśmy na serio potraktowali tfu-demokrację, tak powinniśmy zrobić. Do diabła z funduszem emerytalnym! Nie ma pieniędzy, przyjęliście przeżarliście, koniec, nie płacimy. Argentyna tak powiedziała w 1984 roku i przestała płacić.

W 1991 roku byłem w Komisji Obrony Narodowej i odwiedziłem jeden z garnizonów. Po wizycie zaprosili nas na obiadek: zupa pomidorowa, kotlecik mielony… Siedzący koło mnie major tłumaczy mi, że nie da się żyć już w tym wojsku, taka jest bieda i trzeba robić strajk. Ja mu na to zaproponowałem zamach stanu. A on do mnie: „Jaki tam zamach stanu, strajkować trzeba!”. Przez ten czas major pewnie już został generałem… Znalezienie  Pinocheta jest trudne. Nota bene to nie Pinochet tak naprawdę zrobił ten zamach stanu. Został mianowany przez śp. Zbawiciela (Salvadora) Allende na szefa sztabu. Starał się być tym szefem sztabu. Któregoś dnia pojawili się u niego: dowódca lotnictwa, dowódca armii, dowódca floty i dowódca policji i powiedzieli: „Albo robisz zamach stanu, albo cię aresztujemy i robimy to sami”. Tak przeszedł do historii. Może jeden Pinochet gdzieś jest, ale gdzie znaleźć tych czterech generałów, którzy do niego przyjdą?

Polska ma to nieszczęście, że wcale tak źle w niej nie jest. Mimo wszystko, dzięki naszej propagandzie, u nas jeszcze jest względna wolność w porównaniu z innymi z innymi krajami Unii. Wystarczy pojechać do Niemiec, by przekonać się, jakie tam są przepisy. Dzięki temu polska gospodarka, w porównaniu z tamtymi krajami rozwija się całkiem szparko. Mamy to nieszczęście, że jeszcze możemy tłumaczyć, że w Niemczech jest gorzej, choć powinno być lepiej niż w Stanach Zjednoczonych. Gdyby w 1988 roku gen. Jaruzelski zamiast pójść z Solidarnością przyjąłby opcję pójścia z takimi ludźmi jak Michalkiewicz, ja i inni, to bylibyśmy w tej chwili dwa razy bogatsi od Stanów Zjednoczonych. Brzmi jak bajka o żelaznym wilku, a przecież Chiny dzięki temu stały się o 30 razy bogatsze. Ten rozwój się dokonał – o czym też ciężko mówić – ponieważ Chiny nie dostały ani centa dotacji z Ameryki ani z UE. Jeżeli dzisiaj PO i Lewica domaga się, by dać pieniądze na jakieś zasiłki, a PiS tłumaczy, że nie może ustąpić, ale pieniądze trzeba dawać uchodźcom – to nikt poza nami (a przynajmniej poza mną) nie powie, że darowizna szczęścia nie daje, że darowizna demoralizuje, że darmocha schodzi… Nikt tego nie powie, bo się nie wygra wyborów ten sposób. Ludzie widzą te 500 czy 1000 zł. Jak się komuś tłumaczy: „A gdyby tak ktoś przyszedł i dawał twojemu synowi 1000 czy 2000 zł miesięcznie za to, żeby nie pracował” – zgodzi się, że to jest demoralizujące. Niestety bardzo niewielu to rozumie. Poza tym w ludzie w kwestiach państwowych nie myślą tak jak w swoich własnych. Ludzie są w stanie myśleć rozsądnie o swoim własnym interesie, a o państwowym – nie.

Pod koniec lat 80-tych byłem na spotkaniu w Brzegu Dolnym. Siedział koło mnie słynny polski baryton, nasz członek. Ktoś z sali rzucił w moim kierunku: „Ale gdyby pan zrobił tak jakby pan chciał, to mienie państwowe przejęłaby państwowa nomenklatura albo zagraniczny kapitał”, na co mój sąsiad odpalił: „A jak pan prowadzi swój samochód na giełdę, to sprawdza pan, czy nie kupi tego czerwona nomenklatura lub zagraniczny kapitał? Nie, sprzedaje pan swój samochód jak najdrożej”. Czyli własnym samochodem rozporządza pan racjonalnie, a mieniem publicznym już nie i nie widzi związku z tym, że sprzeda to 10 mln taniej i będzie miał mniej pieniędzy. Ci ludzie w tfu-demokracji decydują o przyszłości państwa. Jeżeli próbuję coś pisnąć o Putinie, natychmiast dostaję po łbie jako rosyjski pachołek. Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, może poza Ukrainą, którego społeczeństwo w lwiej większości uważa, że w 2008 roku Rosja napadła na Gruzję. Nawet w polskiej Wikipedii można przeczytać, że było odwrotnie: to imperialiści gruzińscy napadli na Osetię (której Rosja gwarantowała protektorat). Niestety, ludzie nie czytają, tylko oglądają telewizję. A, jak powiedział wybitny socjalistyczny propagandzista doktor Józef Goebbels, kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą. 100 razy powtórzono, że Rosja napadła na Gruzję i ludzie w to wierzą. Przeczytanie prawdy już nic nie zmieni, bo zrównoważy zaledwie jeden z tych 100 przekazów. A liczy się ilość przekazów. Podobno, gdy w Niemczech powstała Brunatna Księga Fizyki, w której około 100 profesorów napisało, że Einstein nie ma racji i teoria względności jest głupia, sam Einstein oświadczył: „Gdyby ona była błędna, wystarczyłby jeden głos sprzeciwu”. W kwestii logiki decyduje nie ilość głosujących, lecz argument. W tfu-demokracji decyduje liczba ludzi. Przegrywamy, bo tuby TVN, TVP, POLSAT są zjednoczone przeciwko nam. Nawet jeśli się kłócą między sobą, są zgodni w tym, że Konfederację trzeba zniszczyć. Dlatego ponieśliśmy klęskę.

W UPR nastąpił rozłam na punkcie uchwały lustracyjnej. Wiceprezes partii pan Mariusz Dzierżawski, pan Gabiś i inni teoretycy zdecydowanie byli przeciwko lustracji. Ja wziąłem stronę śp. Lecha Pruchno-Wróblewskiego i pozostałych zwolenników lustracji. Dziś uznaję to za błąd. Lepiej było zachować strukturę prezydencką, gdzie rządzą tajne służby, bo tajne służby można do czegoś przekonać, natomiast nie można przekonać większości ludzi. Łatwiej przekonać do czegoś Stalina niż przekonać do czegoś większość. Stalin, żeby zdobyć władzę, musiał wykazać odrobinę inteligencji. Po drugie był w stanie zrozumieć swój własny interes, czego większość nie jest w stanie zrozumieć. Wielu było ludzi, którzy zmieniali opcje po dojściu do władzy, od Cromwella po François Mitterranda – socjalisty, który, jak zobaczył, ile państwo francuskie dołożyło do budowy tego socjalizmu, czym prędzej odwrócił wajchę i przestał budować socjalizm. Jednostkę można przekonać, większości się nie da. Jednostkę można otruć, dla większości trzeba dopiero covida czy eboli.

Uchwała lustracyjna spowodowała jeszcze jeden efekt: każdy z tych agentów był pewien, że jest jedyny na sali i się bał. Kiedy teraz zobaczyli, że są większością, przestali się bać. Przecież to agenci podpisali nam wniosek o uchwałę lustracyjną. Ludzie, którzy byli na liście Macierewicza pierwsi ją podpisywali ze strachu, że gdy odmówią, ujawni się kim są. Potem przestali się bać. Dlatego uważam, że pomyliliśmy się, a kolega Mariusz Dzierżawski miał rację. Trudno, nie można płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba udawać, że wszystko jest świetnie. Gdyby Macierewicz tę uchwałę wykonał, byłoby inaczej. Przypomnę, że on jej nie wykonał, bo nie ujawnił 4/5 agentów, a ujawnił tylko tylko tych agentów, którzy już wtedy nie byli agentami ABW, czyli UOP. Macierewicz tej uchwały nie wykonał, dlatego 4/5 agentów zostało i do dziś nienawidzi przede wszystkim Korwin-Mikkego (nie tyle UPR) za jego uchwałę.

Janusz Korwin-Mikke


REKLAMA