Fala imigrantek z Ukrainy do Polski może docelowo wywołać wzrost poparcia dla Konfederacji – wynika z analizy Klubu Jagiellońskiego. Raport wskazuje, że napływ obywatelek zza naszej wschodniej granicy spowoduje polityczną reakcję Polek.

Analityk Instytutu – Michał Gulczyński – postanowił przebadać sondaż przeprowadzony przez Ipsos dla Oko.press. Wynika z niego, że Polki już po dwóch tygodniach wojny bardziej pesymistycznie (lub realistycznie) oceniały potencjalne skutki przyjazdu Ukraińców. Choć dzisiaj może się to wydawać niewiarygodne, w następnych miesiącach i latach możemy spodziewać się wzrostu poparcia Polek dla radykalnej i skrajnej prawicy. Gulczyński zidentyfikował cztery „zapalniki”, które mogą zmienić zachowania polityczne i stosunek do uchodźców, zwłaszcza wśród kobiet, oraz trzy czynniki, od których będzie zależało, jak kryzys uchodźczy wpłynie na scenę polityczną.

Analityk zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o napływ uchodźców, nie ma zrównoważenia płciowego. Zarówno przygotowanie należytych odpowiedzi na potrzeby uchodźców, jak i wspomniane „podsunięcie poduszki” wymagają więc spojrzenia przez pryzmat płci. Wnioski o PESEL do końca marca złożyło już 624 tys. obywateli Ukrainy, w tym 43% to kobiety w wieku 18-65 lat, a 51% dzieci. Pozostałe 6% to mężczyźni i seniorki. Można zatem przyjąć, że mamy w Polsce około 1,3 miliona uchodźców z Ukrainy, wśród których udział seniorek i mężczyzn (wskutek powszechnej mobilizacji) jest na razie znikomy. Inaczej mówiąc: wśród uchodźców najwięcej jest kobiet, co każe patrzeć na całe zjawisko ich oczami.

Michalkiewicz. The Movie

Zmiany w mieszkaniach

Gulczyński pisze: W ciągu kilku tygodni od wybuchu wojny w dużych miastach zniknęła większość ofert najmu mieszkań. Na długofalowy niedobór mieszkań i nadzwyczajne zwiększenie popytu nakłada się także podwyższenie stóp procentowych i nagłe obniżenie zdolności kredytowej. Spora grupa młodych będzie więc płacić za najem zauważalnie więcej niż wcześniej, a jednocześnie straci nadzieję na zakup własnej nieruchomości. Dotyczyć to może zwłaszcza młodych kobiet, które szybciej od mężczyzn wyprowadzają się z domu i częściej migrują do dużych miast. Inaczej mówiąc: tysiące młodych Polek mogą dojść do wniosku, że właśnie napływ Ukrainek uciekających przed wojną spowodował wysokie ceny mieszkań i wzrost trudności z zakupem własnego lokum.

Potwierdzać to może przykład Warszawy, bo to właśnie do stolicy dotarła największa liczba uchodźców. Za wynajęcie dwupokojowego mieszkania w bloku zbudowanym jeszcze w czasach PRL do końca lutego można było zapłacić niewiele ponad 2 tysiące złotych miesięcznie i kilkaset złotych opłat. Gdy pojawili się uchodźcy, mieszkania podrożały. Obecnie trudno już znaleźć małe lokum tańsze niż 3 tysiące miesięcznie (dodatkowo kilkaset złotych opłat i czynszu). Właściciele mieszkań, którzy zainwestowali w nie swoje oszczędności, cieszą się ze „złotych czasów”. Tym bardziej że w Polsce powołano do życia wiele inicjatyw pomocy dla Ukraińców, wśród nich zbiórki środków na wynajem mieszkań dla samotnych matek z dziećmi. Właściciele mieszkań zacierają ręce.

Zadowoleni są również architekci i deweloperzy. Zwiększony popyt na mieszkania oznacza również wzrost cen. W ostatnich tygodniach wystrzeliły one podobnie jak ceny paliw. Kto jeszcze w styczniu planował zakup dwu- lub trzypokojowego mieszkania w nowoczesnym bloku, musiał liczyć się z wydatkiem ponad pół miliona złotych. Teraz jest to 100-150 tysięcy złotych więcej. Na to wszystko nakładają się jeszcze problemy z uzyskaniem kredytu i wysokie stopy procentowe. W tej sytuacji plotka, że winni wszystkiemu są uchodźcy z Ukrainy, trafi na podatny grunt i spowoduje niechęć młodych Polek do przybyszek.

Zmiany na rynku pracy

Kolejny obszar, gdzie nastąpią duże zmiany, to rynek pracy. Znakomita większość Ukrainek nie zadowoli się skromną zapomogą od państwa ale będzie chciała znaleźć źródło utrzymania. Dotyczy to przede wszystkim matek odpowiedzialnych za dzieci. Michał Gulczyński pisze: Analitycy rynku pracy podzielili się na dwie kategorie: optymistów i tych, którzy zauważają niedopasowanie płciowe podaży i popytu pracy dla imigrantów w Polsce. Z jednej strony – mamy wiele miejsc pracy w sektorach zdominowanych przez mężczyzn: budowlanym oraz transportu i logistyki. Wielu mężczyzn wyjechało jednak na Ukrainę, doprowadzając niektóre firmy budowlane do zastojów. Przybyło natomiast kobiet, w tym zwłaszcza samotnych matek. Polskie pracowniczki – zwłaszcza w zawodach niewymagających szczególnych umiejętności i doświadczenia – nagle zetkną się z większą konkurencją. Jeśli powrót na Ukrainę nie będzie możliwy, nawet ceniona prawniczka z Kijowa będzie musiała znaleźć pracę poza zawodem i niewymagającą dobrej znajomości języka. Biorąc pod uwagę bardzo ograniczoną dostępność kursów języka polskiego jako obcego, dostosowanie Ukrainek potrwa co najmniej kilka miesięcy i nie będzie proste. Gdy empatia wobec uchodźczyń będzie słabnąć, zaczną przebijać się drobne problemy w codziennym obcowaniu: trudności w komunikacji, konieczność pomagania nowym koleżankom w przystosowaniu do pracy, poczucie nierównego traktowania przez pracodawców itd. Inaczej mówiąc: konkurencja ze strony Ukrainek na rynku pracy szybko zacznie denerwować Polki i przełoży się na wzrost niechęci do nich.

Edukacja i leczenie

Trzecim takim punktem jest dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej. Rząd zdecydował się przyznać numery PESEL uchodźcom z Ukrainy oraz otworzyć na nich służbę zdrowia i system edukacji. To spowodowało kolejki w szpitalach i kłopoty z dostępnością usług. Na zabiegi czeka się dłużej, bo więcej jest Ukrainek zainteresowanych skorzystaniem ze służby zdrowia. Musi to więc wywoływać złość osób, którym wydłuża się czas oczekiwania na zabieg lub konsultację.

Druga sprawa to zmiany w systemie edukacji. Michał Gulczyński pisze: Presję odczują też nastolatki. Już w zeszłym roku polscy maturzyści wyrażali poczucie niesprawiedliwości, gdy kandydaci o wschodniosłowiańskich nazwiskach zdominowali rekrutację na niektóre kierunki studiów. Wynikało to wówczas z korzystnego dla nich przeliczania wyników zagranicznych matur. Za trzy miesiące sytuacja może się powtórzyć w znacznie większej skali. Wiele zależeć będzie od możliwości zdawania ukraińskiej matury oraz przyjętych zasad rekrutacji. Znowu – kobiety w Polsce znacznie częściej od mężczyzn idą na studia. Zakładając, że Polki i Ukrainki preferują podobne kierunki studiów, konkurencja zwiększy się, zwłaszcza na kierunkach zdominowanych przez kobiety, i będzie dla młodych Polek łatwo zauważalna i bolesna.

Kandydatki na żony

Napływ uchodźczyń zmienia również rynek matrymonialny. Zwrócił na to uwagę nawet lewacki publicysta Jaś Kapela, który zasłynął wypowiedzią, że „wojna przyniosła korzyść” w postaci „pięknych dziewcząt z Tindera”. Tysiące młodych, pięknych i konserwatywnych Ukrainek może rzeczywiście zatrząść polskim rynkiem matrymonialnym. Tym bardziej ze względu na tradycyjne, ukraińskie przywiązanie kobiet do wartości rodzinnych, będące przeciwwagą dla emancypujących się Polek. Już teraz w internecie ogromną popularnością cieszą się strony łączące Polaków z Ukrainkami. Kwestią czasu jest, aż spowoduje to zazdrość Polek, którym kobiety zza wschodniej granicy odbiorą najlepszych kandydatów na mężów. Gulczyński pisze:

Według badań przybycie uchodźców do Niemiec spowodowało w miejscach ich przyjmujących wzrost poparcia wśród mężczyzn dla przestępstw z nienawiści. Zwłaszcza tam, gdzie już wcześniej mężczyzn było stosunkowo dużo. Uchodźcy wywołali więc u mężczyzn poczucie konkurencji o już zbyt małą liczbę potencjalnych partnerek. Przez analogię – w polskim przypadku to kobiety mogłyby się zradykalizować, częściej przyjmując postawy antyuchodźcze. Wraz z pogłębiającym się niedoborem odpowiednich partnerów mogą się też pogorszyć opinie Polek o Polakach.

Konfederacja zyskuje

Z raportu wynika, że wszystkie te zjawiska w Europie wpłynęły już na zmianę preferencji politycznych. Tak samo może być i w Polsce. Zazdrosne Polki mogą skierować swoje sympatie ku partii, która jest przeciwna specjalnemu traktowaniu uchodźców. Tutaj hasło Konfederacji: „Tak dla pomocy, nie dla przywilejów” może trafić na podatny grunt i przyciągnąć do prawicowego ugrupowania dziesiątki tysięcy wyborczyń, wcześniej nie angażujących się w politykę (a często nawet nie głosujących).

Gulczyński przywołuje przykłady z zachodniej Europy: Według międzynarodowych badań partie radykalnie prawicowe „targetują” kobiety, gdy tracą poparcie i gdy ich elektorat jest wyjątkowo zmaskulinizowany. Konfederacja może być dzisiaj właśnie w takiej sytuacji, po utracie części poparcia w pierwszych tygodniach wojny. Zdobycie poparcia kobiet udało się już wielu podobnym partiom na Zachodzie. Jeszcze 15 lat temu Jean-Marie Le Pen zdobywał głównie głosy mężczyzn, nie stroniąc od seksistowskiej retoryki. Marine Le Pen wystarczyło kilka lat, by na Zjednoczenie Narodowe głosowało nie mniej kobiet niż mężczyzn. Złagodziła retorykę w kwestiach rodziny czy aborcji, a i sama nie prowadziła swojego życia osobistego według tradycyjnych norm. Jako kobieta-liderka przyciągnęła również młode wyborczynie, które nie pamiętają mizoginistycznej wersji jej partii.

Leszek Szymowski