Siergiej Andriejew oblany czerwoną farbą w Warszawie.
Siergiej Andriejew oblany czerwoną farbą w Warszawie. (Fot. PAP)
REKLAMA
Służby całkowicie zawiodły, taki incydent nie miał prawa się wydarzyć – ocenia oblanie sztuczną krwią rosyjskiego ambasadora w Polsce Marek Reszuta, były pracownik kilku placówek dyplomatycznych, który w Moskwie został dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców”. Przypomina też, że już 26 kwietnia proponował, by okolice mauzoleum przezornie zamknąć na długo przed 9 maja, do czego pretekstów można było znaleźć kilka.

Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w poniedziałkowe południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją – sztuczną krwią. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.

REKLAMA

Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog”, czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Reszuta o ataku na ambasadora Rosji

Marek Reszuta, były dyplomata stacjonujący m.in. w w Rosji, Armenii czy Gruzji, przypomniał, że już 26 kwietnia apelował, by okolice mauzoleum przezornie zamknąć pod pretekstem chociażby remontu, spodziewając się, że może dojść do incydentów, które w złym świetle postawią Polskę.

„Panie Trzaskowski, miej Pan cohones i zamknij na 9 maja do remontu dojście do sowieckiego mauzoleum przy Żwirki i Wigury. Obawiam się, że tam mogą być w tym dniu niekiepskie awantury, gdy delegacja Ambasady RU będzie chciała złożyć wieńce” – pisał 26 kwietnia Reszuta.

Atak na ambasadora w Warszawie. Polska złamała Konwencję Wiedeńską

Dziś dodaje, że nie chodzi teraz o to, aby licytować się, kto jest bardziej winien całemu zajściu, lecz by zrozumieć, że w ogóle nie powinno do niego dojść. I dlaczego będzie miało negatywne konsekwencje.

Chociażby dlatego, że Polska dopuściła do złamania Konwencji Wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych – konkretnie art. 29.

„Osoba przedstawiciela dyplomatycznego jest nietykalna. […] Państwo przyjmujące będzie traktować go z należytym szacunkiem i przedsięweźmie wszelkie odpowiednie kroki, aby zapobiec wszelkiemu zamachowi na jego osobę, wolność lub godność” – przypomina zapis konwencji Reszuta.

„Ukrainki nie miały prawa. Powinny być natychmiast zatrzymane”

Były dyplomata uważa, że „skandalem jest tłumaczenie przedstawicieli naszego rządu, że Ukrainki miały prawo do takiej manifestacji”.

„Nie miały. Nie ma tu żadnego kontratypu. Powinny być natychmiast zatrzymane, aresztowane. Dokonały przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej (Rozdział XVII KK). Prokurator powinien natychmiast wszcząć śledztwo z art. Art. 136. Czynna napaść lub znieważenie przedstawiciela obcego państwa „§ 1” – pisze Reszuta.

Reszuta nie pojmuje ponadto, jak minister spraw wewnętrznych i zarazem koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński mógł pochwalić atak na ambasadora obcego państwa.

„Pochwała ataku na Ambasadora obcego państwa to zwykłe 'nawoływanie do popełnienia przestępstwa’ – art.255 § 3. Kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie do 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Prokurator powinien już działać w wielu przypadkach” – ocenia.

Atak na rosyjskiego ambasadora. Co straci Polska?

Podkreśla, że ostatnie, czego teraz Polska potrzebuje, to przepychanki pomiędzy rządem a warszawskim ratuszem o to, kto jest bardziej winien zajściu, kto ma rację itp.

Uważa natomiast, że minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau powinien czym prędzej zaprosić na wizytę rosyjskiego ambasadora.

„Zbigniew Rau powinien zaprosić do MSZ Andrejewa i poprosić go, aby nie eskalował i nie organizował złożenia kwiatów. Wbrew różnym dyskusjom, nie ma możliwości zabronienia mu tego, nie pozwala na to polskie prawo, jak też konwencje międzynarodowe” – opisuje.

Dodaje, że jeśli Andriejew będzie chciał kwiaty złożyć, to należy odpowiednio zabezpieczyć cały teren. I tak też należało uczynić 9 maja.

Reszuta ocenia, że zdarzenie to będzie miało negatywne konsekwencje dla Polski na arenie międzynarodowej. I nie ma wcale na myśli kroków ze strony rosyjskiej, bo to całkowicie oddzielny temat.

„Przypominam, że Ukrainy (i Polski) nie popierają wszystkie państwa świata. Cała Ameryka Południowa i prawie cała Azja i Afryka ma gdzieś ten konflikt. Nie poparli sankcji na Rosję. Teraz tam media rosyjskie działają. Będziemy („słusznie”) nazywani państwem nazistowskim, gdzie nie szanuje się standardów demokratycznych i dyplomatycznych. Kolejny cios w nasz prestiż” – podsumowuje Reszuta.

Reszuta jako dyplomata pracował m.in. w polskich ambasadach w Moskwie, Tbilisi czy Erywaniu.

W 2005 roku, gdy pełnił funkcję II Sekretarza Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Ambasadzie RP w Moskwie, został dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców”.

Dostał znienacka na ulicy cios w głowę, a potem został skopany. Z naderwanym uchem, posiniaczoną twarzę i podejrzeniem wstrząśnienia mózgu wylądował w szpitalu. O przypadkowej ofierze nie mogło być mowa, bo był to wówczas trzeci w ciągu ostatnich kilku dni atak na pracownika polskiej ambasady w Moskwie.

Ze strony rosyjskiej był to nieoficjalnie odwet za pobicie dzieci rosyjskich dyplomatów w Warszawie. Czy tym razem również możemy spodziewać się „odwetu”?

REKLAMA