feministki/obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay
feministki/obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay
REKLAMA
Aktywiści wspierający aborcję „na życzenie” rozpoczęli cykl manifestacji w różnych miastach Stanów Zjednoczonych i zapowiedzieli „lato wściekłości”. Chodzi o przecieki dotyczące ogłoszenia wyroku Sądu Najwyższego USA, które mówią, że tzw. federalne „prawo do aborcji” wynikające z orzeczenia sądowego z 1973 roku zostanie zakwestionowane, a prerogatywy decydowania w tej sprawie odzyskają władze poszczególnych stanów.

Nie oznacza to żadnego zakazu aborcji, ale zwrócenie decyzji o zabijaniu lub ochronie życia poczętego władzy ustawodawczej. Wielkie lobby proaborcyjne za oceanem, ale także w Europie, wpadło w histerię.

Ogłoszono m.in. „wielki dzień mobilizacji w obronie prawa do aborcji”. Zapowiedziano w całym kraju około 450 manifestacji. Okazało się jednak, że frekwencja nie była zbyt duża. Tylko w największych miastach i to tych najbardziej „progresywnych”, demonstracje gromadziły po kilkanaście tysięcy aktywistów.

REKLAMA

Amerykański „Marsz Kobiet” stara się jednak rozpętać kampanię nacisku na sędziów SN, którzy mają wydać wyrok w czerwcu. Niektóre demonstracje urządzano pod ich domami. Jednak większe wiece mają miejsce w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Chicago, Austin i Los Angeles.

Aborcjoniści boją się, że około 20 konserwatywnych stanów wprowadzi pewne ograniczenie w swobodzie zabijania dzieci nienarodzonych. Sąd Najwyższy do końca czerwca ma wydać orzeczenie w sprawie ustawy, którą podjął stan Missisipi i która zakazuje późnych aborcji.

Aborcję ograniczyły dotąd 23 stany rządzone przez Republikanów, ale ich ustawy zostały zaskarżone i ich przyszłość leży w rękach sędziów Sądu Najwyższego.

Źródło: AFP/ France Info

REKLAMA