Elizabeth Borne. Foto: PAP/EPA
Elizabeth Borne. Foto: PAP/EPA
REKLAMA
Francja. Minister Solidarności Damien Abad został oskarżony o gwałt. W sumie to nic nowego, bo podobne kłopoty miał wcześniej nawet minister sprawiedliwości Moretti, a nawet szef MSW Darmanin. Także i w tym przypadku paryska prokuratura zdecydowała się jednak nie wszczynać śledztwa.

Decyzja jest krytykowana przez opozycję i feministki. Domagają się dymisji niedawno powołanego ministra Solidarności, Autonomii i Osób Niepełnosprawnych.

Prokuratura paryska uznała 25 maja, że w doniesieniu na Abada nie ma elementu pozwalającego na identyfikację ofiary w ujawnionych faktach.

REKLAMA

Doniesienie złożyło tzw. Obserwatorium Przemocy Seksistowskiej i Seksualnej, które przesłało zeznania dwóch kobiet oskarżających Damiena Abada o gwałt. Prokuratura wszczyna jednak takie sprawy z urzędu w przypadku nieletnich, a kiedy sprawa dotyczy dorosłych, wymagana jest skarga samej ofiary.

To tylko czasowe stłumienie pożaru. Już dzień po powołaniu rządu Elisabeth Borne, Mediapart opublikowało zeznania dwóch kobiet oskarżających nowego ministra Solidarności, Autonomii i Osób Niepełnosprawnych o zgwałcenie ich w 2010 i 2011 roku. Jedna z nich potwierdziła swoją historię dziennikarzom AFP.

Twierdzi, że złożyła zeznania na posterunku policji w 2012 r., a dodatkowo składała skargę w roku 2017.

Prokuratura wskazała , „że pierwsza skarga wniesiona w związku z gwałtem została zamknięta bez nadania biegu sprawie 6 kwietnia 2012 r. z powodu zaniechania dalszego działania przez skarżącego”, a druga skarga „dotycząca tych samych faktów została oddalona 5 grudnia 2017 r.” z powodu „braku wystarczająco poważnego naruszenia”.

„Nigdy w życiu nie zgwałciłem ani jednej kobiety” – bronił się w poniedziałek 23 maja Damien Abad, który nie planuje rezygnacji ze stanowiska. „Czy niewinny człowiek powinien zrezygnować? Nie sądzę” – dodał.

Minister jest inwalidą i ma wrodzoną chorobę nerwowo-mięśniowa (artrogrypoza). Podobno jego schorzenie wyklucza, by popełnił zarzucane mu czyny.

W szeregach opozycji i stowarzyszeń feministycznych narasta jednak gniew i pojawiają się wezwania do jego rezygnacji. W tym przypadku trudno ocenić realność oskarżeń.

Z jednej strony przyznanie się, że jest coś na rzeczy to fatalna wiadomość dla dopiero co powołanego rządu, więc trudno tu odrzucić możliwość „mataczenia” wymiaru sprawiedliwości.

Z drugiej strony, warto przypomnieć, że kiedy pojawił się w 2017 roku „ruch obywatelski” MeToo, mający zwrócić uwagę na problem molestowania seksualnego kobiet (po oskarżeniu Harveya Weinsteina) dochodziło do licznych nadużyć i oskarżeń, które okazywały się nie potwierdzone, ale zniszczyły kariery wielu ludziom.

Źródło: Le Figaro

REKLAMA