Premier Węgier Victor Orban. Foto: PAP/EPA
Premier Węgier Victor Orban. Foto: PAP/EPA
REKLAMA

Wprowadzony na Węgrzech stan wyjątkowy, czyli stan zagrożenia, to model znany już z czasów pandemii; głównym motywem jego wprowadzenia było zmierzenie się z potężną falą uchodźców – powiedział PAP dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka prof. Maciej Szymanowski.

Premier Węgier Viktor Orban ogłosił we wtorek stan wyjątkowy w kraju, który obowiązuje od środy ze względu na wojnę na Ukrainie.

„Rząd potrzebuje pola manewru, by móc szybko reagować na pojawiające się wyzwania” – oświadczył Orban w nagraniu opublikowanym na Facebooku. Jak podkreślił Reuters, w wyniku wprowadzenia stanu wyjątkowego węgierski gabinet uzyskał możliwość podejmowania decyzji przy pomocy dekretów.

REKLAMA

„Stan wyjątkowy, czyli stan zagrożenia to jest model już przećwiczony na Węgrzech w przypadku pandemii” – powiedział PAP prof. Szymanowski.

Decyzja ta jego zdaniem ma „ułatwić podejmowanie rządowi szybkich działań, oczywiście za akceptacją wsteczną parlamentu. „Jak sądzę, głównym motywem jej podjęcia było zmierzenie się z potężną falą uchodźców, których (na Węgrzech – PAP) są setki tysięcy” – dodał.

Szymanowski podkreślił, że przyjmowanie ukraińskich uchodźców to „największa pomoc humanitarna Węgier w dziejach”. „Jest większa niż nawet pomoc udzielana Polakom podczas II wojny światowej” – powiedział. Stwierdził, że od rozpoczęcia wojny na Ukrainie przez Węgry przejechało „prawie milion osób (z Ukrainy – PAP), z których ok. 300 tys. (…) zostanie raczej na dłużej”.

Zapytany, dlaczego akurat w tym momencie wprowadzany jest na Węgrzech stan wyjątkowy Szymanowski stwierdził, że „gdyby coś takiego zostało wprowadzone w trakcie kampanii wyborczej (przed wyborami parlamentarnymi 3 kwietnia – PAP) to opozycja podniosłaby argument, że kampania nie była w pełni wolna, demokratyczna”.

Stwierdził, że z podobnych narzędzi „nagminnie w ostatnich latach” korzysta „chociażby prezydent Francji”. „Można nawet powiedzieć, że prezydentura prezydenta Emmanuela Macrona odbywa się głównie w warunkach stanu wyjątkowego czy nadzwyczajnego” – dodał.

Szymanowski stwierdził, że wprowadzony na Węgrzech stan wyjątkowy „nie ma nic wspólnego z jakimś ograniczeniem praw obywatelskich, a już na pewno nie w takim stopniu jak w czasie pandemii”, gdy „była godzina policyjna (…) gdzie tylko ludzie z pieskami mogli po godzinie 22 oddalić się od domu i to nie dalej niż na 500 metrów” – powiedział.

Zapytany jakie warunki muszą zostać spełnione, aby Węgry poparły wprowadzenie przez UE szóstego pakietu sankcji wobec Rosji w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, Szymanowski odpowiedział że „kluczem jest zmiana polityki Brukseli wobec Budapesztu”.

„Jeżeli Węgry nie otrzymają pieniędzy z pakietu odbudowy albo za pomoc uchodźcom będą prowadziły bardzo nieustępliwą politykę w tym punkcie” – dodał.

Od wielu dni UE bezskutecznie próbuje uzgodnić szósty pakiet sankcji wobec Rosji w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, zakładający embargo na rosyjską ropę. Część krajów UE jest krytyczna wobec tej propozycji. Tymczasem przyjęcie sankcji wymaga jednomyślności państw Wspólnoty.

Zdaniem Szymanowskiego, „wiele państw, chociażby Niemcy korzystają z tego, aby nic nie zrobić w ramach szóstego pakietu”. „Przypomnę, że jeden land niemiecki zużywa mniej więcej tyle gazu ile Węgry, Czechy i Słowacja razem wzięte” – powiedział.

Według niego, ostatecznie szósty pakiet sankcji UE na Rosję wejdzie w życie, jednak „będzie on podobnie bezzębny, jak wiele innych wcześniejszych pakietów”, np dotyczący międzynarodowego systemu płatności SWIFT. Miał on być – dodał – „niby tą +bronią atomową+”, z którego zostały jednak wyłączone największe rosyjskie banki.

„I obawiam się, że to idzie niestety w tym kierunku” – dodał.

Szymanowski stwierdził, że po zaakceptowaniu przez kraje członkowskie szóstego pakietu sankcji „pojawią się siódmy i ósmy pakiet”, które również będą zawierać luki. „Będzie w tych pakietach poukrywanych bardzo dużo furteczek, z których wszystkie państwa, a zwłaszcza te największe umiejętnie skorzystają” – powiedział.

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel powiedział w środę, że „Unia Europejska ma nadzieję, że uda się uzgodnić sankcje na rosyjską ropę przed kolejnym posiedzeniem Rady Europejskiej”, zaplanowanym na 30-31 maja.

Wśród krajów najbardziej sceptycznych wobec embarga są Węgry, które sprzeciwiają się tym planom ze względu na uzależnienie swej gospodarki od rosyjskiego surowca. Do tej grupy należą też Czechy i Słowacja.

UE proponuje tym państwom tymczasowe odroczenie embarga, które w ich przypadku weszłoby w życie w 2024 roku. Jednak takie ustępstwo na razie nie wystarczyło do wypracowania kompromisu.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej zwracają też uwagę na konieczność modernizacji infrastruktury paliwowej, która przystosowana jest do rosyjskiej ropy. Wiązałoby się to z kosztami, które miałaby pokryć UE. (PAP)

REKLAMA