Mapa Europy na globusie. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pexels
Mapa Europy na globusie. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pexels
REKLAMA

Portal Atlantico zamieścił wywiad z politologami Guillaumem Klossą, który założył europejski think tank EuropaNova i był współpracownikiem instytucji unijnych i Michaelem Lambertem. Temat wywiadu dotyczy przesuwania się centrum Europy na Wschód i konieczności podzielenia się w Unii władzą przez tandem Niemcy-Francja.

Chodzi o to, że konflikt rosyjsko-ukraiński ujawnił nowe centrum silnych wpływów na wschód od tradycyjnego francusko-niemieckiego „motoru” UE.

Pada więc pytanie, czy kiedy karabiny przestaną strzelać, centrum wpływów Unii może przesunąć się z Zachodu na Wschód i to zarówno gospodarczo, jak i militarnie?

REKLAMA

Klossa uważa, że „pole grawitacyjne Europy się nie zmienia, ale Unia Europejska przechodzi od wizji „twardego rdzenia” na czele z jej historycznymi członkami, do Unii uwzględniającej nowych członków i staje się bardziej inkluzywna”.

Inną konsekwencją tej wojny ma być uświadomienie sobie, że Unia Europejska to coś „znacznie więcej niż projekt technokratyczny”. „Pojawiła się jako projekt polityczny i cywilizacyjny, a prezydent Zełenski w niemal wszystkich swoich wystąpieniach od czasu wyboru podkreślał cywilizacyjny aspekt Unii Europejskiej” – mówi Klossa.

Michael Lambert dodaje mocno na wyrost, że „Idea Europy, która obraca się wokół pary francusko-niemieckiej, jest reliktem zimnej wojny i nie ma prawie żadnego znaczenia we współczesnej Unii Europejskie”. Chodzi tu jednak o to, że od lat brakuje wspólnej niemiecko-francuskiej strategii.

„Jednocześnie kraje Europy Środkowo-Wschodniej wyłaniają się jako nowe potęgi. Estonia jest teraz gigantem cyberprzestrzeni, a ten nordycki kraj poprzednio okupowany przez ZSRR prawdopodobnie wyprzedzi Szwajcarię i Singapur pod względem dochodu na mieszkańca w ciągu najbliższych dwudziestu lat” – mówi Lambert.

Wskazuje Czechy, które wracają do swojej pozycji przemysłowej i gospodarczej takiej jak przed II wojną światową. Wreszcie na Polskę, która „stała się czołowym aktorem dyplomatycznym, o czym świadczą jej inicjatywy na rzecz ukraińskich uchodźców”.

Politolodzy francuscy wskazują jednak na opóźnienie rozwoju siły militarnej krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W związku z tym kraje te polegają na NATO, są proamerykańskie, a np. „Polacy kupują dużą część sprzętu amerykańskiego, podczas gdy bardziej odpowiedni byłby sprzęt francuski, taki jak czołg Leclerc i MAMBA, czy szwedzki Saab Gripen”. Tutaj francuskie myślenie się nie zmienia…

Dalej jest o tym, że tylko Estonia, Czechy i Słowenia staną się pełnoprawnymi potęgami gospodarczymi i dogonią kraje Europy Zachodniej. Na poziomie dyplomatycznym do ekstraklasy unijnej awansują Estonia, „ale tym razem w towarzystwie Polski i Czech”.

Z kolei „Polska stanie się europejską potęgą rolniczą, a rolnictwo ma stać się istotnym elementem soft power w świecie niedoborów”. W ekologii do czołówki UE wejść ma Słowenia.

Francja i Niemcy „pozostaną mocarstwami stacjonarnymi, bez zwiększania swoich wpływów, ale i bez zmniejszania ich w Unii Europejskiej”.

Autorzy artykułują też wiele różnych tez wątpliwej jakości. Na artykuł warto jednak zwrócić uwagę z innego powodu. Okazuje się, że dzięki wojnie na Ukrainie, do świadomości zachodnich elit, powoli przebija się podmiotowość naszego regionu i jego rola nie tylko w Europie, ale systemie globalnym.

Region traktowany zawsze z góry (słynne „mieliście szansę siedzieć cicho” Chiraka), niemal w sposób neokolonialny, powoli odzyskuje swoją podmiotowość.

REKLAMA