
Francuzi pójdą do urn wyborczych już w niedzielę 12 czerwca. Zapowiada się bardzo niska frekwencja, być może będzie to nawet rekord historyczny i przy urnach pojawi się raczej mniej, niż połowa uprawnionych.
Prawie 54% zarejestrowanych wyborców może głosowanie zbojkotować. Według ankiety Odoxa-Backbone Consulting przeprowadzonej dla „Le Figaro”, w niedzielę 12 czerwca tylko 46% Francuzów może wziąć udział w wyborach.
To niemal o trzy punkty procentowe mniej niż w 2017 r., kiedy zagłosowało 48,7%. Frekwencja systematycznie spada od 1993 roku. Wynosiła wówczas 68,93%, co oznacza spadek frekwencji o 20 punktów proc. w ciągu ostatnich trzydziestu lat. W 1978 r. na wybory chodziło jeszcze nawet 83,25% i był to najlepszy wynik frekwencyjny w historii V Republiki.
Po wyborach prezydenckich i reelekcji Macrona, czego nie chciała większość Francuzów, nastąpiło rozczarowanie polityką. Paradoks wyboru Macrona polegał na tym, że niechętny mu elektorat lewicy, mając jako alternatywę Marine Le Pen, „nie miał wyjścia”. Gdyby w II turze jego konkurentem był lewak Melenchon, zapewne też wygrałby… Macron, bo z kolei elektorat prawicy chciałby uniknąć „większego zła”.
Na dziś wstrzymanie się od głosu deklaruje 41% tych, którzy w kwietniu głosowali na Jeana-Luca Mélenchona, 52% wyborców Marine Le Pen, czy 46% elektoratu prawicowego Erica Zemmoura. Najmniej rozczarowanych i bojkotujących ma w swoim obozie Emmanuel Macron (wstrzymać się od głosu chce 36% jego wyborców z kwietnia).
Tylko 29% Francuzów deklaruje, że jest „bardzo” zainteresowana kampanią wyborczą. Brak zainteresowania polityką w ogóle dotyczy 33%, a brak poczucia „swojego” kandydata i partii dotyczy 24%. 20% uważa, że wybory i tak nie zmienią sytuacji w kraju. 15% to niemal zwolennicy „teorii spiskowej”, którzy uważają, że wybory i tak są już rozstrzygnięte.
Jest w tym trochę racji. Procentowo można się spodziewać w I turze ponad 20% wyników trzech bloków – prezydenckiego, lewicowego i Zjednoczenia Narodowego. Sondaże dają względną większość w parlamencie obozowi Emmanuela Macrona, jednak niektóre wieszczą, że może to być poniżej absolutnej większości 289 mandatów.
LREM i jego koalicjanci wyprzedziliby NUPES, czyli koalicję Zbuntowanej Francji, Zielonych, socjalistów i komunistów, skupionych wokół Jean-Luca Mélenchona. Tej formacji daje się od 170 do 205 mandatów. Na trzecim miejscu znalazła się centroprawica (Republikanie) z wynikiem 35 do 55 deputowanych. Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen wprowadziłoby do parlamentu od 20 do 50 deputowanych. Tak słaby wynik to skutek jednomandatowych okręgów, w których w II turze wszyscy będą przeciw kandydatom narodowej prawicy.


![Trump miał powiedzieć Netanjahu, żeby tego nie robił. Izrael i tak zrobił swoje [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/03/netanjahu-trump-100x70.jpg)





