Żandarmeria francuska. Fot. twitter
Żandarmeria francuska. Fot. twitter
REKLAMA
Praktycznie nie ma we Francji dnia bez doniesień o bójkach, porachunkach, napadach. Niestety, ściele się także trup. Bywa, że wspólnym mianownikiem takich wydarzeń bywają imigranci.

Tylko z tego weekendu nadeszło sporo takich doniesień. O ile informacje takie podawane są na ogół tylko w mediach lokalnych, to dzięki mediom społecznościowym można sobie wyrobić pogląd na „krajowy” przekrój sytuacji dotyczący bezpieczeństwa społecznego.

Poniżej kilka przykładów.

REKLAMA

Tutaj napad w bogatej podparyskiej miejscowości Neuilly-sur-Seine (92). „Za osobą z gminy żydowskiej szły 4 osoby i zaatakowały ją kradnąc zegarek”…

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Niezawodny Adam Gwiazda opisuje za „Le Figaro” śmiertelną bójkę na rue Mouffetard w Paryżu. Jedna ofiara dostała cios w ramię, a druga dwa ciosy – w serce i w plecy. Napastnik zbiegł. Obaj to „członkowie społeczności albańskiej”….

A to już Lyon i bójka z udziałem „młodzieży” rzut kamieniem od siedziby Hôtel de Ville:

W Aix-en-Province w departamencie Bouches-du-Rhône zatrzelono przy aucie mężczyznę w wieku 45 lat. Zabójstwo miało miejsce w dzielnicy Duranne w południowo-zachodniej części miasta. Mężczyzna został podobno trafiony kilkoma kulami, w tym jedną w twarz.

W Carpentras (84 departament) miały miejsce strzały i bijatyka maczetami w centrum miasta w nocy z 10 na 11 czerwca. Dantejskie sceny miały miejsce Place du Marché-aux-Oiseaux. Poniżej krajobraz po „bitwie”:

Można też zajrzeć na terytoria zamorskie. Na Majotcie dwóch sędziów zostało zaatakowanych maczetami. Wezwano zmotoryzowany oddział żandarmów w celu „przywrócenia republikańskiego porządku”.

Tutaj konkurencyjne gangi ścierały się przez kilka dni po zamordowaniu młodego mężczyzny. Były barykady, także ranni funkcjonariusze.

Taką opowieść możną by jeszcze snuć dość długo, a chodzi tu tylko o historie z ostatnich dni. Francja jest w trakcie wyborów, które odbywają się przy rekordowo niskiej frekwencji. Po prostu wielu ludzi już nie wierzy, że coś można w tym kraju jeszcze zmienić

REKLAMA