Czy Holandia ma polityków zdrowych na umyśle?

Minister van Genipp. Fot. EPP Wikipedia
Minister van Genipp. Fot. EPP Wikipedia
REKLAMA

Politycy żyją już chyba w świecie zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Holenderka minister spraw społecznych i zatrudnienia Karien van Gennip („chadeczka”) wpadła na pomysł, by odwołać się do „zniechęconej młodzieży francuskiej” w celu jej rekrutacji na potrzeby kadrowe holenderskich firm.

Holenderska minister proponuje „odszukanie młodych ludzi” z przedmieść Paryża, aby „wprowadzić ich z powrotem na właściwą drogę” i wypełnić zarazem lukę na rynku pracy w jej kraju.

Co prawda, pracę mogą znaleźć teraz i u siebie, ale jak pani van Gennip chce, to mogą się bić z policją i podpalać auta także u niej… W dodatku i o zaopatrzenie w narkotyki będzie łatwiej.

REKLAMA

Nic dziwnego, że holenderski deputowany z PVV (Partii Wolności) Léon de Jong, uznał propozycję „rekrutacji młodych ludzi z francuskich przedmieść do Holandii” za „groteskową”.

Leon de Jong komentował propozycję swojej minister dla francuskiego tygodnika „Valeurs”. Mówił, że jest „oszołomiony”.

„Wszyscy w Europie wiedzą, że pewna liczba francuskich przedmieść jest nękana przez biedę, przestępczość, islamizację i masową imigrację. Choć ta sytuacja jest problematyczna, rozwiązanie jej należy do Francji i tylko od Francji. Teraz nasz minister uważa, że może zaradzić tej sytuacji, a nawet ją wykorzystać. To groteska.”

Tym bardziej, że i w Holandii, prawie milion osób jest bezrobotnych. De Jong mówi, że wielu z nich chętnie chwyciłoby się pracy i staży, które imigranckiej młodzieży z przedmieść proponuje się we Francji.

Daje przykład Holendrów pochodzących z Maroka (szósta co do wielkości grupa etniczno-kulturowa w tym kraju). Stopa bezrobocia w tej społeczności jest dwukrotnie wyższa niż wśród pozostałej młodzieży.

Polityk wskazał zresztą na podobieństwa sytuacji. W Amsterdamie i Rotterdamie, dwóch największych miastach w kraju, niektóre dzielnice z większością imigrantów są nękane przestępczością i komunotaryzmem nie mniej, niż we Francji. „Po co do licha importować dodatkowe problemy?” – pyta retorycznie.

Niewykluczone, że minister Karien van Gennip złożyła propozycję Francji, bo była wcześniej dyrektorem zarządzającym ING France i mieszkała w Paryżu. Jednak nie wiadomo, czy zapuszczała się w okolice Barbes lub Saint Denis?

Propozycja ściągania młodych ludzi z francuskich przedmieść nie padła podatny grunt. Od pomysłu odcięła się większość tutejszej klasy politycznej, nawet lewica. Nic dziwnego, bo byłoby to polityczne samobójstwo.

De Jong uważa, że taki plan powstawał na poważnie i zrezygnowano z niego w obliczu krytyki i drwin ze strony mediów i klasy politycznej. W dodatku negatywne echa pojawiły się i w samej Francji. Tego typu „pomoc” odebrano jako konstatację, że Francja sama nie jest zdolna do integracji młodych z „banlieu” i sugestię, że jest państwem niemal „upadłym”…

A poniżej przyszli „Holendrzy?

REKLAMA