
Władysław Atroszenko, mer Czernihowa, miał pojawić się w Rzeszowie, ale został zatrzymany na polskiej granicy. Ukraiński samorządowiec jest wściekły i uważa, że takie działania dyskredytują prezydenta Zełenskiego.
Polityk poinformował o sprawie w swoich mediach społecznościowych. Władysław Atroszenko miał w Rzeszowie podpisać umowę o partnerstwie i pomocy dla zarządzanego przez siebie Czernichowa.
Atroszenko wyruszył w czteroosobowej delegacji. Politykowi nie pozwolono jednak na przekroczenie Krakowca. Ponoć pogranicznicy stwierdzili jakieś problemy z jego dokumentami. Straż graniczna bez podania powodów zabrała jego dokumenty i zaproponowała rozmowę z przełożonymi.
Mer twierdzi, że z jego dokumentami wszystko było w porządku, a winę za zatrzymanie go zrzuca na „polityczne gierki” prowadzone przez jednego z pracowników Kancelarii Prezydenta Ukrainy.
Atroszenko uważa, że ten sam człowiek próbował nie dopuścić do tego, by samorządowiec pojawił się na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.
Polityk stwierdził, że ta sytuacja to „arogancja urzędników wyższego szczebla, którzy chcą w ten sposób zaznaczyć swoją obecność, a tym samym przekroczyć swoje uprawnienia”.
Zdaniem Atroszenki działają oni na szkodę Ukrainy i dyskredytują prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
![Ukraińska modelka pędziła 220 km/h. Policja na tropie [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/03/policja-mustang-nczas-ok-100x70.jpg)

![Ciężko raniony przez imigranta Grzegorz Jurak na konferencji Ruchu Narodowego. Oskarża lokalne władze. „Nie będę milczał” [FOTO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/grzegorz-lublin-nczas-100x70.jpg)





