Red Pill.
Kobieta i mężczyzna. (Fot. Alexander Krivitskiy/Unsplash)
REKLAMA

Zastanawiałeś się kiedyś, czy istnieje jeszcze jakikolwiek sposób na to, by powstrzymać ekspansję feminizmu, która przybiera obecnie coraz bardziej agresywne formy? Od czego tak właściwie się to wszystko zaczęło? I czy w latach 20. XXI wieku pośród aborcjonistek, propagatorek prostytucji, reprezentantów tysiąca płci oraz zniewieściałych chłopców, którzy temu wszystkiemu przyklaskują, jest jeszcze miejsce dla normalnego, białego, heteroseksualnego mężczyzny?

Z pomocą przychodzi Red Pill – prakseologia pozwalająca Ci widzieć świat takim, jakim naprawdę jest, nawet jeśli nie posiadając tej wiedzy czułbyś się bezpieczniejszy lub szczęśliwszy. Termin ten wywodzi się z filmu Matrix, gdzie wybór czerwonej pigułki oznacza przebudzenie i przełknięcie gorzkiej prawdy, natomiast niebieskiej – życie w wygodnej nieświadomości. Odnosi się on do szerokiego spektrum tematów, jednak w głównej mierze skupia się na analizie relacji damsko-męskich przez pryzmat psychologii ewolucyjnej.

REKLAMA

Psychologia ewolucyjna, czyli „jak to działa”

Psychologia ewolucyjna to nurt współczesnej psychologii szukający wyjaśnień wzorów ludzkich zachowań jako ukształtowanych przez ewolucję biologiczną i kulturową. Do tych zachowań należy przykładowo zdobywanie zasobów, reprodukcja czy unikanie lub pokonywanie zagrożeń. Są one determinowane przez instynkty: w przypadku kobiet – instynkt hipergamii, w przypadku mężczyzn – instynkt dominacji.

Hipergamia nakazuje kobietom wybierać na mężów oraz ojców swoich dzieci jak najlepszych genetycznie i najzasobniejszych mężczyzn, w związku z czym nie będą one chciały wiązać się z tymi, od których czują się lepsze, ale i będą kończyć swoje związki, gdy tylko znajdą lepszego kandydata na ich miejsce, oczywiście o ile ich zainteresowanie będzie odwzajemnione. W dużym skrócie – hipergamia przejawia się w poszukiwaniu partnera wzwyż lub w poprzek hierarchii dominacji.

Z kolei męski instynkt dominacji to nic innego, jak żądza mająca na celu uzyskanie przewagi w systemach społecznych w zdobywaniu zasobów i możliwości reprodukcyjnego przekazania genomu następnemu pokoleniu. Na tej podstawie wśród mężczyzn ustala się hierarchia, zgodnie z którą dzielą się oni (w głównej mierze) na samców alfa oraz beta.

Ten pierwszy, wg definicji obejmującej wszystkie zwierzęta stadne, to dominujący osobnik, posiadający najwyższą pozycję społeczną w stadzie, pełniący rolę jego przywódcy. Jak prezentuje się w przypadku gatunku homo sapiens? Jest to mężczyzna silny, niezależny, pewny siebie, uzyskujący wysoki szacunek i status, lubiący ryzyko, z tendencjami do zachowań agresywnych (które nie muszą być jednoznacznie negatywne – przydają się często w chwilach, gdy np. jego rodzina potrzebuje obrony przed niebezpieczeństwem), o wysokim poziomie testosteronu i pożądany przez kobiety. Podsumowując – jest to urodzony przywódca.

Natomiast samiec beta ma uległą, bierną naturę – jest mniej pewny siebie, sterowany opinią społeczną, woli chować się w tłumie oraz odznacza się wysoką empatią. Ma tendencje do idealizacji kobiet, zapominając przy tym o własnych potrzebach i niekiedy dając się wykorzystywać. Oddaje on w związku stery partnerce, woli być „pantoflem”, co czyni go niezbyt atrakcyjnym w oczach płci przeciwnej. Jednak samcy beta również mają swoją rolę w społeczeństwie, które wręcz ich preferuje – są mu potrzebni, by tworzyli rodziny, odchowywali nieswoje dzieci oraz pracowali na rzecz innych, czego efektem są obecne czasy dobrobytu…

Gynocentryzm

Wspomniani wyżej samcy beta umacniają w społeczeństwie zjawisko tzw. gynocentryzmu. Polega on na koncentracji uwagi ludzi i opinii publicznej na płci żeńskiej, przy jednoczesnym umniejszaniu wartości mężczyzn.

Autor grafiki,  zamiast zwrócić uwagę na fakt, że ¾ bezdomnych to mężczyźni, pochyla się nad ¼ stanowioną przez kobiety. Podobnie jest w telewizji, gdzie w momencie relacjonowania jakiejś katastrofy nie usłyszymy nigdy, że „wśród 100 ofiar śmiertelnych 90 było mężczyznami”, tylko raczej „wśród ofiar były kobiety i dzieci”.

Kolejnym owocem gynocentryzmu jest hasło „przemoc ma płeć”. Dla kobiet istnieje przyzwolenie społeczne na głośne mówienie o byciu ofiarą wszelkiego rodzaju nadużyć, wręcz zachęca się je do tego i deklaruje szeroko pojęte, często zinstytucjonalizowane wsparcie, a w przypadku płci przeciwnej sytuacja zmienia się o 180 stopni – mężczyzna opowiadający o doświadczeniu przemocy ze strony kobiety naraża się na bycie wyśmianym lub – w łagodniejszym wydaniu – zignorowanym. Efektem tego bywają nawet tragedie w postaci męskich samobójstw (które dominują w statystykach tych „skutecznych”), bo zdarza się, że nawet policja nie traktuje poważnie zgłoszenia znęcającej się nad mężem kobiety. Nie wspominając już o kwestii molestowania seksualnego czy gwałtów dokonywanych na mężczyznach przez kobiety – temat ten w przestrzeni publicznej praktycznie nie istnieje, a bez wątpienia zasługuje na uwagę.

Zakończenie procesu J. Deppa i A. Heard

Pozostając w temacie gynocentryzmu i bagatelizowania problemów mężczyzn, 1 czerwca świat obiegła wieść o zwycięstwie Johnny’ego Deppa w procesie z Amber Heard, który pozwał ją o 50 milionów dolarów za sugerowanie w artykule prasowym, jakoby się nad nią znęcał. Aktorka wystąpiła z kontrpozwem o wartości 100 milionów dolarów, jednak ostatecznie przegrała spór i została uznana za winną zniesławienia. Jednak otoczka, która wytworzyła się wokół tej ciągnącej się w nieskończoność sprawy, jest wręcz zatrważająca – środowiska feministyczne całkowicie zignorowały tragedię fałszywie oskarżonego mężczyzny, którego kariera uległa zniszczeniu, całą uwagę skupiając na Heard, której postawa podczas procesu była podręcznikowym przykładem kobiecej manipulacji, na którą składały się jej płacz, domniemane choroby psychiczne jako usprawiedliwienie jej oszustw czy odwoływanie się do emocji.

Aktywistka Maja Staśko, na krótko przed wyrokiem, stwierdziła, że może i Depp padł ofiarą Amber, ale cała ta sytuacja nie służy kobietom będącym ofiarami przemocy domowej, ponieważ utrudni im dochodzenie sprawiedliwości. Z kolei Wysokie Obcasy doszły do wniosku, że po wygranej Deppa będzie można spodziewać się podobnych pozwów przeciwko kobietom zgłaszającym doświadczenie przemocy. Podsumowując te reakcje, mamy tu do czynienia z gynocentryzmem w najczystszej postaci – realna tragedia mężczyzny jest nieistotna, liczy się to „co by było, gdyby” dotknęła ona kobiety. Pewien komentator na YouTube zadał w związku z tym wyjątkowo celne pytanie – jeżeli mężczyzna z nielimitowanymi zasobami i wieloma nagraniami dowodzącymi, że to on jest ofiarą, ma tyle problemów, by to udowodnić, to jak zwyczajni mężczyźni mają radzić sobie w takich sytuacjach?

Men Going Their Own Way

W związku ze skandalicznie trudną sytuacją mężczyzn w obecnych czasach, narodził się ruch MGTOW, jednoczący mężczyzn idących własną drogą – czyli w różnym stopniu zdystansowanych od kobiet i instytucji małżeństwa, widzących rozwiązanie problemów generowanych przez gynocentryczne społeczeństwo w usunięciu wszelkich instytucji publicznych, konstrukcji prawnych i zachowań społecznych stawiających kobiety w uprzywilejowanej pozycji.

MGTOW koncentrują się na samorealizacji, budowaniu własnej wartości poprzez dążenie do wyznaczonych sobie celów i tworzeniu męskich społeczności, w których motywują się wzajemnie do ich realizacji, a nie na aktywizmie i protestach przeciwko kobietom, co obala argument niektórych prawicowców, jakoby członków społeczności MGTOW można było nazwać „męskimi feministkami”.

Co dalej?

Jak wyraźnie widać w mediach społecznościowych, szeroko pojęty Red Pill dynamicznie się rozwija. Pojawia się coraz więcej twórców zaangażowanych w tę inicjatywę, a ci już znani systematycznie poszerzają swoje zasięgi – do najpopularniejszych należą youtuber i tiktoker Roman Warszawski (częsty gość naszej internetowej telewizji) oraz założyciel stowarzyszenia Patriarchat Mateusz Curzydło. Podsumowując – uważam, że Czerwona Pigułka ma ogromny potencjał, jest niezwykle potrzebna obecnemu społeczeństwu i wszystko wskazuje na to, że z czasem bez wątpienia trafi do mainstreamu.

Marta Markowska


REKLAMA