Jarosław Kaczyński. Foto: PAP
Jarosław Kaczyński. Foto: PAP
REKLAMA

Wszystkie ekipy rządzące Polską w ostatnich 33 latach miały swoje afery. Znamy liczne przykłady, gdy przedstawiciele władzy byli łapani na działaniu na szkodę ogółu, czasem wręcz na bezczelnych kradzieżach. Jednak tylko za rządów PiS doprowadzono do perfekcji nietykalność bohaterów afer.

Najbardziej jaskrawym przykładem są sprawy europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. Przyłapano go na wyłudzeniu ogromnych kwot pieniędzy z Parlamentu Europejskiego – musiał oddać około 100 tys. euro, bo udowodniono mu, iż rozliczał podróże do Brukseli, których nie odbywał.

REKLAMA

Do rozliczeń wpisywał dane aut, które w chwili rozliczania były już zezłomowane. Po przyłapaniu pieniądze oddał, a podległa rządowi PiS prokuratura prowadzi to „skomplikowane” śledztwo już kilkanaście miesięcy.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Czarnecki zaś nie jest nawet poddawany żadnemu medialnemu ani partyjnemu ostracyzmowi. Chociaż podane w mediach informacje i fakt zwrotu przez niego ok. 100 tys. euro do kasy europejskiego parlamentu są niepodważalne, to normalnie funkcjonuje. Szef PiS Jarosław Kaczyński wysyła jasny i czytelny sygnał: dopóki jesteś lojalny wobec partii i posłuszny woli prezesa, to nic ci nie grozi. Niezależnie od tego, co się dzieje.

Ciszej nad tą aferą

Jesienią 2018 roku „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że ówczesny szef Komisji Nadzoru Finansowego miał żądać od biznesmena Leszka Czarneckiego 40 mln zł łapówki, w zamian za co obiecywał, że problemy jego banków (Idea Bank i Getinbank) z nadzorem nie będą dolegliwe. Po publikacji nagrania szef KNF został odwołany i trafił – uwaga – na dwa miesiące do aresztu.

Dlaczego akurat na dwa? Można domniemywać, że dlatego, iż coś władza musiała zrobić. W końcu nagranie oferty nie do odrzucenia dla biznesmena nie zostawiało wiele wyobraźni. Aresztowany dostał jednak jasny komunikat, aby nie gadać za dużo, bo za dwa miesiące może być wolny. Tak też się stało. Śledztwo w tej sprawie nie poczyniło żadnych postępów od czterech lat. Kłopoty z prokuraturą zaczął mieć natomiast biznesmen Leszek Czarnecki, któremu prokuratura próbowała postawić zarzuty. Nieskutecznie, ale przekaz poszedł jasny: zaczynasz z władzą, to nie licz na to, że kara cię ominie.

Ciekawostką przyrodniczą jest fakt, że prezes KNF Marek Ch. miał dostać od służb PiS tyle czasu, ile chciał, aby zrobić w domu i biurze porządek z papierami. Proces w tej sprawie rozpoczął się na początku roku. Charakterystyczne jest, że prokuratura nie dała Leszkowi Czarneckiemu statusu pokrzywdzonego w tej sprawie. Czy po to, aby nie miał dostępu do dokumentów i nie mógł samemu składać wniosków dowodowych lub pisać chociażby apelacji?

Amber Gold PiS

W latach 2016-2017 GetBack opanował około 80 proc. rynku windykacji w Polsce. Firma czyściła bilanse banków i firm finansowych, wykupując złe długi. Niektórzy twierdzą, że płaciła za te złe długi za drogo, sporo przepłacając. W kwietniu 2019 roku Konrad K. (od kilku tygodni na wolności, po wyjściu z wieloletniego aresztu) napisał do premiera i Komisji Nadzoru Finansowego, że GetBack wykupił złe długi od banków i wspierał w ten sposób politykę państwa. Prosił więc, aby państwo go ratowało. Liczył na przychylność, bo sponsorował wcześniej media wspierające rząd PiS – w tym „Gazetę Polską”, „Sieci”, Telewizję Republika, „Do Rzeczy” i „Wprost”.

„Byliśmy też sponsorami strategicznymi takich wydarzeń jak Człowiek Roku (nagrody zdobywali Morawiecki i Kaczyński), organizowanych przez spółkę Fratria, a także Gali 25-lecia „Gazety Polskiej” – pisał Konrad K. Sugerował, iż tak silnie związał się z władzą, że jego firmie nie można pozwolić zatonąć, gdyż sprawa zostanie nagłośniona „jako afera pisowskiej piramidy finansowej, bo spółka mocno od długiego czasu wspiera działania obozu wolnościowego”.

Prawda jest brutalna: KNF wiedziała od sygnalisty o aferze GetBacku już od listopada 2017 roku, ale nie wpisała tej firmy na listę ostrzeżeń i pozwoliła ludziom inwestować w „papiery” firmy. Jeszcze w lutym 2018 roku kontrolowana przez państwo Giełda Papierów Wartościowych nagrodziła GetBack za „optymalne wykorzystanie instrumentów finansowych”. Pieniądze straciło 30 tys. inwestorów, łącznie 2,3 mld złotych, czyli prawie trzy razy więcej niż wyniosły straty tych, którzy lokowali pieniądze w Amber Gold.

Warta wspomnienia jest też afera z zakupem respiratorów i maseczkami w kwietniu 2020 roku. Ministerstwo Zdrowia, które kupiło respiratory od handlarza bronią związanego z Agencją Wywiadu (a wcześniej z peerelowską bezpieką), nie dostało ani respiratorów, ani zwrotu pieniędzy. Słynne maseczki sprowadzone do Polski największym samolotem świata okazały się zaś bezużytecznym chłamem. Na tym wałku także zarobili szpiedzy z Agencji Wywiadu.

Na całym świecie wywiad państwa to przestępcy w służbie rządu. Jak korsarze w epoce wielkich odkryć, mają jednak okradać innych, ku chwale swojej ojczyzny. U nas doszli jednak do wniosku, że po co narażać się na kłopoty, skoro tutaj, w Polsce wszystko można robić bezkarnie. Kaczyński publicznie rozgrzeszał organizatorów tej transakcji. Co więcej, był to jasny sygnał dla prokuratorów, że mają nie drążyć tej sprawy. Obecnie handlarz zniknął. Państwo nie może odzyskać około 50 mln złotych. Winnych nie ma. A jeden z organizatorów tej transakcji, Janusz Cieszyński, został ministrem cyfryzacji.

Od szczepionek do maili

Mamy też gigantyczną aferę ze szczepionkami. Rząd PiS zamówił ogromną liczbę szczepionek. W kwietniu br. odmówił płacenia za kolejne dawki, bo już obecnie zalega w magazynach ok. 25 milionów dawek preparatu. Zrezygnowano z 79 mln dawek za ok. 7 mld zł. Poszkodowane koncerny Pfizer i Moderna skierują oczywiście sprawy do sądów i zapewne wygrają. Bo przecież nikt polskiego rządu do składania tych zamówień nie zmuszał. Po co kupili w takich ilościach te szczepionki? Próżno liczyć, że obecna prokuratura wyjaśni sprawę.

Prokuratura zajmuje się też, chociaż niemrawo, aferą związaną z zakupem działek i ich późniejszą sprzedażą przez Mateusza Morawieckiego i jego żonę. W grudniu 2021 roku żona  Morawieckiego sprzedała działki, które w 2002 roku – razem z mężem – kupiła od Kościoła za 700 tys. zł. Odsprzedała je obecnie za 14,9 mln zł – znacznie poniżej ceny transakcyjnej dla tych okolic. Do wyjaśnienie jest też kwestia ceny nabycia. Sprawa jest badana przez prokuraturę Ziobry, ale w zasadzie wygląda to na walkę wewnątrz obozu PiS, bo poza publikacjami dziennikarzy walącymi w premiera Morawieckiego (nie przepada on – z wzajemnością – za ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą) wiele się nie dzieje.

Mamy też gigantyczną aferę z przejęciem około 100 tys. maili Michała Dworczyka, najważniejszego doradcy Morawieckiego. Maile te od ponad roku ukazują się na stronie poufnarozmowa.com. Obóz władzy stara się je ignorować. Każdemu, kto pyta o opisywane tam afery, przypisuje się działanie w interesie rosyjskiej propagandy, która rzekomo stoi za atakiem hakerskim. Faktycznie maile puszczają Polacy. Biorąc pod uwagę, że brakuje w nich Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry, szefów bezpieki PiS, a także np. Daniela Obajtka, szefa Orlenu, można stawiać hipotezy, kto i po co te maile odpala. Wiadomo, że Morawieckiego mało kto lubi w PiS.

Afer nierozliczonych w Polsce jest setki. Bodajże największą aferą jest 200 tys. nadmiarowych zgonów w Polsce – najwięcej w krajach Unii Europejskiej. Była to konsekwencja odcięcia Polaków od dostępu do służby zdrowia. Polacy umierali nie tylko na koronawirusa, ale też na zwykłe choroby, bo PiS de facto zamknęło na ponad rok służbę zdrowia. Jego polityka zarządzania walką z koronawirusem wykończyła więcej Polaków niż Hitler i Stalin w ataku na Polskę we wrześniu 1939 roku (wówczas było „tylko” 66 tys. ofiar).

Jest też oczywiście nierozliczona afera „dwóch wież”. Mamy austriackiego biznesmena, który oskarżył Kaczyńskiego o oszustwo – że zlecił mu przygotowanie budowy dwóch wież w Warszawie: Jarosław i Lech, które miały być dużymi biurowcami; następnie z powodów politycznych Kaczyński wycofał się z tych planów, ale rachunków płacić nie chciał.

Biznesmen poszedł do mecenasa Romana Giertycha i chciał postawienia zarzutów Kaczyńskiemu. Tego ostatniego zaś nawet nie przesłuchano w sprawie. Prokuratura łamała wszelkie procedury, aby nie dać Giertychowi możliwości zaskarżyć skutecznie umorzenia sprawy. Samego Giertycha zaś zaczęto prześladować służbami właśnie wtedy, gdy podjął się prowadzenia sprawy austriackiego biznesmena. Zarzuty, które kazano postawić Giertychowi, zostały wyśmiane już w ponad 35 decyzjach sądów.

Ostatnią z afer tej władzy są horrendalne podwyżki cen paliwa na stacjach – największe w Europie. Nie mają one nic wspólnego z cenami surowców, lecz są wynikiem wykorzystania pozycji monopolisty, którą dał PKN Orlen Jarosław Kaczyński. A także zakup obligacji antyinflacyjnych przez Mateusza Morawieckiego. Wbrew stanowisku swojego rządu, premier kupił obligacje zabezpieczające przed wysoką inflacją. Zainwestował w to ok. 4 mln złotych, ale nie wiadomo, czy nie zrobili tego jeszcze inni członkowie jego rodziny i znajomi. Także tutaj prokuratura nie widzi żadnych problemów. Według opinii prawnych cytowanych szeroko przez dziennikarzy, premier, dokonując tego zakupu, wykorzystał posiadaną przez siebie wiedzę poufną i mógł tym samym popełnić przestępstwo.

Jan Piński


REKLAMA