W sądzie. / Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
W sądzie. / Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
REKLAMA

W naszym nieszczęśliwym kraju coraz wyraźniej widzimy, że ocena zachowania zależy od tego, kim jest oskarżony. Niestety z jakiegoś powodu łatka nienawistnika omija lewicowców szerokim łukiem, aby po chwili z impetem przykleić się do jakiegoś „faszysty”. Dysproporcji, z którą mamy tu do czynienia, nie zauważyłby tylko ślepy, pardon – niewidomy.

24 czerwca tego roku dobiegła nas smutna, a właściwie bulwersująca wiadomość. Otóż poznański sąd rejonowy wydał wyrok w procesie Marka M., który w sierpniu 2019 roku jako drag queen Mariolkaa Rebell symulował podcięcie gardła abp. Markowi Jędraszewskiemu. Chociaż prokuratura oskarżyła delikwenta o nawoływanie do zabójstwa duchownego, wymiar (nie)sprawiedliwości oczywiście zrobił po swojemu. Każdy tzw. normalny człowiek, który widział dowody z tego zajścia, raczej nie ma wątpliwości, czego to był pokaz. Oskarżony w czasie imprezy Mr Gay Poland w Poznaniu dał popis antyklerykalnej nienawiści, symulując podcięcie nożem gardła katolickiego hierarchy. Co więcej, dla spotęgowania efektu wykorzystał sztuczną krew. Werdykt: niewinny! Dlaczego? „Sąd w postępowaniu karnym nie może, co do zasady, pełnić funkcji recenzenta, a tym bardziej cenzora sztuki. (…) Zadaniem sądu nie jest dokonanie oceny występu oskarżonego pod względem moralnym, czy jego wartości artystycznej”. Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził…

REKLAMA

„To jest wprowadzenie do Polski bolszewizmu”

W tej kwestii wypowiedział się już m.in. redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” Paweł Lisicki. W materiale „Decyzja sądu ws. drag queen. Lisicki: To zamach na praworządność w biały dzień”, który został opublikowany na portalu DoRzeczy.pl, możemy przeczytać obszerny wywiad z dziennikarzem znanym ze swojego bezkompromisowego podejścia do obrony praw katolików czy szerzej ludzi wierzących. W jego wypowiedzi z jednej strony wybrzmiewa irytacja związana z pobłażliwym traktowaniem lewicowych aktywistów, a z drugiej strony – uzasadniona obawa, że taki wyrok jedynie rozzuchwali antychrześcijański front, i tak już bardzo przeświadczony o istnieniu specjalnego parasola ochronnego w polskim wymiarze (nie)sprawiedliwości. Jak słusznie zauważył Lisicki, omawiana sprawa jest prostym potwierdzeniem faktu kolonizacji naszego prawodawstwa przez lewicowe standardy, które od dawna obowiązują w Europie Zachodniej. To również pokaz bezkarności kasty sędziowskiej w Polsce, dla której punkt odniesienia stanowi Bruksela, a nie Warszawa.

„Myślę, że ten wyrok i jego uzasadnienie są przykładem zamachu na praworządność dokonanym w biały dzień przez sąd. Świadczy on nie tylko o skrajnej głupocie sędziego i braku odpowiedzialności, ale w istotny sposób może się przyczynić do wzrostu przemocy i napięcia w polskim społeczeństwie. Takich wyroków uniewinniających wybryki różnych aktywistów LGBT było sporo, ale ten przekracza dotychczasowe granice, ponieważ stanowi formę zachęty do przemocy, czy gwałtu. W polskich warunkach sytuacja, w której ktoś dokonuje symbolicznego morderstwa na arcybiskupie, do tej pory się nie zdarzyła i zasługiwała na potępienie. Fakt, że sędzia to akceptuje i toleruje pokazuje, jak duża część tego środowiska oderwała się od polskiej kultury i de facto zdradziła nasze wartości. (…) Używając modnego ostatnio słowa, ten wyrok jest swoistym »kamieniem milowym« bezprawia. To jest wprowadzenia do Polski bolszewizmu w formie zupełnie nieobecnej do tej pory” – stwierdził Paweł Lisicki, który już spodziewa się kolejnych nieodpowiedzialnych i głupich wyroków.

Ciekawych informacji w sprawie dostarczył również portal wPolityce.pl. Zerknijmy do artykułu „Mówiła o »tolerancji« ws. Irańczyka. Ta sama sędzia uniewinniła mężczyznę, który symulował zabójstwo abp. Jędraszewskiego”. Autor materiału przypomina, jak w dwóch poprzednich sprawach wyrokowała sędzia Agata Trzcińska z Poznania, która teraz uniewinniła lewicowego aktywistę. Otóż w 2018 roku skazała Dawida K. na bezwzględną odsiadkę na okres czterech miesięcy i zapłatę 2 tys. zadośćuczynienia. Powód? Obrażał w tramwaju mieszkającego w Polsce obcokrajowca, a dokładnie obywatela Iranu. „To było działanie motywowane wrogością i brakiem tolerancji. Demokratyczne państwo nie może na takie zachowania pozwalać” – uzasadniała swoją decyzję. Ponadto zajmowała się sprawą blokowania furgonetki pro-life. Finalnie orzekła, że był to czyn nieszkodliwy społecznie, a osoby uniemożliwiające przejazd tak naprawdę dokonywały obywatelskiego zatrzymania człowieka zakłócającego ich spokój. Po prostu piękne.

Upadła gwiazda Solidarności

Wiesław Wojtas, legenda „Solidarności” ze Stalowej Woli, powinien iść siedzieć na 4 lata. Nie siedzi. Trochę spraw wygrał, trochę przegrał. Wygrywał i jednocześnie, co ciekawe, ujawnił w prokuraturze (stenogramy ujrzały światło dzienne po latach całkiem niedawno), że zabiegał o poparcie dla swojej sprawy u ważnych osób ze środowiska wymiaru sprawiedliwości. Ostatnio jawnie już lobbował za swoją osobą u wiceszefa resortu sprawiedliwości Marcina Warchoła. Wojtas jest doskonałym przykładem nas wszystkich. Kocha sądy, które go uniewinniają i uznaje za zmówione i przestępcze te, które go skazują. Tych drugich jest jednak więcej. Nikt już chyba nie wie, ile razy skazano prawomocnie Wojtasa. Ostatni prawomocny wyrok zapadł w zeszłym roku. 43 zarzuty za przestępstwa gospodarcze zostały podtrzymane w sądzie apelacyjnym. Wojtas kradł, oszukiwał, gardził losem swoich pracowników (taki to dziwny etos „Solidarności”…). A teraz jeszcze wyskoczył z oryginalną linią obrony w formie ulotki skierowanej do mieszkańców Stalowej Woli.

„Swoją linię obrony Wojtas przestawił ostatnio w ulotce, którą zachęcił »wolne sądy« do szybkich działań. Legenda z Huty Stalowej Woli (prowadził tam strajki w okresie PRL) w swojej odezwie do mieszkańców miasta stwierdził pod koniec czerwca, że – uwaga – jego byli wspólnicy biznesowi to przestępcy; notariusz, który sporządzał umowy podpisywane przez Wojtasa to przestępca działający w zmowie z ex partnerami biznesowymi Wojtasa. A dlaczego były opozycjonista ma iść siedzieć? Stalowy styropian tłumaczy: dlatego, że do grupy przestępczej należy także prokuratura i dwa sądy (w Tarnobrzegu i apelacja w Rzeszowie). Dlatego Wojtas przegrał i dlatego sąd drugiej instancji utrzymał w mocy zarzuty. A było ich bagatela… 43, ale zdaniem Wojtasa wszystkie dęte, spreparowane, wyssane z palca. Skoro Wojtas wszystkich – jak się wydaje – pomówił, to zapewne można spodziewać się kolejnych procesów, tym razem z ochrony dóbr osobistych” – czytamy na portalu „Do Rzeczy” w artykule z początku lipca tego roku.

Jak ta cała historia ma się do stanu polskiego sądownictwa? To proste – jak się jest Wojtasem, a nie Kowalskim, to można być skazywanym 4 czy 5 razy i nigdy nie trafić za kratki. Zawsze coś tam jest w procedowaniu… Inni mają zły stan zdrowia (pomroczność jasna), a jeszcze inni immunitet. Wiadomo. Nic nie stoi również na przeszkodzie, aby wywoływać medialny szum poprzez ujawnianie domniemanych układów biznesowo-notarialno-prokuratorsko-sądowniczych, które miałyby uwziąć się na niewinnego człowieka. Opisany przykład świetnie pokazuje, że o ile zwykły Polak już dawno siedziałby w celi, tak pewnym personom przysługuje specjalny status. Szukanie parasola ochronnego w ministerstwach, powoływanie się na wpływowych polityków i formułowanie buńczucznych odezw do krajan – na wszystko jest czas, tylko nie na odsiadywanie pełnomocnego wyroku. Pozostaje mieć nadzieję, że już niedługo ta wesoła eskapada zostanie ukrócona i – mówiąc górnolotnie – sprawiedliwości stanie się zadość.

Lewicowy nimb świętości

Ostatnio przeglądałem bardzo popularny w sieci fanpejdż pewnego Ośrodka, na którym każdego dnia pojawiają się – w mojej ocenie – dosyć nienawistne wpisy piętnujące czyjąś prawdziwą lub domniemaną nienawiść (częściej to drugie). W postach opatrzonych KRZYKLIWYMI NAGŁÓWKAMI możemy przeczytać o przestępstwach, których mieli dopuścić się rozmaici ludzie – zarówno znane osobistości, jak i zwykli obywatele. Najbardziej groteskowy wydał mi się wpis poświęcony działalności tzw. Jaszczura i jego ekipy. Otóż admini Ośrodka zarzucili im w jednym zestawieniu, uwaga: „groźby karalne, znieważania z powodu narodowości, znieważania z powodu pochodzenia, znieważania z powodu orientacji, nawoływanie do zabójstwa motywowanego nienawiścią do osoby o innych poglądach, prezentowanie symboli i propagowanie zakazanego totalitarnego ustroju państwa, pochwalanie wojny napastniczej, usiłowanie zabójstwa”, a także proputinowski faszyzm wymierzony w niewinnych Ukraińców. Ładne portfolio, prawda? Wręcz godne pozazdroszczenia.

Pomijając ironiczny ton, przytaczam ten przykład dla unaocznienia podwójnych standardów w ocenie sytuacji. Nie jestem jakimś fanem kamractwa, które w wielu sprawach warto krytykować, więc nie występuję tu w pozycji apologety. Chciałbym jednak wskazać na łatwość, z jaką można zarzucić jednej stronie dowolną zbrodnię, gdy w tym samym czasie przeciwny obóz ochrania nimb świętości. Skoro lewicowi tropiciele hejtu, faszyzmu i innych bezeceństw łatwo nie odpuszczają, to nic dziwnego, że w sprawie tęczowego Marka M. odpuścić również nie zamierza prokuratur generalny Zbigniew Ziobro. Jak już zapowiedział minister sprawiedliwości, prokuratura złoży apelację od tego wyroku, ponieważ w jego ocenie to kompromitacja polskiego sądownictwa. W sumie trudno się z nim nie zgodzić, a zwłaszcza w kontekście rozbestwiania lewaków, dla których każde takie zwycięstwo oznacza, że mogą posunąć się dalej. A jak już pokazała nam historia, lekceważenie radykałów nigdy nie kończyło się dobrze dla ogółu społeczeństwa, jego praw i wolności. Wyciągnijmy z tego wnioski.

„Gdyby to była kukła nie ks. abp. Jędraszewskiego i nie chrześcijanina, nie kogoś, kto jest symbolem walki o chrześcijańskie wartości, ale gdyby to była kukła Żyda, przedstawiciela innej religii? – snuł alternatywne scenariusze wiceminister sprawiedliwości Michał Woś w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam. „Trzeba skończyć z dziedzictwem komunizmu i zaangażować jak najwięcej ludzi do tego, żeby to prawo zmienić na lepsze, zmienić na takie, które będzie bronić nie tylko chrześcijan, ale będzie bronić naszego dziedzictwa” – przekonywał polityk. Czy ekipie Ziobry uda się coś zdziałać w tej materii? Cóż, jak to zwykle bywa – pożyjemy, zobaczymy. Sprawa z pewnością będzie miała ciąg dalszy, więc nie pozostaje nam nic innego jak wyczekiwać nowinek. Aby utrzymać niegasnące zainteresowanie tematem pozwów, polecam zaglądać raz na jakiś czas na fanpejdż wspominanego już Ośrodka – hurraoptymistyczne zapowiedzi wpakowania całej ekipy Naczelnika do pudła mimowolnie unoszą kąciki ust.

Źródło: dorzeczy.pl, propolski.pl, wpolityce.pl

Jakub Zgierski

REKLAMA